wtorek, 28 października 2014

Druga rocznica



Wczoraj mieliśmy z mężem nasze małe święto. Malutkie, bo druga rocznica ślubu, jest dopiero drugą rocznicą. Niech Bóg da nam możliwość kilkudziesięciu rocznic razem przeżyć, w zdrowiu i zgodzie.

Przypominam sobie ten dzień. Za oknem wichura, deszcz, wiatr i urwanie głowy. Wzięliśmy ślub cywilny, jak na razie. Kościelny mamy w planach, bądź cerkiewny, gdyż nikomu z nas nie robi to specjalnej różnicy. Pan Bóg jest jeden, to tylko kościoły są dwa.

Nie było gości, nie było wesela, nie było białej sukni z długim welonem, ani ryżu we włosach, ani nawet "100 lat" nie zaśpiewał nam nikt, gdyż ani jednego gościa z Polski również nie było. (Ktoś by w tym momencie zapytał, o rodziców, więc uprzedzę pytanie i odpowiem. Mój tato nie żyje od wielu lat, moja mama była wtedy zaledwie kilka tygodni po operacji kręgosłupa i długa podróż do Bułgarii nie wchodziła w grę.)

Brzmi przygnębiająco? Niepotrzebnie. Byliśmy szczęśliwi wtedy bardzo. Nie będę ukrywać, że byłam wtedy w drugim miesiącu ciąży i ta ciąża popchnęła nas do ślubu. Zawsze mówiliśmy, że weźmiemy ślub "kiedyś", ale organizacja tych dokumentów, papierków, tłumaczeń, stempli... ble ble ble ble.... - nasze "kiedyś" stawało się bliżej nieokreślonym "nie wiadomo kiedy". W końcu Hristo rzucił propozycję - zróbmy sobie dziecko, a że wiedział dobrze, że o niczym innym, jak o dziecku, nie marzę, zgodziłam się szybko. Na szczęście do tego nie trzeba papierków, tłumaczeń, stempli :) A gdy okazało się, że się nam udało, wzięliśmy się i za tę papierkową robotę i załatwiliśmy wszystko, co było potrzebne do zawarcia związku małżeńskiego.

Nie mieliśmy pojęcia wtedy, co nas czeka. Co przyjdzie nam razem znosić, co przyjdzie nam razem cierpieć.



Co myślę, gdy mówię "mój mąż'?

Opieka, pomoc, bezpieczeństwo.
Troska.
Przytulanie! W nocy nie możemy bez tego spać. Jedno przytula drugie, a gdy któreś się przekręca na drugi bok, drugi idzie za nim, bo bez przytulania się nie śpi.
Jego ucho na moim brzuchu i słowa "Ej mała dziewciiiiino! Nie kopaj mama"
Tak, uwielbiam tę jego zabawną polszczyznę.
Płakał, gdy usłyszał, że mam raka. Płakał i mówił "Ty mnie nie możesz zostawić. Ja nie pozwolę ci umrzeć".
Widział mnie piękną, widział mnie straszną.
Kiedy straciłam włosy po chemioterapii, spytałam infantylnie, czy kocha mnie taką łysą i brzydką, powiedział "Malwina, czym ty się przejmujesz? Po co ci te włosy? Myślisz, że ja ciebie pokochałem za to, że miałaś włosy? Ja cię kocham za to, kim jesteś. Tak, twoja głowa teraz nie jest piękna, jak byś tego chciała, ale ty masz takie piękne serce, że ja takiego pięknego serca w życiu nie widziałem!"
Mój mąż jest cudownym ojcem.
Niespodzianki, mój mąż uwielbia robić mi niespodzianki.
Jest całe mnóstwo cudownych rzeczy, za które go uwielbiam.

O jego wadach też mogłabym się rozpisywać.
Uparty, nadwrażliwy,a przede wszystkim bez skazy! - ja niechcący rozleję zupę, bo jestem nieuważna, ale on stłucze cały słoik z miodem dlatego, że słoik źle stał. Krzywo jakoś, pewnie ja go źle postawiłam. To dziwne, żeby jemu zdarzyło się kiedyś coś przeoczyć, nie zauważyć, być nieuważnym.
Ale to są głupoty. Prawda, że śmieszne? Każdy ma jakieś wady i dobrze, że mój Nieomylny też jakieś ma, bo inaczej nikt by mi nie wierzył, że mam chodzący ideał za męża.




Mam ulubione wspomnienie, które często przywołuję na myśl.


Poznaliśmy się w Anglii. Hristo bardzo chciał, żebyśmy byli razem na poważnie, na zawsze i do końca życia. Ja od początku na nic poważnego nie dawałam mu nadziei.
Pewnego dnia przyszedł do mnie i pokazał mi zdjęcie rozjechanego na drodze borsuka. Mało romantyczne, wiem. Mówi "Zobacz co dziś rano zobaczyłem na drodze. Jak to słowo jest po polsku?" Powiedziałam mu, że to borsuk, a on powtórzył borsuk, borsuk, borsuk kilka razy, żeby zapamiętać. Nie pytajcie mnie, jakim językiem wtedy rozmawialiśmy, gdyż był to język bliżej nieokreślony i nikomu na świecie nie znany.

Tego samego wieczora Hristo wyznał mi, że chciałby bardzo, żebyśmy byli razem zawsze, nie tylko teraz podczas wakacyjnej pracy. Powiedziałam mu: "Hristooo..., ale to jest niemożliwe. Ja jestem Polką, ty jesteś Bułgarem. Ja mówię po polsku, ty po bułgarsku. Ja mieszkam w Polsce, ty w Bułgarii, ja jestem katoliczką, a ty jesteś prawosławny. To jest niemożliwe ."

Słowa, którymi mi odpowiedział, powinnam wymalować na ścianie naszej sypialni, bo stale mi towarzyszą.
"Malwina... to ty teraz dopiero zauważyłaś, że ja jestem Bułgar, a ty jesteś Polka? Ja się nauczę polskiego, ty się nauczysz bułgarskiego. Nasze religie nie są wcale takie różne, żebyśmy sobie z nimi nie poradzili. Malwina, ja jestem człowiek i ty jesteś człowiek. Malwina! Ja nie jestem borsuk!"

Lata mijają a ja tego mojego męża kocham, uwielbiam, ubóstwiam za całą miłość, jaką mnie darzy i za wszystkie obietnice, które spełnił, za czułe słowa najprawdziwsze na świecie i, cholera jasna!, za to że nie jest borsukiem, kocham, uwielbiam, ubóstwiam!



********************************************************************************************


Moja mama dziś wyjechała i nie potrafię się w tym domu teraz bez niej odnaleźć. Hristo, jak zwykle, nie dopuszcza do tego, żebym była smutna, bo przecież mi nie wolno się smucić. Mam wiecznie chodzić z bananem na ustach, cieszyć się do słonka, co świeci, do ptaszka, co kwili, do świata, do życia, do dziecka, do męża i nie może mi być źle. "Oooo! chyba zapomniałam poskarżyć się, że mój mąż jest wyrozumiały. Powie mi - no taaaak, rozumiem Cie dobrze. Wiem, ze jest ci smutno, ale ne smuć się, bo słonko świeci, ptaszek śpiewa, wokół ciebie cały świat, masz zdrowie, męża, dziecko, dach na głową, wszystko masz. Rozumiem, ale się nie smuć."
Wszystko mam. Dobrze, że bloga też mam, bo mogę tu bezkarnie i niewdzięcznie czasem się posmucić, ponarzekać i wykrzyczeć, że niekiedy jest mi źle i w ogóle wszystko jest do dupy, do dupy i do dupy!

29 komentarzy:

  1. Jestem w pracy. Mam łzy w oczach. Pięknie to napisałaś!
    Tryliard spędzonych wspólnie lat Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane :) Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, bo po prostu... nic nie trzeba dodawać.
    Życzę Wam jak najdłużej spędzonych wspólnie lat razem w zdrowiu i szczęściu :*
    P.S. My też jesteśmy po cywilnym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę :) Nie wiedziałam :)

      Dziękuję za życzenia :*

      Usuń
  3. Powodzenia, ja walczę o swoje z moją dziewczyną bardzo długo, i jeszcze więcej by opowiadać, ale chociaż mogę poczytać Twoje losy, tak bardzo mi bliskie, chociaż mogę się rozmażyć, że warto walczyć i nie warto мърморя, aby nie krzywdzić. Śmiać się pechowi w twarz, uśmiechem przezwyciężać bóle, i nie rozdrapywać ran tych przeszłych i tym towarzyszących w każdej sekundzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adam, masz przepiękną filozofię i jasno wyznaczone cele. To wspaniałe, że wiesz, czego chcesz i do tego dążysz. Życzę Ci powodzenia i miło mi, że do mnie zaglądasz.

      Usuń
  4. Jaka piękna panna młoda, jestem pod wrażeniem! Czytam Twój wpis i zwyczajnie się wzruszyłam, bo przypomniał mi się mój cywilny, identyczny do Twojego. Też nie miałam gości, nie było rodziny z Polski ani z Sardynii, byłam w czwartym miesiąciu ciąży , nie mieliśmy wesela czy nawet małego przyjęcia, ale mimo to byłam tak samo szczęśliwa:).

    Bardzo mądrego masz męża! Dla miłości nie ma żadnych przeszkód i ograniczeń. Zyczę Wam wielu, wielu lat wypełnionych szczęściem! A jak zobaczycie jakiegoś borsuka na drodze, omijajcie go:).

    I nie martw się, bo nam emigrantkom zdarzają się ciężkie chwile!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dopisać, że Włosi i Bułgarzy mają widocznie podobne temperamenty, bo czytając o cechach charakteru Twojego męża mam przed oczami mojego, bo ma identyczny charakter:).

      Usuń
    2. Mamy bardzo podobną historię :)
      A ślub - to tylko jeden dzień. Później całe życie razem - to jest ważne!

      Co do charakterów i temperamentów. A może nasi mężowie są z tego samego znaku zodiaku?
      Mój jest Panną, a Twój?

      Usuń
    3. Moj maz jest zodiakalnym Koziorozcem, czym bynajmniej sie nie przejmuje, bo nie wierzyw horoskopy ani czytanie z gwiazd.

      Usuń
  5. Alez z Ciebie piekna Panna Mloda byla - naprawde slicznie wygladalas. Kij z wlosami - odrosna!! Wazne, ze jest zdrowie i macie siebie nawzajem i Wasza piekna milosc i jej cudowny owoc - Kalinka. Duzo szczescia, radosci, usmiechu i milosci na kazdy dzien.

    p.s.Zycie emograntki nie jest latwe, takze zal sie jak tylko masz na to ochote.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno chcialam powiedziec - moja ciekawosc odnosnie Waszych poczatkow zostala w 1% zaspokojona :)

      Usuń
    2. Dziękuję serdecznie za życzenia.

      1% tylko zaspokoiłam? :) hahahhaa małoooooo

      Usuń
  6. Alez slicznie wygladalas! Zycze Wam jeszcze wielu lat wspolnej , pieknej milosci!
    Najwazniejsze jest to,ze sie kochacie I jestesmy razem bez wzgledu na wszystko! gratuluje Wam ogromnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie było sto lat to ja teraz Wam odśpiewam Sto Lat Sto Lat niech żyją nam :)
    Najlepszego dla Was kochani na następne wspólne lata w szczęściu, zdrowiu i miłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha no prawie słyszę jak to śpiewasz :D

      Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  8. Gratulacje!!!!

    Widze, ze mamy tak wiele wspolnego w pewnych kwestiach ;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się, że wiele nas łączy :)

      Usuń
  9. To i ja Wam krzyczę z całych moich sil Sto lat!!!!!! Nie ważne ze nie mieliście hucznego weselicha najważniejsze ze się kochacie!!! :-)
    My mieliśmy skromny poczęstunek w restauracji, bo można tak to nazwać a wspominamy go zawsze z sentymentem.
    I ja kocham mojego męża baaardzo, uważam go za cieplego, opiekuńczego i kochającego nas dwie dziewczynki. Może nawet i bardziej go kocham niż jak braliśmy slub, nie wiem... ;-)
    Co chodzi o wyjazd Twojej mamy to rozumiem Twój smutek, my emigrantki musimy być silne emocjonalnie i nauczyć sie cieszyć z rzeczy małych... Hristo dobrze Ci podpowiada o tych ptaszkach czy słoneczku, tylko nie rozumie jakie to trudne aby przestawić swoje myslenie gdy czasem wydaje Ci się ze masz już dość, ze nie dasz rady tak dalej żyć...

    Nie wiem co się stało z moim kontem w google, nie mogę się zalogowac :-( To ja Luiza ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jednak mi się udało zalogować :-) Buziaczki :****

      Usuń
    2. Dziękujemy za życzenia!
      Cieszę się, że tak pięknie mówisz o swoim mężu. Ta miłość powinna nam emigrantkom stale przypominać, że mamy przecież największy skarb na świecie. A reszta - pewnie nie dane nam jest mieć wszystko przy sobie. Zazdroszczę tym, którzy tak zyczajnie mają przy sobie rodziców, dziecko/dzieci, męża.

      Usuń
  10. Ale ładnie napisałaś :) szczesciara z Ciebie, że masz takiego dobrego męża :) życzę Wam wszystkiego dobrego na kolejne lata.

    Zapytam jeszcze z ciekawości - a w Polsce nikt Cię nie straszył co oznacza wyjść za mąż za Bulgara? Bo ja to się trochę nasłuchałam; ) rodacy często zapominają, że Turek czy Bulgar to też człowiek, a nie właśnie borsuk :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia :)

      W Polsce nikt mi wprost nie mówił, ale za plecami znalazło się wielkie grono mądrych i mądrzejszych ludzi, którzy byli przekonani, że rujnuję sobie życie....

      Usuń
  11. Wspaniałe! A historia z borsukiem całkowicie rozbrajająca!
    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy i mało tych pochmurnych, smutnych dni!
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  12. Mało romantyczne? Już dawno nie słyszałam tak romantycznej historii jak Twoja z borsukiem! Mnie to wzruszyło. Szczęściara z Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Tę historię z borsukiem na prawdę często wspominam. Słyszę, jak on to mówi :) Romantyczne, chyba trochę romantyczne, bo gdy wspominam nasze początki, to w tych wspomnieniach borsuk jest obowiązkowo :)

      Pozdrawiam!

      Usuń

Każdy pozostawiony przez Was komentarz jest dla mnie bardzo cenny.
Bardzo serdecznie za niego dziękuję.