sobota, 6 grudnia 2014

Nikułajki



Nie mogłam sobie odmówić tej nazwy w tytule posta. Tak w naszym domu (w naszym, naszym i przypuszczam, że chyba tylko w naszym) nazywa się dzisiejszy dzień. Często z mężem tworzymy nowe wyrazy, których znaczenie jest znane pewnie wyłącznie nam. I często przy tym cieszymy się, że nikt poza nami nas nie słyszy.

Jak wiadomo, w Polsce 6. grudnia obchodzi się Mikołajki. W Bułgarii tego dnia też jest święto, ale nie ma ono nic wspólnego z rozdawaniem (pal licho rozdawanie, - o t r z y m y w a n i e m !!!) prezentów, wszechobecnych hojnych Świętych Mikołajów i jego bandy.
Tutaj tego dnia obchodzi się tzw. Nikułden, czyli dzień św. Nikoli. Należy tego dnia złożyć imieniny wszystkim Nikolom, Nikołajom i pozostałym Mikołajopodobnym.

Pamiętając o tym, że św. Nikoła jest patronem morza i marynarzy, z tej okazji dziś właśnie czci się rybę na wiele sposobów.
Przede wszystkim nie powinno jej zabraknąć na stole. Zatem gości u nas dziś faszerowany karp, na który wkrótce podam przepis, aby był dla kogoś ciekawą alternatywą na podanie karpia w  wigilijny wieczór. 

Ale samo zajadanie się rybą, to mało! Nie może przecież zabraknąć przesądu na ten dzień. Otóż temu, kto przygotowuje świąteczną rybę nie wolno jest nadepnąć na łuskę ryby, która ewentualnie mogłaby spaść na ziemię podczas oczyszczania. Taka profanacja mogłaby przynieść poważne choroby w rodzinie, jeśli nie śmierć.

Powinno się również zatrzymać jedną łuskę lub kość z głowy ryby, by przez cały rok te talizmany przynosiły domownikom zdrowie.

Ryba, jak wiadomo, ma mnóstwo pozytywnych właściwości odżywczych, do tego jest mega smaczna i pomijam fakt, że się wzdrygam przy jej oczyszczaniu  (głównie to przy obserwowaniu, jak robi to mąż) i jem, jem, jem rybę na potęgę! W rybie siła!

Честит празник на всички!

Przepis na rybkę -----> klik

19 komentarzy:

  1. Z rybami to mam tak, ze moglabym je jesc codziennie, ale za to nie znosze karpia, choc moja rodzina za nim przepada. Moja mama kupuje ponad 10 kg i wszyscy sie nim objadaja, z wyjatkiem wlasnie mnie. Co do lusek, to nie wiem, czy znasz przesad, ze powinno sie jedna w portfelu nosic, bo podobno przynosi pieniadze, w co osobiscie watpie:). Bulgarskie zas przesady spowodowaly u mnie salwe smiechu:). Sa fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, słyszalam o tym, że w Polsce tez tak jest, ale nigdy tego się u mnie w domu nie praktykowalo. Pewnie dlatego, ze rzadko mielismy karpia na Wigilię. Moja mama szla zawsze na łatwiznę i robiła inne ryby tego dnia :)

      Wiesz, wspominam o bulgarskich przesądach bo one sa tu bardzo żywe, szalenie żywe, powiedzialabym. Na każdym kroku jest coś, czego wolno, nie wolno robis bo coś tam, coś tam... Wszystkiemu temu przygladam sie z przymruzeniem oka. Ale jak pomyslę o polskich zwyczajach, to wlasciwie u nas tez tego pełno. Chociazby ta łuska, albo Andrzejki. Opowiadalam o Andrzejkach tu Bułgarom (w Bułgarii nie ma takiego święta) i oni mi na to "No i ty Malwina mowisz, ze my jestesmy przesądni? To wy wosk lejecie i szukacie w nim odpowiedzi na to, co przyniesie rok, to wy przekladacie buty by spraedzic ktora sie pierwsza ozeni"

      Nie wiem, chyba my Słowianie, jestesmy przesądną rasą, której pogańskie zabobony nie opuściły :)

      Usuń
  2. Ja lubie ryby od czasu do czasu...niezle sa te bulgarskie przesady ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niezłe, niezłe :) Czasem można się uśmiać, a czasem można też zwariować :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja za rybami nie przepadam :/ Ale Twoja wygląda smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i smaczna była. Orzeszki zrobiły swoje. Podzieliłabym się, może by Ci posmakowała...

      Usuń
  5. Ja ryby lubię ale bardzo rzadko je jadam, a szkoda wielka szkoda,choć za karpem nie przepadam wali dla mnie mułem. Co do łuski to u nas łuskę od karpa wkłada się do portfela co by kasa byłą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można to zmienić i jadać częściej. Dla zdrowia i dla smaku. Same korzyści. Ja wychwalam wszystkie ryby pod niebiosa, bo jest ich mnóstwo rodzajów i można jesc na równe sposoby. Ryba to szerokie pojęcie...

      Usuń
  6. Ja mama tez wkladala łuskę do portfela. Ja za karkiem nie przepadam, jedynie w Polsce jadalam skażonego na Wigilie. Od czasu gdy mieszkam we Francji karpia robiłam tylko raz imialam kłopot z dostaniemy świeżego, bo tu kojarzy sie z kuchnia żydowska. Po polskich sklepach ostatnimi Laty juz nie szukam, bo wole inne tradycyjne potrawy.
    Pozdrawiam Bułgarię, gdzie przez pare lat bywalam często służbowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karp jest trochę specyficzny....

      Miło mi, że do mnie zaglądnęłaś. Cieszę się, że mogę przywołać u Ciebie wspomnienie i Polski i Bułgarii :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ja ryby uwielbiam, ale karp zdecydowanie nie nalezy do moich faworytow. Babcia na Wigilie specjalnie dla mnie dorsza przyrzadzala :) W Bulgarii to chyba maja przesady n a kazdy temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często to słyszę. Wielu ludzi tak mówi, że lubi rybę, ale oprócz karpia...

      Usuń
  8. Ja lubie karpia :-) My robiliśmy zupe z karpia i smażonego wczoraj :-) Ja jeszcze robie taka akcje ze 6.12 zamrażam karpia na Wigilie żeby na stole nie zabrakło. Nie wiem jak u Ciebie ale u nas po Никулдeн już karpia nie uświadczysz w sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Właśnie później karpia już nie ma. Nie pomyślałam o tym, żeby sobie zostawić trochę na Wigilię. Za rok zamrożę na pewno. Jeszcze jest opcja, że wygonie męża na rybołowy, żeby na Wigilie jednak był :)

      Usuń
  9. O biedna ryba :)))
    Nie miałam pojęcia o Święcie Nikolii, jestem mądrzejsza o tę wiedzę - dziękuję :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię to zaciekawiło :)

      Usuń
  10. Ja po za tematem chciałam napisać maila,ale nie znalazłam. Dziś dotarła paczka Mikołajkowa od Ciebie :) Niebawem posta :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja bardzo długo ryb nie jadłam w ogóle. Potem coś mi się odmieniło i zjem od czasu do czasu, nawet ze smakiem, ale zawsze czuję obrzydzenie podczas przygotowywania i po jedzeniu. Ryba zostawia po sobie taki burdel na talerzu! Oczywiście H. wychowany nad morzem ryby uwielbia i mógłby jeść codziennie. W jego regionie jest powiedzenie "nawet jeśli z morza wyjdzie mój własny ojciec - zjem ze smakiem" :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony przez Was komentarz jest dla mnie bardzo cenny.
Bardzo serdecznie za niego dziękuję.