niedziela, 5 lipca 2015

Osiągnięcia Kalinki - czyli jak nauczyła się samodzielnie spać oraz o pożegnaniu z pampersem i smoczkiem

Kalinka rozwija się cudownie! O tym, że jest wcześniakiem z 33/34 t.c. przypominają tylko wspomnienia. Dziś Kalina ma 2 lata i 5 miesięcy, a całkiem niedawno pożegnałyśmy jej dzidziusiowy okres. Pora więc go posumować.

Jak Kalina nauczyła się samodzielnie spać?

Gdy była mała, usypianie Kaliny to była istna tragedia! Razem z mężem nauczyliśmy ją (mea culpa! nasza culpa!) spać na bujaku i Kalina spała WYŁĄCZNIE wtedy, gdy była lulana. Doszło w końcu do takich pamiętnych dla mnie nocy, gdy mąż spał smacznie tuż obok mnie, a ja całą (całą, calusieńką!) noc bujałam leżak. Mąż o godzinie 6.00 rano zbudził się do pracy i spytał, czy dawno się zbudziłam, a ja mu na to, że jeszcze nawet nie zasnęłam. Kalina budziła się z rykiem na każde zaprzestanie bujania chociażby na 2 sekundy. Tego ranka postanowiłam, że wprowadzę totalną rewolucję. Stwierdziłam, że nieważne jakim kosztem. Dziecko i tak nie śpi, i tak płacze, ja i tak nie śpię, więc rewolucja sama w sobie tragedii nie wniesie, a miejmy nadzieję, że wniesie poprawę.
Pomogła mi bardzo książka dziecięcej szeptunki,Tracy Hogg pt. "Język niemowląt". Książkę kupiłam jeszcze będąc w ciąży, wierząc w to, że dzięki niej zrozumiem niemowlaka. Przydało mi się z niej zaledwie kilka kartek, a konkretnie rozdział dotyczący usypiania dziecka. Kalina miała alergię na łóżeczko i gdy tylko ją tam zostawiłam, płakała tak, jakbym zdzierała z niej skórę! Mimo to, jej łóżeczko było moim celem i musiałam się pogodzić z płaczem, który wraz z rewolucją był nieunikniony. Postąpiłam więc tak, jak radzi szeptunka. Gdy bawiłam się z dzieckiem wieczorem, obserwowałam jej zachowanie. Kiedy Kalina ziewnęła raz, poczekałam na drugie ziewnięcie. Tuż po nim powiedziałam dziecku, że czas już spać, że ją bardzo kocham i będę blisko niej, a jej będą się śniły same cudowne rzeczy. Mówiłam to najczulszym głosem, na jaki się zdobyłam. Zgasiłam światło w pokoju, zapaliłam lampkę nocną, włączyłam cichutko uspokajającą muzykę, ucałowałam dziecko i zostawiłam w łóżeczku. Wyszłam z pokoju, a Kalina naturalnie zaczęła płakać w niebo głosy. Odczekałam 5 minut (prasowałam ciuszki, żeby przez te 5 minut nie oszaleć i czymś się zająć) i weszłam do pokoju. Podniosłam dziecko, ucałowałam, nie powiedziałam ani słówka, by wiedziała, że w nocy jest cicho, w nocy się nie mówi. Uspokajałam ją głaskaniem po główce, po pampersie, dmuchaniem w główkę. Gdy się uciszyła, zostawiałam ją w łóżeczku i wychodziłam. Moje krążenie do jej pokoju trwało 1,5 godziny. Po tym czasie Kalina zasnęła! Zasnęła w łóżeczku! Pamiętam, że kiedyś byłam przekonana, że to niemożliwe! Jeszcze poprzedniej nocy 10 godzin bujałam ją w leżaku, a teraz po 1,5 godziny męki, zasnęła w swoim łóżeczku. Prawdziwy cud a Tracy Hogg zaczęłam z tą chwilą wysławiać w każdym matczynym środowisku.
Kalina najpierw zasypiała w ten sposób po 1,5 godzinie płaczu, później czas ten się zmniejszał, aż w końcu nauczyła się, że noc jest od spania, że jest przyjemnie, ciemno i miło. Nawet zauważyłam, że dziecko ma swoją ulubioną muzykę, przy której zasypia.
Jak to wygląda dziś? Od ponad roku puszczam Kalince Mozarta do snu. Kiedy tylko Kalinka słyszy ten koncert, wie już, że pora spać.



Od razu kieruje się do swojego łóżka i zasypia sama po kilku minutach. Słucha muzyki tak długo, dopóki ja i mąż również nie położymy się do łóżka. Dzięki temu w domu nie musimy rozmawiać uciszonym głosem, możemy wieczorami zaprosić gości, którzy również mogą śmiać się głośno, bo u naszej córci w pokoju i tak króluje inny świat i nic tej atmosfery nie jest w stanie zakłócić. Kalina do dziś śpi ładnie w nocy, w dzień śpi około 2 godziny. Lubi spać, cieszę się, że sen jest dla niej przyjemnością.


Jak nauczyła się korzystać z nocnika?

Przygodę z nocnikiem zaczęłyśmy bardzo, bardzo późno. Wiem, że niektóre matki sadzają dziecko na nocnik nawet gdy dziecko ma 9 miesięcy. U mnie takie coś nie miało racji bytu, gdyż widziałam, że ona na to nie jest gotowa. Nie chciałam sadzać ją na nocnik dla samego siedzenia. Chciałam, żeby to miało sens, konkretny cel.  A widziałam również, że Kalina w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że się wypróżnia w pampersa. W ogóle nie wie (ok, może wiedziała, ale nie dawała sygnałów), że coś zrobiła. Popełniłam kilka prób wysadzenia dziecka na nocnik, ale Kalina płakała straszliwym płaczem, oczywiście jakbym z niej skórę zdzierała. Stwierdziłam więc, że to nie jest odpowiedni moment i poczekam. Czekałam długo, może zbyt długo, bo w dniu jej drugich urodzin wciąż nie mogłam się pochwalić tym, że moje dziecko chociażby siedzi na nocniku, już nie mówiąc o wypróżnianiu się. Co więc zrobiłam? Oczywiście tuż po jej drugich urodzinach wprowadziłam rewolucję i upewniłam się tylko, że już jest właściwy moment, że dziecko zdaje sobie sprawę, że mama zmienia pampersa, bo w nim jest "fe!". Cel - "fe" musi wylądować w nocniku - tym przeraźliwym i straszliwym kawałku plastiku. Jak to zrobiłam? Kalina ma nocnik zwyczajny, bez żadnych bajerów i melodyjek. Kupiłam jej 5 różnych książeczek, wiedząc o tym, że Kalinka uwielbia oglądać rysunki. Posadziłam ją na nocniku i niemalże natychmiast (natychmiast!) usiadłam z tyłu za nią, objęłam ją i szybko (błyskawicznie!) pokazałam jej jedną nową książeczkę. Tym samym odwróciłam uwagę od tego potwora-nocnika. Pierwszy raz nie siedziała długo, może jakieś 5 minut. Po tym czasie ubrałam dziecko, a książeczkę schowałam. Po południu powtórzyłam ten numer. Wieczorem również. Za każdym razem pokazywałam dziecku inną bajkę po to właśnie, żeby zainteresować ją czymś nowym. Wiadomo przecież, że wszystkie zabawki i książeczki, które ona już ma i zna, nie będą jej już tak interesowały. Za każdym razem wydłużałam troszkę czas siedzenia na nocniku. Dzięki tym książeczkom (podkreślam - pokazywałam je tylko przy nocniku) Kalina przestała kojarzyć nocnik z czymś strasznym, a siedzenie na nim stało się interesujące. Po czasie książeczki zmieniłam na puzzle, a Kalina na nocniku grzecznie siedziała i była zajęta dobrą zabawą. (Tak, te puzzle później chowałam.) Kiedy zdarzyło się dziecku zrobić do nocnika to, co należy w nim zostawić, wówczas biłam brawo, skakałam z radości, cieszyłam się do niej i chwaliłam jak tylko mogłam. Nazywając przy tym to, co się zdarzyło - "brawo siku, brawo siku!!! juhuuu! brawo siku!". Kiedy natomiast siku lądowało w pampersie, byłam najbardziej zawiedzionym człowiekiem świata. Przywdziewałam najsmutniejszą minę na świecie i rozpaczliwie wzdychałam, że "oj nie nie... co się tu stało, siku w pampersie, o nieeee, gdzie jest nasz nocnik?".
Kalina pojęła więc, że nocnik służy do załatwiania potrzeb fizjologicznych i dziś już nie używamy pampersa w ogóle. Jeszcze niedawno spała z pampersem, a ja przyznaję się do mojego lenistwa. Budziła się w nocy i płakała "maaaamo, Kali siku!", a ja mówiłam "ciiicho, Kali, masz pampersa!" (mea culpa, wiem, wiem, czyste lenistwo) i pozwalałam dziecku sikać w pampersa. Jednak Kalina nie dawała za wygraną, płakała tak długo, dopóki nie wstałam i jej nie wysikałam na nocniku. Tym samym pożegnałyśmy pampersy nawet w nocy. Acha - jak na razie dziecku nie zdarzają się wpadki. Za każdym razem informuje, że chce siku. (Zawsze powie siku, nawet gdy ma drugą potrzebę, to i tak ją nazwie "siku"). Czasami troszkę popuści, ale natychmiast woła nocnik i kończy już tam, gdzie powinna. Sukces pełną parą :D

Jak oduczyłam Kalinkę używać smoczek?

Oczywiście błędem było w ogóle uczenie dziecka korzystać ze smoczka, ale .... wszystko jest dla ludzi! A smoczki też są stworzone dla takich małych ludzików, co to potrzebę ssania mają dużą. Kalina w ogóle nie była karmiona piersią i bardzo, ale to bardzo lubiła pociumkać smoczek. Oczywiście doszło do tego, że dziecko nie chciało spać bez smoczka, w żadnym wypadku! Sen był równoznaczny z tym, że w usteczkach miał wylądować smoczek. W nocy budziła się, gdy smoczek zapodział się w łóżeczku i płakała tak, jakby ją ktoś ze skóry obdzierał.... Wstawałam do niej więc jakieś 5-6 razy w nocy po to tylko, by wygrzebać smoczek spod jej kolan lub żeber i ulokować go w usteczkach córeczki.
Tak było do niedawna, do bardzo bardzo niedawna. Kalina chodzi do żłobka i postanowiłam więc, że muszę ją oduczyć tego nawyku. Głównie dlatego, że nie widząc co się w żłobku dzieje ze smoczkiem bałam się, że może jakieś inne dzieci będą go brały w usteczka, roznosiły choroby i zarażały Kalinkę tym sposobem. Nie wiem, czy takie rzeczy w żłobku się zdarzają, być może nie, być może to tylko moja trwoga i nadwrażliwość. Tak czy inaczej, najwyższa już pora by ze smoczkiem się pożegnać. Dziecko rośnie, ale smoczka kocha tak bardzo, że nie może bez niego żyć. Co więc zrobiłam? Oczywiście - wprowadziłam rewolucję. Zamiast likwidować smoczek, kupiłam drugi! Taki sam, identyczny! O czym oczywiście dziecko nie wiedziało. Stary smoczek (najlepszy! przeciumkany na wszystkie strony!) schowałam do szuflady z nadzieją, że pokażę jej go za kilkanaście lat, tak na pamiątkę. Nowy zaś ucięłam tuż przy samym trzonie. Całkowicie odciętą gumową część wyrzuciłam do kosza, a to co zostało, pokazałam córce. Przybiegłam do pokoju, w którym się bawiła Kalinka i z ogromnym przejęciem i zatroskaniem zaczęłam swoją śpiewkę "O nieeee, o nieeee, co tu się stało? Zobacz Kalinko, co się stało ze smokiem?" Kalina spróbowała wziąć go w usteczka, ale nie było co ciumkać... Byłyśmy bardzo zmartwione, przejęte strasznie, przytuliłam moje dziecko i powiedziałam jej, że bardzo mi przykro, że nie ma smoczka. Musimy więc wyrzucić go do kosza. A że Kalina uwielbia wyrzucać wszystko do kosza, więc ochoczo pobiegła wyrzucić smoczek. Gdy nadeszła pora snu, dziecko jak zwykle domagało się smoczka. Przypomniałam jej, że "smoczek poszedł DO KOSZA". Jeśli teraz napisałabym, że było lekko, mielibyście całkowitą rację nie wierząc mi w to. Było oczywiście strasznie. Nie pomógł żaden Mozart, piękne i czułe słówka nie pomogły. Kalina płakała przed snem dobre 2 godziny. Postanowiłam być konsekwentna i zapomnieć o mojej zamkniętej w szufladzie desce ratunkowej i powiedzieć B, skoro już powiedziałam A. Usypiałam więc dziecko różnymi głaskaniami po włosach, po rączce, piosenkami o najsłodszych kotkach świata. W końcu usnęła, ale nieee, wcale nie było łatwo... Jednak nie prosiła o smoczek, bo miałam na tę jej prośbę odpowiedź, którą dziecko dobrze znało - smoczek poszedł przecież DO KOSZA.
Kalina przestała więc o niego prosić, bo sama pamięta, gdzie on wylądował, ale zasypianie bez smoczka przez kilka nocy nie obyło się bez płaczu.
Teraz zaledwie od dwóch, trzech wieczorów Kalinka zasypia sama, obok niej śpią 4 pluszaki i zamiast ciumkać smoczek, nauczyłam ją, by była już cichutko bo piesek chce spać, kotek chce spać, myszka chce spać i sowa też. Nie może więc płakać w głos, bo pilnuje by jej zwierzaki zasnęły, w końcu zasypia sama, a o smoczku już nie pamięta. Od tygodnia słowo "smoczek" nie pojawiło się w naszym domu. Sukces pełną parą!


Podsumowując chcę podkreślić moją radość, że udało nam się pożegnać okres sięgający jeszcze do jej niemowlęcych czasów. Dziś Kalinka bez smoczka i bez pampersa jest już jak prawdziwa duża dziewczynka.
Aha! Nie chcę nikomu udzielać złotych rad. Piszę moje doświadczenia głównie po to, by kiedyś duża Kalina mogła sama o tym poczytać, ale jeśli komukolwiek jakieś moje wskazówki i sposoby pomogą, byłoby wspaniale!

27 komentarzy:

  1. Bomba:) ja mam takiego prawie dwu latka i tez jeszcze smoczek nam został ale damy rade. Super jesteście dziewczyny, ściskam Was gorąco bo uff nadal ponad 26 stopni mimo że prawie północ. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo...my wciąż walczymy z pampkiem. Postępby były i to duże - Stefano wstrzymuje, ale wołać nie woła no bo przecież on jeszcze nie mówi. Trochę to wszytsko mamuy utrudnione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... u mnie z pampersem było łatwo, choć mnie samą to zaskoczyło. Nie spodziewałam się tego. Ale to tylko zasługa kaliny, która akurat pampersa nie lubi, odkąd siada na nocnik.
      Wam też sie uda, każde dziecko musi się w końcu z pampersem rozstać :) A czy prędzej, czy później - to już nieważne :)

      Usuń
  3. Brawo! Zdolna dziewczynka :) My nie używamy pampersa w ciągu dnia już od paru miesięcy, teraz musimy pozbyć się go w nocy. Także spore wyzwanie przed nami..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Wam powodzenia w tej kwestii :)

      Usuń
  4. Cóż innego można napisać gratulacje dla Kalinki i mamy. I jak wiesz Twój post jest dla mnie bardzo bliski sama zmagam się z wcześniactwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) Z tym nam się udało, ale mamy inne problemy do walki z nimi :)
      ściskam Was serdecznie!

      Usuń
  5. Brawo dla Kalinki i jeszcze większe dla pomysłowej mamy!!! :) Naprawdę, Malwina, jesteś niesamowita!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, dziękuję! No w tych sprawach nam się udało, ale teraz walczymy z innymi... I moja pomysłowość coś nie działa w tym temacie. Kalina nauczyła się, by ją nosić na rękach! Księżniczka mała! ie chce sama spacerować, tylko woła "hop! hop!"
      I jak jej ktoś nie weźmie na ręce, będzie tak stała na środku chodnika, albo siądzie i zacznie płakać...
      Nowe wyzwanie przed nami :)

      Usuń
    2. O kurde, współczuję Twojemu kręgosłupowi... A do wózka księżniczka nie raczy spocząć czy już nie używacie?

      Usuń
  6. Brawo! Super sobie poradzilas i Kalinka tez!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja za to po ślubie wróciłem do ssania z piersi. Na pampersa żona pewnie się nie zgodzi .Za parę miesięcy zostanę odstawiony od cycka z powodu potomka .

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdybyś napisała ten post jakieś 3-4 lata wcześniej byłby dla mnie obowiązkową lekturą przy "obsłudze" mojej córci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha :) ale zdaje się, że znalazłaś swój sposób :)

      Usuń
    2. No nie miałam wyjścia ;)

      Usuń
  9. Zuch dziewczyny :-) Nie ma sensu się stresować wiekiem, trzeba robić wszytsko o swoim czasie :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, z tym w zupełności się zgadzam :)

      Usuń
  10. Gratuluję małych-wielkich sukcesów. ;)
    Cali śpi sama od dawna, pampersów nie używa od dawna, a teraz właśnie uczymy się niekorzystania ze smoczka i czasem jest prawdziwa tragedia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moja córka też była ogromnie przywiązana do smoczka. Nieodłączny gadżet!
      Życzę Wam powodzenia!

      Usuń
  11. My walczymy z pieluchą. Łatwo nie jest i na pewno się jeszcze pomęczymy, bo Gaja jest niezwykle upartym dzieckiem. Brawa dla Kalinki, no i dla mamusi:).

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawo, czas wielkich zmian za Wami, Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  13. wlasnie dzisiaj natknelam sie na twojego bloga i przeczytalam go calego - jest niesamowity, podobnie jak ty :)
    ps. wlasnie jestem w sofii przez dluzszy czas i rowniez pochodze z okolic rzeszowa ;)

    wszystkiego dobrego, duzo zdrowia i usmiechu :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Jaki fajny ktoś do mnie napisał!!! :D

      Dziękuję serdecznie i życzę wszystkiego dobrego !

      Usuń

Każdy pozostawiony przez Was komentarz jest dla mnie bardzo cenny.
Bardzo serdecznie za niego dziękuję.