Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Life. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 kwietnia 2014

List do narodu

Ludzie! Ludzie! Świecie cały i narodzie szanowny!

Rzecz się stała niesłychana.
Kilka dni temu,z samego rana,
Nastała wielka, ogromna zmiana!

Gdy córkę swoją śniadaniem karmiłam,
Przestałam być tym, kim do tej pory byłam.

Mówiąc do niej wciąż nieustannie:
"Otwieraj usteczka, dziecko, jedz ładnie,

Nie pluj, połykaj, dziecino mała."
A ona mi na to - MAMA!

I palcem na mnie wskazać raczyła.
Moja dziewczynka, córeczka jedyna.

"Co mówisz ty, moje dziecię?
Chcesz mnie uczynić najszczęśliwszą na świecie?"

A ona na to znów MAMA mi mówi.
Hip hip hurra, Alleluja i yupi!!!

I radość ogromna we mnie zagrzała, 
I chcę, by to słowo wciąż powtarzała.

Tym samym nie jestem już taka, jak byłam.
Zwyczajny człowiek, zwykła dziewczyna.

Już nie Malwina, Malwa, Malwinka,
Ja jestem MAMA, mamusia, maminka!





sobota, 15 marca 2014

Kalina rośnie

Wczoraj byliśmy na spacerze. I to wcale nie na takim zwykłym. Bo to niecodzienny spacer był. Ważny taki.
Rowerowy!

Wiem, że może Kalinka jest jeszcze zbyt mała na rower, że jeszcze nie potrafi chodzić, a ja ją rowerami wozić chcę. Ale było super. Podobało się księżniczce bardzo i strasznie się śmiała do chodnika. Pierwszy raz jechała tak nisko i chodnik okazał się straszliwie zabawny! Kto by pomyślał.







                                                                                                                                               

Później dołączyło do nas kilku znajomych z dziećmi. Dopadła mnie refleksja, jak to moje dziecko szybko rośnie i jak szybko leci czas. Wśród Kaliny koleżanek jedna miała 6 miesięcy, a druga 1 miesiąc. Maleństwa. Dopiero co Kalinka była taka malutka, a teraz jest najstarsza, a ja popisuję się doświadczeniem - A nie przejmuj się. To normalne, że wpycha rączki w usteczka. Nasza też tak robiła. A to nic, że nie smakuje jej zupka z Gerbera. A nie ma się czym przejmować, że zrobiła 5 kupek w ciągu jednego dnia.
Mądrości strudzonych mam.

czwartek, 13 marca 2014

My się zimy bać musimy

Świat oszalał, zwariował i najprawdopodobniej stanął na głowie.


O jakiej zimie ja piszę, pomyślicie pewnie, bo w Polsce wiosna na całego. Wiem, wiem, widziałam prognozę pogody dla Polski i zazdroszczę. Ja, będąc tu w Bułgarii, zazdroszczę Wam wiosny.

Trzy dni temu spadł u nas śnieg. Straszny, zimny, mokry i co najgorsze - ciężki. Tak ciężki, że pozrywał słupy telegraficzne w Swilengradzie. Nagle wieczorem zostaliśmy bez prądu. Kalina już spała, a ja z mężem zamiast gapić się wieczorem w telewizor, spędziliśmy wieczór przy świecach wspominając stare dobre i złe dzieje.

Następnego dnia liczyłam na cud. A tu nie dość, że nie było i prądu, to także i wody oraz zasięgu w telefonach. Koniec świata 2014! Spanikowałam. Hristo śmiał się ze mnie, że panikuję, jak tylko prądu zabraknie. Takie rzeczy się zdarzają. Całkiem niedawno nawet słyszałam w telewizji, że spora część północnej Polski została bez prądu z powodu jakiegoś huraganu, który do Polski się zbliżał. Ok, zdarza się, zdarza, ale jak już się mi przydarzyło, to nie mogłam się odnaleźć.

Bez telewizji, komputera - przeżyję, ale.... bez wody? Bez kuchenki elektrycznej? A jak odgrzeję dziecku obiad? Ma jeść zimny? Bez ogrzewania w domu? I cicho tak i strasznie i ponuro!

   

W dodatku nieczynne były wszystkie sklepy, stacje benzynowe, zamknięte szkoły, przedszkola i wszystkie instytucje. Pomoc, która przyjechała z innych miast uporała się z problemem około 17.00. Hristo pobiegł po chleb do sklepu, ale chleba przecież nie było, bo i piekarnia nie pracowała w nocy.

                               
Mina mojego psa mówiła sama za siebie.

Dzień później poszłam z Kalinką na spacer. Świeciło słonko, topniał śnieg i mijała już ta zła aura.
To był błąd. W połowie drogi zostałam fizycznie wykończona. Pchanie wózka przez te zaspy okazało się nie na moje siły. I nerwy. Na szczęście szwagier odwiózł nas do domu. Gdyby nie to, stałabym tam na środku chodnika i płakała, czekając, aż nadejdzie wiosna.

                         

                        

Myślałam, ze zimy mi nie straszna. A jednak! Takiej zimy to ja się boję.

piątek, 28 lutego 2014

Polskie spotkanie

Wczoraj byliśmy w Nowej Zagorze odwiedzić, i w moim przypadku także poznać, rodzinę mojego męża. Zaparkowaliśmy przed blokiem i Hrista ciocia już do nas przybiegła. Wycałowała mnie, wyściskała i z radością orzekła, że tu o to na parterze pierwsze drzwi na lewo mieszka Polka. Ruszyłam w tamtym kierunku bez mrugnięcia okiem.
Zadzwoniłam do drzwi, otworzył starszy pan i patrzył na mnie pytająco. Powiedziałam po polsku "Dzień dobry", a on zaraz zawołał żonę. Ona tak zabawnie mi się przyglądała. Pyta w końcu - "czy my jesteśmy jakąś rodziną?". Mówię jej, że nie, że usłyszałam właśnie, że tutaj mieszka Polka i nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, żeby się nie przywitać.
Porozmawiałyśmy chwilkę i wróciłam do męża i reszty rodziny, którzy już zaczęli biesiadę.

Lubię takie polskie spotkania za granicą. A te przypadkowe jeszcze bardziej.
Na pytanie - jak długo jest pani w Bułgarii?, odpowiedziała bez zastanowienia:
- 40 lat i 2 miesiące.

Co to oznacza? Taka dokładność chyba znaczy, że tęskni się za ojczyzną. Ja często muszę się zastanowić, ile tutaj jestem.

Poruszyłyśmy temat dzieci. Ona ma ich troje, wszyscy już dorośli. I każde mówi po polsku i po bułgarsku.
- Pamiętaj. Jeśli chcesz, by córka znała dwa języki, musisz od samego początku mówić do niej wyłącznie po polsku. Ona żyje w Bułgarii, więc bułgarskiego na pewno nauczy się w przedszkolu. Ale ty od początku mów do niej tylko w swoim języku. Jeśli zaczniesz uczyć ją polskiego później, gdy będzie większa, wtedy możliwe, że nie będzie jej się chciało zajmować polskim językiem.

Dla mnie to jest nie do pomyślenia, że Kalina mogłaby nie znać polskiego. Aby to osiągnąć, mam takie pomysły:
- w domu mówię wyłącznie po polsku, a już w szczególności do dziecka,
- śpiewam jej piosenki po polsku,
- słucha polskich piosenek na youtube
- mamy Polonię TV
- będę jej czytać bajki na dobranoc, ba!, nawet będę jej sama bajki zmyślać!
- kupię jej duuuuuużo książeczek dla dzieci. Po polsku. Mam nadzieję, że będzie lubiła czytać.

Chciałabym, żeby polski dobrze jej się kojarzył. Słyszałam, że niektóre dzieci z mieszanych małżeństw nie chcą rozmawiać w drugim języku.

Czy ktoś z Was zna podobne sytuacje? Jakie macie doświadczenia z tym związane? Co o tym myślicie?


                   *************************************************


BTW


Kalina rzadko ma okazję widzieć długie włosy. Z oczywistych powodów. Ale wczoraj miała okazję zobaczyć takie cudo.
Oto jej reakcja:


                    

środa, 26 lutego 2014

Posmyraj mnie po włosach

Pierwsza po chemioterapii wizyta u fryzjera - bezcenna!
Przymierzam się do ściągnięcia czapki i czynię ku temu pierwsze kroki.

Byłam u fryzjera. Marzyłam o tym od roku. Żeby myć, czesać, balsamować włosy. A także, żeby mi je tak mąż posmyrał, pogłaskał i różnego tego typu pieszczoty porobił!
I mam, i robi, i balsamuję, i nawet chodzę do fryzjera :)

Choć jestem bardzo z tego powodu zadowolona, to jednak jest coś, co chyba potwierdza fakt, że oszalałam. Z radości chyba. Rozpędziłam się.

MALWINA - BLONDYNA!

Zawsze chciałam spróbować blondu. Więc kiedy, jak nie teraz. Jak mi urosną włosy na pół metra, będzie mi szkoda je wtedy ewentualnie "niszczyć".
Choć właściwie nadal uważam, że to absolutnie nieważne czy blond, czy czekolada, platyna czy czarne. Ani czy długie, krótkie, kręcone, rozdwojone, wysiwione .... Najważniejsze, żeby były. Bo we włosach człowiek wygląda tak zdrowo!

Poza tym... Ta fryzjerka trochę mi rozwaliła dzień. Dobrze jest wyjść do ludzi i z kimś pogadać, ale jak nie słuchałam tego narzekania, było mi znacznie lepiej.
Wszystko źle, cały świat "be".
-miasto za małe, - nie ma pracy po studiach, - a gdzie indziej to jest raj, - a w parku 20 lat temu było super, bo  drzewa były taaaaaakie ogromne i cień dawały, a teraz drzewa w parku to są do dupy, - a włosy ludzie sobie niszczą tymi prostownicami, - a kwiatki na balkonie usychają w lecie, bo przecież za gorąco!

Nie można tak ludziom truć! Godzina słuchania takiego paplania i żyć się odechciewa. Taki podły humor się udziela. Zła jestem, że trafiłam na kogoś, kto sieje negatywną energię.
Problemy, które miały niedawno dla mnie zerową wartość, właśnie mają u mnie + 1.
Bo za gorąco, bo nie pracuję w zawodzie, bo źle wyglądam w blondzie.