wtorek, 29 lipca 2014

O ludziach na oddziale położniczym

W tym szpitalu mi się podobało. Tak, na prawdę, choć sama się temu dziwiłam i zaskoczona byłam swoją własną myślą "Tu jest fajnie!". Położne były wspaniałymi kobietami, a szczególnie jedna, Petja, która była bardzo życzliwym i dobrym człowiekiem. Lubiłam ją bardzo za to, z jaką wyrozumiałością i troską pomogła mi wstać z łóżka po raz pierwszy tuż po operacji, za to, że gdy tylko miała przerwę, parzyła dla siebie kawę, a mi robiła "Inkę" i siedziała razem ze mną w mojej sali. Za to, że przychodziła wcześniej do pracy, żeby jeszcze przed swoją zmianą dotrzymać mi towarzystwa.
Lubiłam spędzać czas ze studentkami. Dziewczyny, które odbywały praktyki w tym szpitalu były mniej więcej w moim wieku. Też każdą wolną chwilę spędzały ze mną. To było szalenie miłe, bo przecież mogły siedzieć w swoim gronie, ale wolały rozmawiać ze mną i umilać mi ten pobyt w szpitalu. Pamiętam, jak się śmiały, gdy zobaczyły moją książkę pt. "Matka i dziecko". Mówiły - "Ta książka wygląda fantastycznie. Wielki, encyklopedyczny poradnik. Świetne wydanie i super obrazki. Ale jak można taką książkę zatytułować <Macica i detsko.>?" Po bułgarsku wyraz "matka" oznacza macica.
Petja zastanowiła się nad tym chwilę i powiedziała "No tak, ileż w tym jest prawdy. Przecież macica, to dla nas taka matka!"

Nikt mnie tam nie oceniał, nie dyskryminował z racji narodowości ani nie uważał za gorszą. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili.

Dwa dni po porodzie profesor Pehlivanov przyszedł zobaczyć, jak się czuję. Przybiegł, oczywiście, bo spokojnego kroku u tego mężczyzny nie widziałam. Ja w tym czasie myłam zęby nad umywalką, a on powiedział.
- No Malwina, idę zobaczyć, jak się masz, ale widzę, że radzisz sobie bardzo dobrze. Tak trzymaj!
I już się odwrócił, gotowy do dalszego maratonu po szpitalnych korytarzach. Zatrzymałam go jakimś niezrozumiałym bełkotem, wyplułam pastę do zębów, wytarłam usta i spytałam:
- Panie profesorze, co to było? Dlaczego to tak strasznie bolało? Co się stało.
- Malwina, ty właśnie po to tu byłaś. Stało się. Cysta pękła i miałaś szczęście, że byłaś w szpitalu. Gdybyś była w domu, czy gdziekolwiek indziej, lekarze mogliby nie zdążyć. Twoja cysta była ogromna. Z jajnika nic nie zostało i musiałem go usunąć.

Aha.. Stało się dla mnie jasne, dlaczego kobieta obok, która zaledwie jeden dzień przede mną miała cesarskie cięcie, teraz śmiga sobie po korytarzu, jest w znacznie lepszej formie, niż ja, siadanie nie sprawia jej takiego trudu, jak mi. To nie była zwykła cesarka, ale także usunięcie jednego jajnika i laparoskopia, której zadaniem było wyssanie rozlanych we mnie resztek cysty.
- Czekamy na wyniki badań histopatologicznych. Wysłaliśmy twój jajnik na biopsję.
Wcale się nie przeraziłam tymi słowami. Ot, zwyczajne badanie. Przecież wszystkie zmiany guzopodobne wysyła się na biopsję. Moja mama miała biopsję tarczycy, biopsję mięśniaków na macicy. Wyniki nic nie wykazały. Biopsja, jak biopsja. Na pewno nic nie będzie strasznego, bo przecież to by było totalne przegięcie. Oczywiste jest, że w tym momencie mojego życia nie rozchoruję się na raka. Dopiero co urodziłam. Kalina leży w szpitalu. Nie będę mieć teraz raka. To nie wypada. Proste.
- Malwina, a dlaczego nie usunęłaś tej cysty na samym początku?
Dlaczego jej nie usunęłam? Dlatego, że sześciu na sześciu lekarzy mówiło mi, że moja cysta nie jest żadnym problemem ani zagrożeniem dla mnie i dla dziecka. Nie usunęłam dlatego, że każdy jeden mówił, że to zupełnie nic nie szkodzi, że ją mam. Że nie znalazł się ani jeden lekarz, który by mi choćby zasugerował, że to może być coś groźnego. Czy będąc u sześciu różnych ginekologów, gdzie każdy był w tej kwestii tego samego zdania, należało wtedy szukać siódmego, ósmego, dwudziestego, który chciałby mój tamtejszy spokój zakłócić? Czy jeśli takie samo zdanie na temat tej cysty miała zarówno niezbyt kompetentna lekarka ze Swilengradu, jak i super kompetentny ginekolog z prywatnej kliniki ginekologicznej w Płowdiwie, i kilku dobrych lekarzy z Haskovo, a nawet cieszący się bardzo dobrą opinią rzeszowski ginekolog w swoim prywatnym gabinecie, to miałam wtedy szukać sobie siódmej opinii, Bóg jeden wie gdzie? Panie profesorze... widzę, że nie tylko Polak mądry po szkodzie...

Pewnego razu, leżąc na łóżku, przyszła do mnie jakaś pani profesor z grupą zagranicznych studentów. Spytała, czy mogą zrobić ze mną wywiad. Zgodziłam się. Otoczyli moje łóżko z każdej strony i pamiętam, że czułam się przytłoczona.
Strasznie się dziwili. "20-cm cysta??? 20???" Może się przesłyszeli, może nie zrozumieli.
Zadawali mi przeróżne pytania co do mojego cyklu miesiączkowego sprzed ciąży. Powinnam była się domyśleć, że coś wisi w powietrzu, że lekarze podejrzewają wyniki mojej biopsji, a studentów wysłali do mnie na wywiad, by ci uczyli się wykrywać ewentualne oznaki raka jajnika.

Leżała ze mną na sali pewna dziewczyna. Różnica, jaka dzieliła nasze porody stanowiła jeden dzień. Marija czuła się znacznie lepiej. Nie chodziła jak połamana, siadała znacznie zgrabniej, już od dawna nie miała gorączki, a dwa dni po porodzie pojawił się u niej pokarm. Ja pokarmu nie miałam w ogóle. Mimo nabrzmiałych piersi i moich usilnych starań, przez cały tydzień pokarm się nie pojawił.
Mariję operował doktor A. Tak, ten sam, który chciał mnie operować. Wchodził do sali, w której byłyśmy z Mariją tylko my dwie. Witał się z nią szeroki uśmiechem, ale mojego "dzień dobry" jakby nie słyszał. Marija długo starała się o dziecko. Gdy w końcu zaszła w ciążę, okazało się, że w macicy oprócz płodu, ma również mięśniaka. Każdy ginekolog, z którym się spotkała, radził usunąć ciążę, razem z mięśniakiem. Chodziła od lekarza, do lekarza w całej Bułgarii, aż w końcu znalazła takiego, który  nie sugerował aborcji i dał jej nadzieję na macierzyństwo. Podjął się operacji usunięcia mięśniaka, kiedy Marija była w ciąży. Dla płodu to była bardzo niebezpieczna operacja, bo w grę wchodziło otworzenie macicy. Ale zabieg się powiódł. Wykonany był na samym początku ciąży. Dziecko urodziło się zdrowe i jest dla Mariji jej własnym, prawdziwym cudem. Kto był tym wspaniałym lekarzem? Doktor A. Tak, ten sam, który przymierzał się do mojej operacji i do mojego portfela. Który ze mną rozmawiał kiedyś zupełnie beznamiętnie o usunięciu cysty w zaawansowanej już ciąży.
Nie powiedziałam Mariji o moich doświadczeniach z tym lekarzem. Nie widziałam takiej potrzeby. Moje wrażenia były niczym w porównaniu z tym, jak wielką wdzięczność ona czuła. Przez myśl przeszło mi, że zwyczajnie musiała nieźle zabulić za tak fachową rękę pana doktora, ale z drugiej strony pomyślałam - a jakie to ma znaczenie? Chęć posiadania dziecka jest często tak ogromna, że człowiek jest w stanie zapłacić każde pieniądze za możliwość bycia rodzicem. Doktor A., mimo że w moich oczach i doświadczeniach był, jaki był, nauczył mnie trochę pokory. Co dla jednych jest czarne, dla innych może być białe, a dla jeszcze innych szare. Chyba właśnie takie to życie jest, prawda? Czy można tak ludzi zaszufladkować?
Marija nigdy nie pytała, dlaczego pan A. ma klapki na oczach, gdy wchodził do naszej sali. Jak koń ma na oczach blindy, by nic nie widział oprócz tego, co znajduje się przed nim, tak doktor A. patrzył wiernie tylko przed siebie, bo ja byłam przecież przeźroczysta.

Myriji syn był cudowny. Duży, czerwoniutki, z okrągłymi policzkami i nosem identycznym, jak jego mama. Cieszyłam się razem z nią. Obserwowałam jej bolesne próby karmienia piersią, jej troskę o każdą kupkę czarną, zieloną czy jaką tam jeszcze.... jej przejęcie pępkiem, odbijaniem, czkawką...
Ta kobieta staje się mamą z prawdziwego zdarzenia. Obserwowałam, szeroko otwierałam uszy na każdą radę położnej, uczyłam się.
I co rusz słyszałam, jak Marija odbiera telefon zawsze tymi samymi słowami:
"O dziękuję! Tak, jest piękny! Do mnie podobny! Duży, prawie 4 kilogramy! Czuję się dobrze, przy nim zapominam o bólu."
Mój telefon się nie urywał. Nikt nie dzwonił z gratulacjami.
Czy Kalina jest piękna? Nie wiem, wiem tylko, że jest biedna! Że ledwo żyje. Czy do kogoś podobna? Nie wiem, pozwalają mi ją zobaczyć jedynie przez 2 minuty dziennie. Duża? Nieee... Teraz waga jej spadła do 1500 gramów. Jak ja się czuję? Źle. Nie ma wybuchu endorfin i o niczym nie zapomniałam.

15 komentarzy:

  1. Ale dziś tu i teraz jesteś szczęśliwa i czujesz się dobrze i zapewne wybuchasz endorfinami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taaak, dzisiaj to ja żyję samymi endorfinami :D

      Usuń
  2. Uważam, że zachowanie doktora A. było bardzo dziecinne. No żeby na dzień dobry nie odpowiedzieć, bo wielmożny pan się obraził na pacjentkę, w pale mi się to nie mieści. Nie znoszę ludzi, którzy nie odpowiadają na ukłony, moim zdaniem to objaw złego wychowania. Koleżanka z sali miała inne zdanie na temat doktora, co jest w sumie logiczne i fajnie zrobiłaś, że nie powiedziałaś jej o złych doświadczeniach z tym człowiekiem. Po co zaburzać czyjś wizreunek, zresztą nawet gdybyś opisała go jako diabła wcielonego i tak nie uwierzyłaby. Twoje zachowanie zresztą pokazuje, że masz klasę, gdyż inna osoba na Twoim miejscu obgadałaby doktorka po pachy (ja chyba bym tak zrobiła).
    Nie dziwię Ci się, że nie usunęłaś cysty- aż sześciu lekarzy mówiło, aby tego nie robić. Straszne to, naprawdę, bo mogłaś uchronić się przed cierpieniami. Pamiętam, że mój ginekolog też popełnił błąd, gdy byłam już po terminie i chodziłam na monitoring. W południe badał mnie i powiedział, że jeszcze dużo wody zostało i muszę trochę poczekać, aż dziecko wyjdzie. W nocy zaś pojechałam do szpitala (miałam dziwne bóle, ale nie skurcze) i okazało się, że wcale wody nie ma. Rano zrobiono mi cesarkę. Przygoda mogła się źle skończyć, lecz na szczęście, dziecko było zdrowe. Tak więc lekarze również się mylą, ale niestety rzadko odpowiadają za swe błędy. Mój doktor nawet mnie przeprosił za pomyłkową diagnozę.
    Profesor, który Cię uratował, to jakiś cudotwórca. Dobrze, że się go słuchałaś i nie pozwoliłaś się leczyć temu A. Szkoda tylko, że tych sześciu przed nim tak zawaliło sprawę. Wiem, że nasze historie są nieporównywalne, ale łączy nas emigracja. Mnie też nikt nie odwiedzał (oprócz męża), tak samo później, gdy byłam 3 tygodnie na oddziale z małą. Koleżanka obok przyjmowała ciągle wizyty i wszyscy zachwycali się jej małą, a ja z moją córeczką u boku czułam się taka osamotniona. Nic to, przeżyłam.
    Nie muszę dodawać, że czekam na kolejny wpis, a za ten Ci dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie znoszę u ludzi kultury osobistej. Nie musimy za sobą przepadać, ale jakaś kultura musi być. No ale ten doktorem nie miał o niej pojecia...
      Miałaś wielkie szczęście,Sabino, szczęście że nic się nie stało! Tak jak mówisz - lekarz rzadko przyzna się do błędu. Często uważają się za nieomylnych...
      No a co do moich sześciu lekarzy. Szczerze mówiąc ja ich nie obwiniam. Skoro każdy byl tego samego zdania, to dla mnie znaczy, ze z medycznego punktu widzenia tak to wygladalo. Moja cysta wygladala przez 7 miesiecy jak normalna cysta. Nie robila problemow, siedziala sobie grzecznie, jak przypuszczano. W 7. miesiacu nagle (!) zaczela rosnąć jak szalona. I wtedy moj lekarz prowadzący zadzialal natychmiastowo i odesłał mnie do szpitala.
      Dopiero po pobraniu materialu okazuje sie, czy cysta zawiera komowki rakowe, czy jet normalna cysta. Moja okazala sie nowotworowa, ale nie zawsze tak jest.
      Ehhh.... po cóż gdybać.... Nie wiem, jakby się to wszystko potoczyło, gdybym w czasie ciąży, lub przed nią, dowiedziała się o raku...
      Cóż.. widocznie tak miało być.
      W krótce pojawi się następny odcinek, haha :)

      Usuń
  3. Mysle, iz wykazalas sie wielka klasa nie probujac uswiadamiac kolezanki z pokoju o Twoich przygodach z doktorkiem A.

    W pale mi sie nie miesci jak 6 roznych ginekologow, profesjonalistow moglo nawet nie pomyslec, ze ta cysta to tykajaca w Tobie bomba. Zawsze przeciez lepiej dmuchac na zime. Slowo daje nie pojmuje.
    Na szczescie ja trafilam na fajnego ginekologa. Chodzilam prywatnie do lekarza, ktory nie pracowal w szpitalu. Badania robilam na sluzbe zdrowia, nie zdzieral ze mnie kasy, placilam jedynie gdy mialam wykonywane USG. Bylam zadowolona i bede mu zawsze dozgonnie wdzieczna za zycie syna, bo szybko i zdecydowanie zareagowal na skracajaca sie szyjke macicy. Podczas rutynowej wizyty na USG wyszlo, iz szyjka sie skrocila...juz mialam sie ubierac, ale widzialam ze cos nie daje mu spokoju i postanowil zrobic badanie dopochwowe - 13mm i potem wszystko potoczylo sie bardzi szybko, juz godzine pozniej lezalam pod kroplowka na oddziale i po pierwszym zastrzyku sterydowym na pluca dziecka. Gdyby nie ta jego szybka decyzja, nie wiem jak potoczylyby sie nasze losy?!

    W szpitalu nie bylo zle, opieka fajna, mile polozne (z malymi wyjatkami). Dzien po porodzie jedna przyszla do mnie do sali mowiac ''myslalam, ze zawalu dostane jak sie dowiedzialam, ze urodzilas'' :) U nas w szpitalu moze przy Tobie siedziec jedna osoba 24h na dobe - od doby przed porodem po 48h po nim nigdy praktycznie nie bylam sama (jedynie podczas obchodu)...dodawalo mi to nieco otuchy, pozwalo nie miec non stop czarnych mysli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, Ewo! Byłaś w bardzo dobrych rękach! To wspaniale!
      Mieliscie bardzo dobrze z tym, ze ktos mógł byc przy Tobie. U nas wizyty byly zabronione na oddziale. Jak ktos do mnie przyjechal, to moglam do niego wyjsc na korytarz i to na chwilke. A ogladanie dziecka - zapomnij! Tylko ja sama moglam tam wejsc i przysięgam - 2-3 minuty! Paranoja.

      Co do moich lekarzy - nie wiem.... może tak mialo byc. Może bdybym w czasie ciąży dowiedziala się ze mam raka, nerwy spowodowałyby ze by sie ta ciąża skonczyla tragicznie....

      Straszne wspomnienia.

      Usuń
  4. Jak tu zaufać lekarzowi.... :(

    Czasami jednak jest się w takiej sytuacji, że trzeba komuś zaufać.

    Teraz za to jesteś piękną uśmiechniętą kobietą, nawet jak się nie uśmiechasz, to Twój uśmiech leży gdzieś obok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachowanie doktora A. pozostawię bez komentarza.
    Nikt nie dzwonił z gratulacjami pewnie przez to, że każdy, kto dzwonił był zakłopotany. Szczęście w nieszczęściu. Nie wiadomo, czy cieszyć się, czy płakać. Z jednej strony ogromna radość- narodziny dziecka, a z drugiej strony strach i obawy o Twoje zdrowie.

    Teraz wszystko masz za sobą. Wiadomo, nie powie się było, minęło...bo to zawsze w człowieku zostaje.
    Ważne, że teraz jest wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, wszyscy byli zakłopotani. Moje kochane przyjaciółki i rodzina z Polski pisały mi smsy i jestem pewna, ze gdyby nie ogromne ceny rozmow zagranicznych, to bysmy do siebie dzwoniły. Te kilka smsów dziennie znaczyly dla mnie bardzo dużo, ale w porownaniu z nieustającym dzwonkiem telefonu kolezanki z sali, to u mnie byla cisza...
      Wiem, ludziom bylo niezręcznie. Nikomu nie mam za złe. Mówię po prostu, jak się wtedy czułam...

      Usuń
  6. O dziwo ja tez w szpitalu jak rodziłam corke czułam się bardzo dobrze, personel był bardzo uprzejmy (nie zaplacilam ani leva), Pan Profesor który wyjmowal Karolinke to był zloty lekarz, sama się zdziwiłam ze sa tacy w Bulgarii bo wcześniej spotykalam powiedzmy sobie różnych (rodziłam w małym mieście w Bg w Troyan, w miejskim szpitalu) Pamiętam ze bardzo się bałam, na początku był taki plan ze urodze w Sofii w znanym na cala Bg szpitalu (w Maiczin Dom) no ale po spotkaniu z lekarzem na oddziale miałam lzy w oczach i cos mi mowilo (chyba intuicja) ze nie, na pewno tu nie urodze... a później to był jakiś cud i dowiedzieliśmy się z mężem o bardzo fajnym Ordynatorze w Troyan i okazało się to strzalem w 10.:-) To co Ty przeżyłaś to nie mogę sobie nawet wyobrazić, wiem jedno ze dobrego lekarza trafilas i był to na pewno cud:-) Ktoś tam czuwa nad nami wierze w to!
    Aaa ten nasz polski jezyk z bułgarskim tak czasami smiesznie się tłumaczy. Matka = macica to fakt:-) Ja miałam inna historie, pewnego razu jak jeszcze mieszkałam u teściowej zostawiłam telefon kom. w domu i wyszliśmy z mezem, w sumie to pod domem byliśmy..Mam przyjaciółkę która nazywa się Majka/Majka ja mam zapisane w telefonie Majka.Po bułgarsku jak wiesz slowo majka = matka. Przybiega do nas teściowa z moim telefonem i wola "Luiza majka do ciebie dzwoni" Ja się zdziwiłam nawet przestraszyłam bo mama do mnie rzadko dzwoni na komorke raczej rozmawiamy na skype wiec pomyslalam żeby cos się nie stało (tesciowa chyba tez tak pomyślała bo przebiegła szybko). Okazalo się ze to dzwoni moja psiapsiółka Majka nie moja mama:-) Smielismy się długo z tego zdarzenia:-) Te jezyki slowianskie sa strasznie pomieszane co nie? I jak to dziwnie chyba brzmi jak mowie do meza po polsku np. ; Twoja matka cos tam cos tam.... jak by miał macice hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no tak :) jakby miał macicę!
      Mi z kolei czasem wymknie się zawołanie "O Matko Boska", co też zabawnie brzmi, jakbym wzracała się do Bożej macicy....
      No nieraz bywa przezabawnie...

      Usuń
  7. Grunt to dobra opieka w szpitalu. Cieszę się, że trafiłaś na dobrych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż mną trzasnęło... Doktorek A. to chyba niedojrzały bubek i tyle -.- Ja rozumiem, że nie dałaś mu zarobić, ale żeby nie odpowiedzieć na zwykłe "dzień dobry"? Głupek.

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony przez Was komentarz jest dla mnie bardzo cenny.
Bardzo serdecznie za niego dziękuję.