piątek, 21 listopada 2014

Bułgarskie tradycje związane ze ślubem i weselem


Na bułgarskim weselu byliśmy na początku października. Chciałam, z całego serca chciałam widzieć wszystko, słyszeć wszystko, a już na pewno rozumieć to wszystko, co się dzieje. Niestety. Wszystkiego nie widziałam, bo cała uroczystość zaczęła się o 13.00, właściwie najciekawsza część związana z bułgarskimi obyczajami. A mój mąż o godzinie 13.00 odsypiał noc spędzoną w pracy, w związku z czym mogłam obserwować wszystko dopiero od godziny 17.00, czyli od początku ceremonii zaślubin w urzędzie stanu cywilnego.
Wszystkiego nie słyszałam, bo na moje nieszczęście w cerkwi tuż obok mnie siedział znajomy, który prawił dziecinne żarty i nie był w stanie trzymać ust zamkniętych przez 30 minut.
Nie widziałam, nie słyszałam, a już na pewno nie rozumiałam wszystkiego. Chociażby - tańca kurczaka!

Ale postaram się w skrócie i na tyle, na ile pojmuję, opowiedzieć Wam o tradycjach związanych z zaślubinami. Prawdopodobnie nie opiszę wszystkiego, gdyż zwyczajnie nie wszystko w tym temacie wiem.


Zdobywanie Pani Młodej

Na początek powiem rzecz bardzo ciekawą. Pani Młoda po bułgarsku to... BUŁKA! Tak, dla mnie też kiedyś było to bardzo zabawne, zwłaszcza gdy i ja wzięłam ślub w Bułgarii i ludzie zwracali się do mnie przez jakiś czas określeniem pieczywa. Teraz już się pogodziłam z tym, ze bułka to młoda żona.
Cała impreza zaczyna się w domu bułki. Aby mogła spokojnie udać się do urzędu na ślub, musi ją najpierw kawaler zdobyć. I tu zaczyna się całą najciekawsza zabawa, której - holender jasny! - nie byłam świadkiem!
Młody kawaler idzie do domu ukochanej, ale tuż przed nim czeka go niespodzianka. Przed drzwiami wejściowymi rozłożony jest stolik, przy którym siedzą świadkowie młodych, tzw. kumostwo. Kum i kuma popijają sobie kawkę, rozmawiają o  pogodzie i za nic nie chcą przepuścić młodego do bułki. Dopiero, gdy dostaną nagrodę, mogą zdjąć "bramę" i puścić młodego dalej.
Ale na niego czeka następna przeszkoda. Puka do drzwi i mówi, że chcę wziąć dziewczynę za żonę, ale spotyka go odmowa ze strony rodziców. Ten zaś nie daje za wygraną i - uwaga! - wyważa drzwi, żeby, mimo sprzeciwu jej rodziców, wejść do domu ukochanej.
Gdy młody wtargnie już do domu, spotyka w nim swoją narzeczoną gotową do wyjścia, ale... bosą! Bosa do ślubu nie pójdzie, więc pan młody musi znaleźć jej obuwie. Szuka, szuka po całym domu,a gdy je w końcu znajdzie okazuje się, że buty są... za duże! Bułka nie może do ślubu iść w dużych butach. Najlepiej, by pan młody włożył coś do środka, żeby bucik z nóżki nie zleciał. A co takiego? Oczywiście - pieniądze!

                                                          


Jak już buty pasują, młodzi wychodzą razem z domu, a tuż przed nim czekają goście i wszyscy razem tańczą horo - bułgarski taniec narodowy.


W urzędzie stanu cywilnego

W bułgarskim kościele prawosławnym niemożliwe jest zawarcie ślubu konkordatowego, zatem najpierw ludzie zawierają małżeństwo prawnie, a dopiero później ślubują sobie w świątyni.
Gdy młodzi podpisują dokumenty, nagle wszyscy na sali  krzyczą "Bij go!", ""Bij ją" a nowożeńcy w tym czasie próbują na siebie nadepnąć. Ten, kto pierwszy nadepnie na współmałżonka, będzie dominował w małżeństwie.

                                                        

Po wyjściu z urzędu wszyscy tańczą horo.


W cerkwi

Jestem katoliczką i ślub cerkiewny był dla mnie bardzo interesujący. Niewiele wiem o obrzędach prawosławnych i nie potrafię właściwie ich opisać. Zauważyłam jedynie, że pop zakłada młodym złote korony na głowę. Ci trzymają w rękach zapalone świece. Pop bierze ich obrączki i kręci je przed nimi naprzemiennie. Jedzą po kawałku pity, piją wino, pop kręci im tymi koronami nad głową, a na koniec wszyscy chodzą wokół stołu.
Uprzedzam złośliwe komentarze, które mogą się pojawić. Ja w tym momencie nie szydzę, nie wyśmiewam się, w żadnym wypadku sobie z niczego tu nie kpię. Zwyczajnie przekazuję informację o tym, co widziałam, a czego, niestety, nie rozumiem. Nie rozumiem, bo nie wychowałam się w tej kulturze i ja też wciąż ją poznaję. A gdy spytałam męża, czemu tak robią, a czemu tak, stwierdził, że i on nie wie, a ja jestem zbyt dociekliwa...


                                                    

W domu weselnym


Zabawa w domu weselnym, w restauracji trwa do białego rana. Pomiędzy tańcami i śpiewami pojawiają się różnego rodzaju tradycje. Jedna z nich wydała mi się bardzo ciekawa . Taniec, który nawet nie wiem jak nazwać. Taniec kurzy? Taniec kur? Koguta? Świadkowie siedzieli na krzesłach a przed nimi para tańczyła tenże właśnie taniec, który polegał na podskakiwaniu i kuszeniu świadków. Dziewczyna trzymała jakiegoś dekoracyjnego kurczaka, a chłopak tort. Za każdym razem gdy w swoich podskokach zbliżyli się do nich, ci wrzucali im do tortu i kurczaka pieniądze. W pewnym momencie wyrwali im te gadżety z dłoni i wszyscy razem tańczyli razem taniec koguta. Śmieszne? W końcu na weselu ma być zabawnie. A z resztą, na polskim weselu też tańczymy taniec związany z drobiem. Kto z was na weselu nie kręcił kuferkiem jak kaczuszka?
                                                
Pani Młoda rzuca wiankiem, a Pan Młody krawatem. Pannę i kawalera, którzy je złapią, nowożeńcy muszą odwiedzić po 40 dniach od ślubu  i wykupić swoje rzeczy. Też jestem ciekawa, czym i jak to robią.
Oczywiście na weselu pojawiają się ludowe tańce, które uważam za coś wspaniałego! Bułgarskie horo to wspaniałe widowisko, a na weselu dochodzą jeszcze inne tańce, greckie na przykład. Wspaniałe widowisko!


Chciałabym bardzo jeszcze raz, jeszcze niejeden raz bawić się na bułgarskim weselu, bo dla mnie, jako dla obcokrajowca, jest to podwójna radość. Mąż ma wielu przyjaciół, ale póki co żaden nie śpieszy się do żeniaczki. Pożyjemy, zobaczymy....


Drugi plan mnie rozbraja :) Ta pani miała cały czas taką minę.

                                                             

22 komentarze:

  1. Co kraj to obyczaj :) Też chętnie poszłabym na "zagraniczne" wesele :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oo nigdy nie bylam na prawoslawnej mszy
    szkoda, ze nikt Ci jej nie objasnil - czulas sie jak reporterka National Geographic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja bym chciała wszystko wiedzieć i rozumieć...

      Usuń
  3. Fajna ta tradycja ze zdobywaniem Panny Młodej :) I powiem Ci, że fajne zmiany zrobiłaś na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki :) Już nie chciałam patrzeć na swoje zdjęcie w chustce w nagłówku bloga.

      Usuń
  4. A co jak nie uda sie mlodemu drzwi wywazyc? :D

    Ja kilka lat temu mialam przyjemnosc uczestniczyc w prawoslawnej uroczystosci zaslubin w Grecji, na Krecie. Niektorym moze wydawac sie to smieszne, ale bylo dokladnie tak jak to opisalas...korony na glowie, polaczone miedzy soba sznurkiem, przekladanie ich z glowy na glowe i marsz wokol oltarza. Pozniej bylo wesele na bagatela 1000 osob i tance greckie...wylacznie tance greckie, co przyznaje bez bicia po kilku godzinach zaczelo mnei troche meczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie by wszedł oknem :D

      Wesele na 1000 osób to jakiś koszmar chyba.... Przynajmniej dla organizatorów.
      No a tańce greckie robią wrażenie, ale prawdą jest, że co za dużo, to niezdrowo.

      Usuń
  5. Tak się do tej pory złożyło ze nie miałam tej przyjemności uczestniczenia w uroczystościach ślubnych tu w Bg. Widze z daleka czasem sznur samochodów pędzących przypuszczam na wesele lub słyszę z oddali głośna muzykę orkiestry z pod domu nowożeńców. Ja tak jak Ty Malwinko nie rozumiem wszystkich tutejszych tradycji wiec podpytałam męża bo mnie bardzo zainteresował ten taniec o którym piszesz:-) Taniec o którym piszesz to prawdopodobnie ръченица :-) Nazwa pochodzi od słowa ръце - ręce. Tańczy się z odpowiednio złożonymi w tył rękoma. Te prezenty daje się światkom ale w zamian musza zatańczyć albo dać im pieniądze. Rodzina Pana młodego obdarowuje rodzinę Pani młodej i odwrotnie dając pitki, torty, rakije, kury (są prawdziwe,odpowiednio pomalowane na ta okazje) ;-) Rzeczywiście ciekawie to musi wyglądać wszystko. Może i mi będzie dane kiedyś uczestniczyć w takim wydarzeniu. Kobieta z ostatniego zdjęcia super...skądś znam te spojrzenie... :-) Na Twoim nowym blogu bardzo spodobało mi się zdjęcie w nagłówku strony...piękne i pelne przekazu. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Widzisz to ma sens :) Że te kurczaki to byly prezenty dla świadków. Może kiedyś dawali (a moze i na wsiach wciąż dają) prawdziwe kury, a ci zas dali taką jakąś kurzą dekorację.

      Kobieta z ostatniego zdjęcia właśnie została czyjąś teściową :D Co więcej, Panna Młoda też przez całą imprezę była obrażona...

      Zmiany na blogu... Lubię to zdjęcie. Jest takie metaforyczne.

      Buziaki :*

      Usuń
  6. Wow, jakie zmiany na blogu!

    Znowu przekonalam sie, ze nasi mezowie maja podobne charaktery- moj odpowiedzialby tak samo. Nie kapuje, a ty nie draz tematu ha ha:). Wlosi i Bulgarzy jak widac sa podobni charakterami, co bardzo mnie bawi. Co do wesela, to oczywiscie nigdy nie bralam udzialu w ceremonii prawoslawnej, ale jest ona bardzo ciekawa. Troche dziwne te ich tradycje, ale w koncu co kraj, to obyczaj. Ja dopiero bede bulka- ciekawe kiedy? Mistrzyni drugiego planu na ostatnim zdjeciu rozwala system!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy z Hristo na polskim weselu przed laty. Też wielu rzeczom się dziwił puenta tego jest dokladnie taka, jak mowisz - co kraj to obyczaj.

      Usuń
  7. Kurcze, to sie facet natrudzi zanim Bulke dorwie ;) mojego kolegi Zona jest prawoslawna. Przeszedl wiec na jej wiare. Pamietam te korony I wiem, ze co chwile sie zegnali, no co 3 minuty musieli sie przezegnac...
    Ciekawa bulgarska tradycja...
    Pieknie tutaj... tak zielonkawo - a zielen to kolor nadzei ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w samo sedno :) Właśnie z powodu tej nadziei, jest u mnie tu teraz tak zielono :)

      Z tym żegnaniem - cała prawda. Żegnali się co chwilę i - o dziwo- nie wypowiedzieli ani słowa.

      Usuń
  8. ale ciekawe zwyczaje! zaślubiny w obrządku prawosławnym są przepięknie - jak oni śpiewają cudownie w tych cerkwiach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety u nas nie było śpiewu. Jedynie pop mówił i mówił tak szybko,jakby go ktoś gonił .. :)

      Usuń
  9. Przeczytałam z ciekawością! Te weselne zwyczaje wydają się podobne. Niedawno byłam na polskim weselu na Jurze i tam również Pan Młody przyjechał po Pannę Młodą do jej domu, a tam po błogosławieństwie oboje dostali pieniądze od rodziny i chrzestnych, wkładane w różne miejsca ich strojów. Wcześniej tego nie widziałam na żadnym weselu. Podobnie jest z zastawianiem drogi, kiedy oboje jadą do kościoła. Urządzają to sąsiedzi albo znajomi, to chyba dość powszechny zwyczaj. Miałam przyjemność widzieć jedno bułgarskie wesele, a w drugim - krótko - uczestniczyć. Trzy rzeczy wydały mi się inne niż na polskich weselach. W Bułgarii chyba przygotowuje się mniej potraw. Stoły były raczej skromnie zastawione, tak jak na skromne przyjęcie rodzinne. Druga sprawa to stroje mężczyzn. Połowa mężczyzn nie miała garniturów, niektórzy byli w dżinsach i jakiś wymiętych koszulkach, jakby przypadkiem wpadli tam po pracy. W pierwszej chwili miałam nawet wątpliwości, czy to na pewno wesele, a nie jakieś inne większe spotkanie. Z kolei stroje i fryzury kobiet były zdecydowanie "weselne". Trzecia sprawa to tańce, tańczyły głównie kobiety, same, w kółku lub ze sobą, mężczyźni woleli biesiadować, rzadko tańczyli w parach. Takie luźne spostrzeżenia...
    Z pozdrowieniami. Małgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu masz zupełną rację.
      Jedzenia bylo duzo mniej. Ludzie po 3 godziny siedzieli przy jednej sałatce. Ale dla nich to normalne. Mój maż stwierdzil,z e jedzenia nie brakowalo. Ja natomiast wiem jak jest na polskich weselach i wedlug mnie bylo malo. U nas co 3 godziny cieple danie, rozne salatki, przekaski, wedliny, ciasta, ciasteczka, owoce. Tu kazdy mial swoj talerz z salatką i na srodku jakas paleta z panierowanym smazonym miesem bądź serem. Tyle. Nie mowiac juz o alkoholu. Najpierw podali whisky, poznije piwo, a na koniec rakiję. Więc gdy an początku wypilam troche whisky, ( bo przeciez tylko taki alkohol podali), to poznije tez chcialam to whisky pic, ale bylo to niemozliwe,... Po prostu jakby zmuszali towarzystwo do mieszania alkoholu.
      Stroje niektórych mężczyzn to istna tragedia....

      Pozdrawiam Cię Małgosiu. Cieszę się, że do mnie zaglądasz.

      Usuń
  10. Widzę dużo podobieństwa z weselem w Polsce w zależności od rejonu. Na Weselu u kuzynowstwa mojego męża jak byliśmy parę lat temu to Pan Młody wkładał do buta Pannie Młodej kaskę, w drodze do kościoła były bramki czyli zastawienie drogi chcąc przejść dalej trzeba było przekupić wódką, rzucanie welonem i muchą. Ciekawe te Bułgarskie wesela nie to co w Anglii tam ponoć wesele jak przyjęcie o 20 sie kończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pojęcia, że w Polsce też się wklada do buta pieniądze. Zaskoczyło mnie to.

      No wesle, ktore się kończy o 20.00? To dopiero się ludzie zaczynają bawić. Ja pare lat temu bylamw Czechach na weselu i też tak bylo. O 20.00 Czesi sie rozeszli, a my goscie z Polski zawiedzeni. Za to chociaz wszyscy mlodzi uczestnicy wesela poszlismy do dyskoteki i nikogo nie dziwił tam widok Panny Młodej w sukni ślubnej...

      Usuń
    2. Bardzo ciekawe te tradycje i tak inne od tureckich! Hehe, no proszę, chociaż raz przyszło mi to napisać :)

      Usuń
  11. myślę, że zwyczaje weselne zależą od regionu- ja miałam np. przód sukni cały w banknotach- goście podczas wesela doczepiali mi je do sukni.....natomiast najbliżsi (świadkowie, moi rodzice, rodzeństwo państwa młodych) byli obdarowani przez moich bułgarskich teściów podarkami i to dość cennymi ( taki zwyczaj)....na samo wspomnienie cudnych tańców łza się w oku kręci .....pozdrawki

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony przez Was komentarz jest dla mnie bardzo cenny.
Bardzo serdecznie za niego dziękuję.