wtorek, 23 czerwca 2015

Dzień taty

Mam wspomnienie.....
i wcale mi się nie wydaje. Jaka jest pierwsza rzecz, jaką pamiętacie? Ja pamiętam dobrze i wcale nie "jak przez mgłę" sytuację, gdy byłam bardzo, bardzo mała. Raczkowałam po podłodze w naszym rodzinnym domu na wsi. Przede mną na tapczanie siedziała Mama, a Tato właśnie wrócił z pracy. Pojawił się w drzwiach, przykucnął przy mnie i zadziornie klepnął mnie w pieluchę. Popędziłam na czterech nogach w kierunku mamy i śmiałam się do rozpuku. Niewielu ludzi wierzy mi, że mogę pamiętać moment, gdy byłam aż tak mała. Czyjaś wiara w to niewiele ma tu do rzeczy. Ja to pamiętam na pewno, ten śmiech, tę radość z powrotu taty oraz z tego, że poświęcano mi uwagę i dawano mi szczęście.

Mam inne wspomnienia....
jak mieszkaliśmy na wsi. Ja, mama, tato, dwie starsze siostry i dziadek. Biegałam po łące i wiłam wianki. Razem z tatą chodziłam łowić ryby, a wieczorami chwytaliśmy świerszcze do słoika. Byłam zawiedziona, że w słoiku nie chciały koncertować i wypuszczałam je z powrotem na wolność. Całą rodziną chodziliśmy do lasu zbierać grzyby. Zawsze kroczyłam za tatą i go karciłam: "Tatuś, jak mogłeś nie zauważyć takiego wielkiego prawdziwka! Przeszedłeś obok i go zostawiłeś". Po latach zrozumiałam, że tato, perfekcyjny grzybiarz, chciał oddać mi tę radość i dumę ze znalezienia grzyba i specjalnie je omijał. Wieczorami zawsze czytał mi "Zuzię i  Hultaja", a początek tej opowieści pamiętam po dziś dzień... Kiedy myślę o tacie, mam same dobre wspomnienia.

Mam tylko wspomnienia...
Gdy miałam niecałe 9 lat, mój tato zmarł na zawał serca. Byłam dzieckiem, nikt mnie nie przygotował na tę śmierć. Tato przed swoim ostatnim zawałem miał już dwa, trzeci skończył się dla niego tragicznie. Ostatnie dni, które spędził w domu, też pamiętam. Leżał całymi dniami odwrócony do ściany i z nikim nie rozmawiał. Chyba. Bo do końca, to nie wiem. Ale nie bawił się ze mną w berka, nie rysował mi świnki z literek i nie czytał mi o Zuzi i Hultaju. Któregoś dnia przyjechało pogotowie i zabrali tatę do szpitala. Płakałam, ale tylko troszkę, bałam się też troszkę, bo siostry ściskały mnie i mówiły, że wszystko będzie dobrze. "Pamiętasz Malwinka? Tato już był kiedyś w szpitalu, wrócił i wyzdrowiał. Teraz też wyzdrowieje". Ale dobrze już nigdy nie było, a do domu zamiast obojga uśmiechniętych rodziców wróciła załamana mama, która powiedziała, że tatusia już nie ma... i że go już nigdy nie będzie...

Miałam sen....
Gdy miałam 8 lat gorąco przeżywałam przygotowania do I Komunii Świętej. Myślałam wtedy bardzo dużo o tym wydarzeniu i to chyba normalne, że nawet o nim śniłam. Pewien sen gnębi mnie do dziś. W kościele były wszystkie moje koleżanki i koledzy. Miałam na sobie odświętną białą suknię, biały wianek we włosach, a ręce miałam złożone do modlitwy. Cała rodzina siedziała z tyłu w kościele, w ostatnich rzędach ja zaś jako jedyna usiadłam w pierwszej ławce. Nagle tato wstał, przyszedł do mnie, usiadł obok mnie, pomodlił się ze mną i wziął mnie za rękę. Ten sen był tak ważny wówczas dla mnie, że często go wspominałam. Zwłaszcza wtedy, gdy jako starsza dziewczyna dowiedziałam się, że w dawnych wierzeniach sen o białej sukni oznacza śmierć. Później dwa lata temu, gdy walczyłam ze śmiertelną chorobą, pytałam często tatę w niebie, o co chodzi... Czemu przyszedł do mnie wtedy, czemu mnie uścisnął? Czy to była zapowiedź, pożegnanie, może obietnica? Że wkrótce się zobaczymy? Że uściskamy się po drugiej stronie tęczy? Chociaż nijak nie chciało mi się odchodzić z tego świata, to jednak wierzyłam w to, że tam w niebie też ktoś na mnie czeka.

Złowieszczy sen przyśnił mi się rok przed śmiercią taty. Nienawidzę tego snu.

Tęskniłam...
zawsze w Wigilię Bożego Narodzenia, w Dzień Taty, w niedzielę, w zimie, w lecie, podczas grzybobrania... Zawsze.
Gdy byłam mała, oglądałam film familijny, którego bohater stracił tatę i w noc sylwestrową ulepiony przez chłopca bałwan zmienił się w jego ukochanego ojca! Cuda na kiju! Ale w wieczór sylwestrowy poprosiłam mamę, bym mogła wyjść przed blok i ulepić bałwana. Cudny bałwan sterczał pod moim oknem, a ja pół nocy spoglądałam na niego z nadzieją. Rankiem obrażona skopałam bałwana i chyba wtedy pojęłam, że telewizja kłamie.
Kiedy byłam nastolatką, 23. czerwca nigdy mnie w szkole nie było. Zmykałam na cmentarz.
Minęło wiele lat, a ja tęsknię wciąż. Data śmierci taty jest nawet w adresie mojej skrzynki e-mail, więc wklepują ją każdego dnia w klawiaturę. Pamiętam zawsze i zawsze kocham... Zazdrościłam siostrom (starszym o 8 i 10 lat ode mnie), że one miały tatę tyle lat dłużej! Ja go pamiętam tylko jako dziecko. Zastanawiałam się, czy puściłby mnie na imprezę, czy krzyczałby, gdybym przefarbowała włosy na czarno i czy by mi kupił glany. Mogłam go poznać tylko wtedy, gdy całym światem były dla mnie opowieści o Zuzi i Hultaju oraz białe, komunijne sukienki.


Mam marzenia...
Chciałabym cofnąć czas, mieć znów cztery lata, mieć rodzinę w komplecie przy sobie. Nie widzieć, ani nie wiedzieć o problemach, o chorobach i o trudnościach. Wiem, że to nigdy nie nastąpi, chcę więc już dziś tylko jednego. Marzę o tym, by moja córka kochała rodziców tak mocno, jak ja kocham swoich. Choć dziś na ziemi mam już tylko mamę, to taty nigdy nie przestałam kochać mniej tylko dlatego, że go nie ma. Nie zasłużył na to. Zasłużył na moją miłość i pamięć. Wierzę, że spotkamy się znów.

16 komentarzy:

  1. Malwina, tak cudownie to napisałąż, że aż widzę Ciebie raczkującą do taty...Poza tym łezka mi popłynęła. Jesteś wspaniałą osobą a jesteś nią rónież dzięki tacie, chociąż na ziemii miałaś Go tak króko. Ściskam mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie piszesz, również się wzruszałam. Wspomnienia z dzieciństwa są magiczne i aby nasze Dziewczynki miały ich cala masę, takich najpiękniejszych. Zmiany bloga super. Kalinka zdolna dziewczynka po Mamusi i Tatusiu :-) Pozdrawiam. Luiza

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywołałaś u mnie potok łez. Tak pięknie to napisałaś prosto z serca, jestem pewna, że Twój tato czuwa nad Tobą i nad całą Twoją rodziną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zadumana i wzruszona siedze teraz przy klawiaturze i rozmyślam o tym jak wiele człowiek pamięta i jak wazny w życiu człowieka jest ojciec. Wierzę, że pamiętasz tak wczesne sceny z życia Twojego i Taty, jeżeli ktoś jest dla kogoś ważny to mózg koduje doświadczenia bardziej. Myślę, że Twój Tatuś jest z Ciebie dumny i chociaż odszedł cieleśnie to zawsze był z Tobą i nadal jest i pewnie jakby tylko mógł bawiłby się z Twoją córeczką. Po drugiej stronie teolodzy twierdzą, że nie ma czasu, jest zawsze "teraz" więc może kiedy spotkacie się po lepszej stronie życia...nadrobicie ten czas na ziemi, który nie był Wam dany. Życzę siły i nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie napisane...piekna milosc do Ojca....

    OdpowiedzUsuń
  6. Maaalwinaaaaa! Poryczałam się... Okropnie boję się śmierci rodziców, bo podobnie jak Ty, bardzo ich kocham, a na śmierć człowiek nigdy nie będzie przygotowany :(( jestem pewna, że Tato czuwa nad Tobą, bardzo w to wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu... To jest straszliwie bolesne, gdy los zabiera kogoś, kogo się mocno kocha. Niech nam będzie dane mieć bliskich jak najdłużej przy sobie...

      Usuń
  7. Piękny wpis, dzięki któremu wiem po raz kolejny, że nie doceniam tego, co mam... Pozdrawiam Malwinko!

    OdpowiedzUsuń
  8. Malwina, pięknie opisałaś miłość do ojca i wspomnienia. Aż czuć jak bliscy sobie byliście no i... jesteście do tej pory. Na pewno sama wiesz, że tata jest i zawsze bedzie przy Tobie jako Twój Anioł Stróż.

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony przez Was komentarz jest dla mnie bardzo cenny.
Bardzo serdecznie za niego dziękuję.