Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

O tym piątku 13-tego

To było w piątek, ten zdecydowanie jeden z najtragiczniejszych piątków 13-tego. 

Choć dla mnie ten wieczór był cudowny! Długo czekałam na umówioną randkę z mężem. Miał mnie zabrać do teatru. Zostawiliśmy dziecko na całą noc u babci i poszliśmy na spektakl. Nie byle jaki, gdyż na scenie pojawić się miała znana bułgarska aktorka Maja Beżanska. Mnie jednak zafascynowało drugie nazwisko - Piotr Krzemiński! Wygooglowałam pana Piotra w internecie, potwierdziło się moje przypuszczenie, że ów aktor ma polskie pochodzenie.

Komedia napisana przez małżeństwo - Dario Fo i Franka Rame. "Związek otwarty" (bg. "Отворена брачна двойка") to farsa, która sprawiła, że płakałam ze śmiechu. Po spektaklu odczekałam chwilę pod sceną  z nadzieją, że uda mi się porozmawiać z aktorem. Doczekałam się i odbyłam cudowną rozmowę z Piotrem Krzemińskim. Taki serdeczny, uśmiechnięty i miły człowiek! Polak, oczywiście że Polak, od dziecka mieszkający w Bułgarii.
Droga Polonio bułgarska! Polecam Wam gorąco ów spektakl! Miejcie oczy szeroko otwarte, wypatrujcie czy może w Waszym mieście będzie grana ta sztuka. Polecam, bo po prostu warto tak przyjemnie się zrelaksować.
Panie Piotrze - jeśli Pan to czyta, to ślę pozdrowienia i dziękuję za miłą rozmowę.


No właśnie.... Z teatru wyszłam z ogromnym uśmiechem na ustach. Wróciliśmy z mężem do domu, wypiliśmy po lampce wina, może dwie. Ten wieczór był tylko dla nas, nie włączaliśmy telewizji, odcięliśmy się od internetu i skupiliśmy się na sobie. Zasnęliśmy szczęśliwi i spokojni.
Rankiem chciałam się pochwalić, zachęcić, komentować i opowiadać o tym, jak wczoraj było cudownie! Zajrzałam do internetu, który wylał na mnie wiadro zimnej wody. Nie wierzyłam własnym oczom. Poczułam okropne wyrzuty sumienia, że podczas gdy ja zasnęłam z przekonaniem, że ten dzień był wspaniały, Paryżanie przeżywali straszną tragedię. Tej nocy nie współczułam, nie bałam się, nie przeżywałam, bo zwyczajnie nie wiedziałam o tym, co się dzieje.

W strasznych czasach przyszło nam żyć, okropnych.
Cieszmy się z małych, dobrych rzeczy, niech drobne radości nas skutecznie łudzą, że można żyć spokojnie i bezpiecznie.

piątek, 24 października 2014

Rola kobiety w Bułgarii

W pewnym komentarzu napisała do mnie Małgosia rzecz ciekawą i wartą uwagi. Żeby było wiadomo, o co chodzi, na początek przytoczę wspomniany komentarz:

"Wspomniałaś ostatnio o Perperikonie, a mnie się przypomniała ciekawa książka o Bułgarii, którą czytałam jakiś czas temu. Autorka pisze głównie o Rodopach, ale podaje sporo informacji o bułgarskich tradycjach, kuchni, historii, a zwłaszcza o codziennym życiu. Były tam opinie, które mnie zaskoczyły, np. "Kobieta w tym kraju jest człowiekiem gorszej kategorii", albo: "Mężczyźni nie zajmują się domem i dzieckiem, nawet jeśli nie pracują" i jeszcze: "Ważne decyzje podejmuje ojciec, potem mąż albo najstarszy syn" itp. Jak sądzę, inaczej wygląda to na wsi czy w małej miejscowości, a inaczej w dużym mieście. Bardzo jestem ciekawa Twoich obserwacji i zdania w tej kwestii. Podrzucam temat na kolejny post. Niezbyt kontrowersyjny :)"



Jak się później okazało, Małgosi chodziło o książkę Ałbeny Grabowskiej-Grzyb pt.
"Tam, gdzie urodził się Orfeusz". Przyznaję, że ta książka jest na mojej obowiązkowej liście życiowych książek "do przeczytania/do zdobycia/must have!". Najpierw przykuł moją uwagę sam tytuł. To tutaj, w bułgarskich (wtedy - trackich) górach Rodopach urodził się znany mitologiczny śpiewak i poeta. Małgosia podsyciła moją ciekawość co do tej książki, która do tej pory zachęcała mnie przyciągającym tytułem, a teraz zachęca mnie jeszcze intrygującymi stwierdzeniami autorki.

Małgosiu, przedstawię moje własne obserwacje w tym temacie, wyciągnę jakieś niewielkie wnioski, ale nie mam odwagi generalizować. To, że zauważyłam takie, czy inne postawy i zachowania społeczne, nie musi znaczyć, że odnoszą się one do całej Bułgarii długiej i szerokiej.

Zatem:

Czy kobieta w Bułgarii jest człowiekiem gorszej kategorii?

- Kiedy byłam w ciąży, pewnego dnia oznajmiliśmy teściom, że znamy już płeć dziecka. Ci z niecierpliwością nasłuchiwali, co im powiem, a gdy usłyszeli, że dziewczynka, teściowa powiedziała "Nieeee nooo, nic się nie stało! Niech i w naszej rodzinie będzie jakaś dziewczynka". (Teściowa ma dwóch synów, jej matka ma syna, jej brat ma syna.) Zareagowali po prostu   t a k t o w n i e....  Rozczarowanie kryli bardzo usilnie i prawie by im się udało, gdyby nie to, że po prostu było i tak wyczuwalne.

- Wśród grona przyjaciół mojego męża to my pierwsi założyliśmy rodzinę. Po nas posypały się wśród znajomych ciąże jak z rękawa (Ale ja lubię frazeologię! "Posypały się ciąże jak z rękawa"). Pewnej parze od początku ginekolog mówił, że będzie chłopiec. Lekarz przez całą ciążę potwierdzał tę teorię i kolega był dumny jak paw. Cieszył się niezmiernie i na wszystkie strony świata głosił, że urodzi mu się syn. Będzie z nim w piłkę grał i będą razem na ryby chodzić. Zdarzyło mu się nawet powiedzieć coś w stylu "Niech no tylko spróbuje to dziecko nie być chłopakiem, to nie wiem co zrobię!". To dziecko wywinęło rodzicom numer i w ostatnim miesiącu ciąży okazało się, że jest dziewczynką. Wszyscy znajomi cichutko za plecami lekko się z kolegi podśmiewali i trochę sobie z niego kpili. Dziś córeczka ma już roczek, a kolega jest dobrym ojcem, ale pamiętam te jego oczekiwania....

- Kolejna sytuacja jest bardzo podobna. Ta sama historia. Kolega, któremu ma urodzić się dziecko, nawiasem mówiąc, za kilka dni. Początkowo było mówione, że będzie chłopiec. Ojciec cieszył się bardzo. No!, przynajmniej on będzie miał syna! Co to na ryby z nim będzie chodzić i piłkę będzie kopał. Całkiem niedawno okazało się, że na świat przyjdzie córeczka, a przyszły tata przemalować musiał urządzony już na niebiesko pokój dziecka. Uwaga! - jego partnerka spanikowała, gdy lekarz oznajmił jej, że jednak będzie dziewczynka. Przez kilka dni kryła przed nim tę wiadomość, bo bardzo bała się mu ją przekazać. Chłopak do dziś nie kryje rozczarowania.

- Więc jak już oceniłam postawy dwóch kolegów, to może wypada powiedzieć o reakcji mojego męża na wieść o tym, że urodzi mu się córeczka. Hristo stwierdził... - "Super! Nauczę ją ryby łowić i w piłkę grać!"

- Opowiadałam już raz historię, jak pewna babcia na widok tego,że mała Kalina zorientowała się, jak odkręcić wodę w kranie, stwierdziła: "Zobacz ją! Ona wie, gdzie to odkręcić. Widzisz to? Dziewczynka jest, a jaka mądra". Było to dla starszej pani niepojęte, że można być dziewczynką i do tego bystrą.

Czy bułgarscy mężczyźni zajmują się dzieckiem i domem?

- Tu pokuszę się o kategoryczne stwierdzenie, że podział ról jest w Bułgarii oczywistym zjawiskiem. Tym zajmuje się kobieta, tym mężczyzna. A kiedy ktoś swojej roli nie spełnia - hańba! Kiedyś, gdy ja byłam w Polsce, a Hristo w Bułgarii, rozmawialiśmy na skype. Opowiedział mi, jak było na rybach, gdzie nad rzeką spędził cały dzień w gronie trzech kolegów i jednej dziewczyny,narzeczonej jednego z przyjaciół. Stwierdził wtedy: "No i myśmy wszyscy robili sałatkę, przygotowaliśmy stół, kroiliśmy to, tamto, a ona leżała i się opalała!" Jak widać, niewykonanie kobiecych czynności przynosi wstyd przed kolegami. Wydaje mi się, że i w polskiej mentalności jest tak samo. Tak chyba wszędzie na świecie zostało przyjęte. 

- Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że jest inny, niż w typowym bułgarskim domu. Ale to tylko dlatego, że okoliczności nie dały nam wyboru. Ze względu na moją częstą niedyspozycję lub nieobecność w domu, to mój mąż zajmował się malusieńką Kaliną. Gdy byłam w domu, mąż mnie zmieniał i często stawał do Kaliny w nocy, brał ją nad ranem do innego pokoju i kazał mi spać i odpoczywać. Inni mężczyźni przypuszczam, że tak nie robią, gdyż na zachowanie mojego męża jego koledzy reagują z wielką aprobatą, szacunkiem i podziwem. A dlaczego tak nie robią? Właśnie z tego powodu, o którym już kiedyś wspomniałam - mamom pomagają babcie! To oczywiste, że malusim dzieckiem czasem się zajmuje babcia, a czasem mama... Nie będę się powtarzać. Tych, którzy nie czytali, odsyłam tutaj.

- Kiedyś spacerowaliśmy przez wieś. Byliśmy odwiedzić babcię mojego męża. W tej wsi mieszka już tylko kilkoro starszych ludzi. Nikt więcej. Przechodząc obok jakiegoś domu, pewien starszy mężczyzna zagadał do nas słowami: "Ooooo, co to się porobiło w tych czasach! Spacerujecie sobie w biały dzień z wózkiem! Kiedyś to tak nie było! Kiedyś młode, silne kobiety to w polu pracowały! A teraz patrzcie ją! Na spacerki sobie z mężem i dzieckiem chodzi". Było to skierowane do mnie i poczułam się, jakbym nie wiem jak zawiniła tym, że idę na spacer. Spytałam więc męża, kto w takim razie zajmował się dziećmi w tym czasie. "Jak to kto? Babcie, prababcie! Kobiety, które już nie miały sił na pracę w polu." Tu chyba moje rozważania zakręciły koło i wracamy do punktu wcześniejszego. Właśnie odkryliśmy, skąd wzięło się to, że i do dziś babcie tak czynnie biorą udział w opiece nad dzieckiem.

- Co do obowiązków domowych to tak, wymaga się od kobiety, żeby dom błyszczał czystością. Kobiety tu stale czyszczą, sprzątają. Pisałam o tym. Czy mężczyzna wykonuje prace domowe? Trudno mi powiedzieć. Mieszkaliśmy kiedyś z teściem, który jedynie śmieci wynosił. A mój mąż? W obowiązkach domowych pomagał mi od zawsze. Najpierw mieszkaliśmy z teściami, więc wtedy niewiele robiliśmy w domu, później byłam w ciąży, więc mi pomagał. Później byłam chora, więc mi pomagał. Dziś jestem w pełni sił, a on stale mi pomaga i nie wiem, czy to z przyzwyczajenia, czy po prostu taki pracuś mi się trafił, który bezczynnie siedzieć nie może.
Małgosiu, nie mam innych obserwacji na ten temat.... nie wiem...

Czy mężczyźni podejmują ważne decyzje? Mąż, a później starszy syn?

Na to pytanie jest mi trudno odpowiedzieć, bo dotyczą one wewnętrznego życia rodzinnego i musiałabym mieć kilka porównań, by coś na ten temat wiedzieć więcej. Sama jestem ciekawa. Na tyle, na ile widzę, odpowiedziałabym, że nie. Bo z mężem podejmujemy wspólnie ważne decyzje, a z kolei teściowa jest domatorką, a teściu pantoflarzem, który w życiu jej się nie postawił i domyślam się, że wszelkie decyzje były zawsze JEJ. 
Ciekawa jestem innym opinii na ten temat.




P.S. Małgosiu, mam nadzieję, że choć trochę zobrazowałam Ci, jak teoria autorki książki przekłada się na praktykę, którą obserwuję.



sobota, 12 kwietnia 2014

Łazarowden - dzień św. Łazarza

Dziś obchodzi się w Bułgarii dzień św. Łazarza, tzw. łazarowden. Apoloniusz Zawilski w książce pt. "Bułgaria trzynastu wieków" nazywa to święto "przedwiosennym świętem dziewczyny". I w rzeczywistości tak jest. I wiosna i dziewczyny. A ja dodałabym jeszcze - kwiaty.
A może właściwie św. Łazarza wypadałoby postawić tu na pierwszym miejscu?

Kiedy Łazarz umarł, trzy dni później został wskrzeszony przez Pana Jezusa. Gdy Bóg powiedział do niego "Łazarzu, wstań!", on otworzył oczy i wstał z grobu. To wydarzenie przyczyniło się do tego, że Łazarz jest dziś symbolem zdrowia i długiego życia.

Łazarowden świętuje się zawsze 8 dni przed Wielkanocą, więc jest to święto ruchome. Według tradycji tego dnia młode, niezamężne kobiety (tzw. łazarki) powinny odziać ludowy strój i mając ze sobą własnoręcznie upleciony wianek kwiatów, łazarzyć -  chodzić od domu, do domu, śpiewając przy tym narodowe pieśni i tańcząc narodowe tańce. Dziękować w ten sposób za zdrowie.
Domownicy w zamian za piękny pokaz obdarować powinni łazarki jakimś upominkiem - pieniążkiem, słodyczami. Ot - takie kolędowanie, ale wcale nie z Kolędą związane.

Przed laty zwykle tego dnia młodzi kawalerowie decydowali się na oświadczyny, prosząc o rękę pięknej łazarki. Było nawet obowiązkiem kobiety "łazarzyć".
Tej, która nigdy nie łazarzyła, wróżono staropanieństwo.

Dziś w Swilengradzie (jak i zapewne w każdym innym bułgarskim mieście) zorganizowane zostały pokazy z okazji tego święta.

Malutki wycinek tego, co przygotowano dla widzów, prezentuję poniżej.









Osobiście podoba się prezentacja bułgarskiego folkloru. Jak ja lubię, jak ci mężczyźni rękami ani drgną, a nogi im skaczą na wszystkie strony świata. Dla mnie bomba!

piątek, 14 lutego 2014

14 lutego - Święto wina


Dziś w Bułgarii obchodzi się święto wina, tzw. Trifon Zarezan.

14 lutego to nie tylko święto wszystkich zakochanych.
Bułgarzy lubują się w dobrym winie, więc nie dziwi mnie, że akurat dziś przypada to święto. Choć z Walentynkami nie ma ono nic wspólnego. No może jedynie to, że cudownie byłoby spędzić ten dzień z ukochaną osobą i delektować się przy tym lampką wina.

Podoba mi się to, że Bułgarzy utrzymują stale swoje tradycje. Jak świętuje się po dziś dzień w Bułgarii? 

* Święto musi mieć swojego króla. Wybierany jest on przez mieszkańców danej miejscowości i zostaje nim mężczyzna, który posiada urodzajną winnicę. 

* W Polsce topi się Marzannę, a w Bułgarii o nadchodzącej wiośnie przypomina symboliczne podcięcie winorośli. 

* Hodowcy winorośli zaczynają świętowanie od uczestnictwa w specjalnej liturgii w cerkwi, po czym udają się kilkuosobowymi grupkami na swoje winnice. W innych przypadkach, w mniejszych miejscowościach pop udaje się na winnice razem z uczestnikami i tam dokonuje poświęcenia roślin.

* Na miejscu odbywa się symboliczny poczęstunek pitą.

* Każdy hodowca udaje się do krzewu znajdującego się na środku lub na rogu swojej winnicy i odcina z niego kilka pędów. Odcięte gałązki koniecznie należy podlać winem, ażeby rośliny wiedziały, że mają rodzić winogrono na wino. 

* Winorośl trzeba także poświęcić wodą święconą, aby uchronić ją przed nieurodzajem.

* Obcięte gałązki trzeba przynieść do domu i zostawić w jakimś szczególnym miejscu.

* Całą ceremonię kończy się wspólnym biesiadowaniem. 



Coś mi to przypomina.... Hmmm... DIONIZJE ? :)


Bułgarskie dziewczęta w narodowych strojach częstują pitą uczestników biesiady.



Wino, wineczko!





Podcinanie winorośli





Dziewczyna polewa białym winem miejsce po odciętej gałązce winorośli, rodzącej białe winogrona.



Wspólne biesiadowanie





Zdjęcia pochodzą ze strony www.vesti.bg




A mi pozostaje życzyć wszystkim ludziom na świecie, niezależnie od płci i narodowości

DUŻO MIŁOŚCI,

bo potrzebna jest do życia równie bardzo, jak powietrze.




niedziela, 2 lutego 2014

Polskie ślady w Bułgarii cz. III

i ostatnia, żeby Was nie zanudzić :)



  • Polskie produkty


Bułgaria to nie zachód Europy. Tutaj nie słyszy się wciąż na ulicach polskiego języka i nie można skoczyć do polskiego sklepu po polski chleb, czy kiełbasę. Tak bywa w Anglii, Holandii, czy Irlandii, ale w tu mogę o polskich chlebie jedynie marzyć. I marzę, podobnie jak o żurku, czy serkach homogenizowanych.
Póki co cieszę się tym, co mam, co udaje mi się tu wyhaczyć. Każda rzecz, którą tu spotykam, a wyprodukowana została w Polsce, bardzo mnie cieszy i przybliża mnie do Polski.
W sklepach RTV są Zelmerowskie sprzęty.
Pieczarki w Penny Market ZAWSZE widziałam z podpisem "Wyprodukowane w Polsce". Inne spożywcze artykuły również się zdarzają - ser topiony, margaryna do wypieków, ciastka, krakersy, jaja, gerberki dla dzieci. W Lidlu kupiłam raz ser biały, w Bułgarii znany pod nazwą "izwara", a gdy przyniosłam go do domu, przyglądnęłam się etykiecie i znów zobaczyłam cudowny napis "wyprodukowany w Polsce". Wróciłam się do sklepu i kupiłam sera jeszcze więcej. Zrobiłam sernik z makiem, który stał się moim czołowym kulinarnym popisem. Teraz gdy spodziewamy się gości Hristo życzy sobie, żebym zrobiła dla nich sernik, a ja mam zamrażalnik wypchany polską "izwarą".
Kiedyś nawet jeden kolega podarował mi kiełbasę krakowską nie z Krakowa.

                         

Cieszę się wszystkim, co polskie i wciąż tych rzeczy wypatruję.


  • Zamach na papieża

Nie mam wątpliwości, że wszyscy kojarzą film "Karol - człowiek, który został papieżem". A zatem kojarzyć też muszą tego niedobrego pana, który naszemu Karolowi tak dokuczał.
zdjęcie z internetu
UB-eka Juliana Korba grał jeden z najlepszych bułgarskich aktorów Hristo Shopov. Podziwiam go za rolę w tym filmie i za doskonałe władanie polskim językiem. Zastanawiam się nawet, czy mоże ma ona polskie korzenie, że tak świetnie, bez żadnego akcentu posługiwał się polskim językiem. Nigdzie nie znalazłam informacji na ten temat i jeśli faktycznie takich korzeni nie ma, nie uczył się polskiego, to mój podziw jest jeszcze większy. Z drugiej strony to nie powinno dziwić, że dobry aktor potrafi zagrać każdego i  w każdym języku. A z resztą, co ja mogę o tym wiedzieć...
Hristo Shopov znany jest nie tylko w Bułgarii, ale także poza jej granicami. Grywa również w zagranicznych produkcjach. Na przykład w "Pasji" grał Poncjusza Piłata, a w filmie "Fałszywa tożsamość" wystąpił opok Polki, Izy Miko.

Wspominam o tym filmie, bo Jan Paweł II jest tu postacią, która łączy go z tym, co chcę powiedzieć. Na ten temat pasowałoby pisać ostrożnie, więc tak też zrobię. W zamachu na papieża 13 maja 1981 roku  odnaleźć można bułgarski ślad. Do papieża strzelał turecki zamachowiec Ali Agca, a o związku Bułgarii z tym wydarzeniem pisze Jan E. Herold w książce "Bułgaria. Roztrwoniony dar Boga":

     "...Agca, który wyrastał w slamsach centralnej Turcji, wydał 50 tysięcy dolarów na wielką podróż po Europie, w miarę możliwości trzymając się z daleka od Włoch i Bułgarii przed swym przyjazdem do Rzymu, gdzie Antonow i dwaj inni Bułgarzy zorganizowali mu pobyt zawieźli na plac św. Piotra w dniu, kiedy strzelał do papieża. Agca został aresztowany na miejscu, natychmiast po wystrzale pistletu. Policja rzekomo znalazła przy nim pięć numerów telefonicznych: dwa do Ambasady Bułgarskiej w Rzymie; jeden do bułgarskiego konsulatu; jeszcze jeden do placówki Balkan Airlines; zaś ostatni - zastrzeżony numer - do mieszkania Todora Ajwazowa, urzędnika ambasady bułgarskiej."

Czy służby specjalne Bułgarii faktycznie działały na zlecenie władz ZSRR i miały związek z zamachem na papieża, tego nie wiadomo. Na ten temat istnieje druga teoria. Według niej za zamach odpowiedzialna była turecka (wyłącznie turecka) organizacja terrorystyczna Szare Wilki, której Ali Agca był członkiem.

Więcej na ten temat przeczytać można we wspomnianej książce, z której pochodzi powyższy cytat.


  • Rynek nieruchomości

W Bułgarii stale rozbudowują się nowe kompleksy apartamentowców i osiedla domków. Plaże, pola golfowe, przystanie jachtowe - dla niektórych raj na ziemi.
Wielu Polaków uważa Bułgarię za dobre miejsce do inwestycji. Ceny mieszkań nad morzem stale rosną, więc co za tym idzie, rośnie wartość mieszkania, w które się inwestuje. I to jest jedyny powód, dla którego czasem żal mi, że nie mieszkam nad morzem. Miałabym wtedy polskich sąsiadów, chociażby tylko na wakacjach.

źródło - http://hiperogloszenia.pl/x-pl/inz/95/95757-apartament-w-bulgarii-sloneczny-brzeg-tanio-1.jpg


Tu obejrzeć można ciekawy filmik na ten temat - http://www.ilspoland.pl/pl/video.php



Poczytaj również:
Polskie ślady w Bułgarii cz. I
Polskie ślady w Bułgarii cz. II



piątek, 24 stycznia 2014

Polskie ślady w Bułgarii cz. II


  • Polacy na wakacjach
Na bułgarskich plażach wypoczywa wielu turystów i jest wśród nich ogromna liczba Polaków. Kilku znajomych, którzy mieszkają nad morzem, mówią, że w lecie na ulicach Warny, czy Burgas, nieustannie słychać polski język. Nic dziwnego. Tanio, blisko, ciepło. Klimat jest świetny na kąpanie w morzu i wylegiwanie się na plaży. Czyli to, czego ja osobiście nie lubię. Widziałam morze w Polsce, Anglii, Holandii, Grecji i we Włoszech i mogę podziwiać plaże nie dłużej niż pół godziny. Tak, wierzcie mi - są tacy ludzie. Nie sądzę, żeby była na świecie taka plaża, na której lubiłabym bywać. Wolę góry.

No a w Bułgarii dla każdego coś dobrego. 


Morze 

Nesebyr - miasto położone na półwyspie Morza Czarnego
żródło

Warna
źródło



Słoneczny brzeg
źródło



Góry




Widok ze szczytu górskiego Szipka w Starej Płaninie

Stara Płanina
źródło

Pirin
źródło



  • Adam Mickiewicz


Pomnik Adama Mickiewicza w Burgas
źródło

Kiedy zobaczyłam przypadkiem to zdjęcie w internecie, byłam zaskoczona. Nie umiałam wtedy jeszcze czytać cyrylicy. Twarz na pomniku wydawała się znajoma. Daty urodzenia i śmierci się zgadzały. Napis - Адам Мицкевич, który jeszcze wtedy w moim odczuciu niewiele różnił się od hieroglifów, mógł faktycznie być tym, co myślałam.

Byłam zaskoczona, choć właściwie nie powinnam. W końcu absolwentka polonistyki powinna mieć w małym palcu biografię Adama Mickiewicza, a ja do niedawna nie miałam pojęcia o tym, co on tam robił i kiedy, i dlaczego ja tego nie wiem! Nadrobiłam zaległości i jak się okazuje Adam Mickiewicz przebywał w Burgas, gdzie znajduje się jego pomnik. Miesiąc później zmarł w Konstantynopolu.
Zauważyłam nawet, że na ten temat powstała książka:
 Dobrosława Świerczyńska, Zapomniane relacje o pobycie Mickiewicza w Burgas.
Serce polonistki się uspokaja na widok słowa "zapomniane". Ufff, może nie jestem jedyną, która o Mickiewiczu w Bułgarii nie miała pojęcia. Szkoda, że do tej książki nie mam dostępu, przeczytałabym ją bardzo chętnie.

  • Nazewnictwo miejskie
O tym, że w Poznaniu jest ulica Bułgarska, wiedzą chyba wszyscy fani polskiej piłki nożnej.
Poza tym w Krakowie i Warszawie są ulice Christo Botewa - największego bułgarskiego bohatera narodowego i poety. Jego imieniem została nazwana także Szkoła Podstawowa nr 238 w Warszawie.

A w Bułgarii..
- ulica Adama Mickiewicza w Burgas, Sofii i Szumen
- Szkoła Podstawowa im. Adama Mickiewicza w Sofii (15 ЦОУ)
- Przedszkole im. Adama Mickiewicza w Sofii (41 ОДЗ)
- ulica Krakow w Warnie i Wielkim Tyrnowie

A jeśli jest jeszcze jakieś upamiętnienie, wspomnienie, ślad Polski w nazewnictwie miejskim w Bułgarii, o którym nie wiem, to poinformujcie mnie o nim szybko, proszę! Bardzo lubię takie ciekawostki.



Wkrótce III część polskich śladów w Bułgarii. Zapraszam!



Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.







środa, 15 stycznia 2014

Polskie ślady w Bułgarii cz. I

Postanowiłam pokazać Wam, co łączy Polskę z Bułgarią. Oczywiście przedstawię jedynie to, co sama zdążyłam zauważyć, dowiedzieć się, doczytać i o czym mogłabym w jakiś sposób się wypowiedzieć. Całość podzieliłam na 3 części, więc pozostałe opowieści pojawią się wkrótce.



  • Emigracja serc


        Oprócz wszystkim znanej emigracji zarobkowej, lub innych typów emigracji, np. politycznej, wojennej, czy naukowej, istnieje również pojęcie, które według mnie jest cudowne, bo brzmi  poważnie i naukowo, jak również metaforycznie i romantycznie. Chodzi o emigrację serc.
Pozwoliłam sobie, opisując ślady polskie w Bułgarii, zacząć od siebie :) Bo zarówno ja, jak i wiele innych Polaków, tworzymy grupę ludzi, którzy postanowili opuścić rodzinne strony, by żyć w dalekim kraju i w małżeńskim życiu towarzyszyć swoim bułgarskim wybrankom. Jest wielu Polaków, a właściwie Polek, które mieszkają w Bułgarii na stałe. Za każdym razem gdy podróżuję autokarem do, lub z Polski, spotykam w podróży kobiety, które mieszkają w Bułgarii, wyszły za mąż za Bułgara i mają polsko-bułgarskie potomstwo.
Tak to było dawno temu - podczas wakacji nad Morzem Czarnym wiązały się znajomości, które dzięki chęciom i uczuciu przeradzały się w poważne związki. Ludzie wzdychali do siebie z tęsknoty, pisali listy. Nie dzwonili do siebie, bo przecież 30 lat temu nie każdy miał telefon. Nie widzieli się na skype, bo takie cuda były wówczas totalną abstrakcją. Mimo to siła uczucia bywała tak wielka, że nawet takie odległości, różnica kulturowa, ograniczony kontakt, nie stawały na przeszkodzie, by zbudować coś poważnego. Dowodem na to są właśnie te kobiety, które żyją w Bułgarii od wielu, wielu lat, u boku bułgarskiego męża.
A jak to wygląda dzisiaj? Dziś świat jest mały i ludzie poznają się wszędzie. Wszelkie odległości skracają się dzięki rozmowom przez internet, e-mailom, czy chociażby SMS-om. Dziś łatwiej się tęskni. I podróżuje się znacznie łatwiej. Poza mną i Hristo znam jeszcze co najmniej 6 związków polsko-bułgarskich, którzy również świetnie się dogadują i których, jeśli to teraz czytają i się śmieją pod nosem, że do nich piję, serdecznie pozdrawiam.
No cóż... Pozwolę sobie powiedzieć w imieniu nas wszystkich. Pomimo tego, że wciąż tkwi w nas tęsknota za Polską, pomimo tego, że, chcąc nie chcąc, oddalamy się od polskiego życia kulturalnego i politycznego, a nawet czasami zapominamy się w poprawnym posługiwaniu się polszczyzną, stajemy się częścią Bułgarii, przejmujemy bułgarskie przyzwyczajenia i przede wszystkim żyjemy w swoim małym wielkim światku, tworzymy niepowtarzalną rodzinę i teraz powiem sama za siebie - wiem, że warto.



  • Władysław Warneńczyk                                                                                             



A teraz troszkę historii. Władysław III Jagiełło był królem Polski od 1434 roku i królem Węgier od roku 1440. Przyjrzałam się lekko tej historycznej postaci i muszę powiedzieć, że legendy z nim związane są dosyć ciekawe:
- Nazwany został Warneńczykiem, bo podobno poległ w bitwie pod Warną - jednym z największych nadmorskich miast w dzisiejszej Bułgarii. Ale czy na prawdę tam zmarł, tego nie wiadomo, gdyż jego ciało nigdy nie zostało odnalezione. Jeśli tak, to jego życie było bardzo krótkie, żył zaledwie 20 lat.
- Na koronację następnego króla czekano aż 3 lata, bo cały czas wierzono, że król żyje gdzieś w Grecji, Portugalii czy w Konstantynopolu i że powróci na tron. W związku z tym pojawiało się wielu pseudo-warneńczyków, a każdy, którego matka nie zidentyfikowała, został stracony.
- Matka, Zofia Holszańska, została oskarżona o zdradę króla - 70-letniego Władysława Jagiełły. Podejrzewano, ze jej syn, później zwany Warneńczykiem, jest dzieckiem z lewego łoża i ona sama musiała przysiąc, że tak nie jest. 
- Istnieje również teoria, że Władysław Warneńczyk był homoseksualistą. Wszystkich zainteresowanych zapraszam TUTAJ po więcej informacji.
Ja jeszcze w Warnie nie byłam. Ale będę :) Na pewno będę, przecież moim celem jest przejechać Bułgarię wzdłuż i wszerz. A jeśli tam będę, to nie ominę mauzoleum Władysława Warneńczyka, które się tam znajduje.

Mauzoleum Władysława Warneńczyka w Warnie
źródło

W 1916 roku założono w Bułgarii klub piłkarski, który nazywał się Władysław Warna. Klub ten jako pierwszy zdobył tytuł mistrza Bułgarii w piłce nożnej.


  • KATARZYNA Estate

Około 7 km od Swilengradu znajduje się winiarnia Katarzyna. Mieszkamy na samym południu Bułgarii i  teren ten jest najbardziej urodzajny do uprawy winogron. 

Kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy, zobaczyłam przy drodze wielką reklamę z napisem "Katarzyna". Wtedy nie miałam jeszcze pojęcia, że chodzi o winiarnię. Ucieszyłam się, że odnalazłam pierwszy polski ślad. I tu Hristo zbił mnie z tropu mówiąc, że Katarzyna to firma, która z Polską nie ma nic wspólnego, tylko z Francją. O nie, nie, nie. Patrzę i widzę napis z polskim imieniem, przecież pisze jak byk Katarzyna, nie zaś Catherine, Katerina czy inna Cathleen. I postanowiłam dowieść prawdy i udowodnić mu, że winiarnia, mimo że francuska, z Polską ma na pewno coś wspólnego.

Okazuje się, że właścicielem winiarni jest Krzysztof  Tryliński, który mieszka w Burgundii - najbardziej znanym regionie winiarskim na świecie, mieszczącym się faktycznie we Francji. Uprawa winorośli pod Swilengradem obejmuje około 5500 hektarów ziemi.

Na zakończenie mała anegdota. Na drugie imię mam Katarzyna i bardzo często w sytuacjach oficjalnych zmuszona jestem tu w Bułgarii przedstawiać się dwoma imionami. Do ludzi nie dociera, że tego imienia nie czyta się Katarżina. Raz nawet jedna kobieta usiłowała mnie przekonać, że przecież tam jest R, a tuż za nim jest Z, które właściwie powinno być pisane w ten sposób 
Ž. Tak więc mam na imię Katarżina, czy chcę, czy nie chcę. Jedynie męża udało mi się przekonać, że tak nie jest i razem próbujemy walczyć z wiatrakami, przy różnych okazjach tłumacząc ludziom jak należycie wymawiać nazwę winnicy.

A teraz przed wami wspomniana Katarzyna w całej okazałości. 

Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.katarzyna.bg/index.php

Przed dworem Katarzyna Estate





Dwór-restauracja Katarzyna, gdzie można degustować wina.



Robią się wina, a na ścianach malowidła przestawiające Traków. Ten teren to dawna Tracja.




















Wkrótce kolejna część "Polskich śladów w Bułgarii". Zapraszam!