Zaduszki - lubię ten wyraz. Wrodzone zamiłowanie do słowotwórstwa każe mi spojrzeć na budowę tego wyrazu i uśmiecham się pod nosem, bo bardzo mi się podoba modlić się za-duszki. Za małe dusze, co to w czyśćcu błagają o to, by się wrota nieba dla nich otwarły. I później myślę, czy w ogóle dusza ma rozmiar. Mała duszka czy duża dusza, czy może ogromna jakaś! Na przykład
dusznica!
W Bułgarii tak właśnie nazywa się to święto -
ZADUSZNICA.
Kiedyś drażniło mnie, że w okresie dnia Wszystkich Świętych, jak i Zaduszek, tu w Bułgarii nie dzieje się nic. Całe życie mieszkałam pod cmentarzem. Najpierw jako dziecko, później w pobliżu największego na Podkarpaciu cmentarza, więc okres tych świąt kojarzył mi się zawsze z szaleństwem, wszechobecnymi chryzantemami i tłumem ludzi z pobrzękującymi w siatkach zniczami.
Tutaj w Bułgarii - spokój, cisza, nikomu się na cmentarz nie śpieszy. Tak, kiedyś mnie to złościło. Chciałam tupnąć nogą i krzyknąć tym Bułgarom, by się opamiętali. Powiedziałabym im, że dzisiaj jest wielkie święto, że do cerkwi powinni tłumami zasuwać, po czym na cmentarz biegnąć i tam stać, modlić się, świeczki palić i dumać!
Ale wiecie co? Jakiś czas minął już, odkąd tu mieszkam i wiele rzeczy obserwuję, widzę i pokornieję. Bułgarzy mają w ciągu roku
kilka takich zaduszek i pamięć o zmarłych okazują przy wielu okazjach, świętach. I robią to na wiele sposobów.
Duża Zadusznica - to zaduszki obchodzone w pierwszą sobotę po
Mesopustnej Niedzieli (jest to cerkiewne święto przypadające na 8 tygodni przed Wielkanocą). Tego dnia należy przygotować
koliwo, czyli ugotowane i posłodzone żyto. Ten przysmak jest tu symbolem zaduszek. Czyta się fragmenty Ewangelii dotyczący Sądu Ostatecznego, odwiedza się groby bliskich. Po czym ugotowane żyto rozdaje się bliskim osobom, sąsiadom, członkom rodziny, mówiąc przy tym, że częstujesz nim z okazji wspomnienia zmarłego brata/męża/cioci/babci. Obdarowany winny jest odpowiedzieć słowami
"Niech Bóg wybaczy martwym duszom".
Łazarowden, czyli dzień św. Łazarza. - święto obchodzone 8 dni przed Wielkanocą. Gdy Łazarz zmarł, trzy dni po jego śmierci został wskrzeszony przez Pana Jezusa. Wspomnienie tego wydarzenia świętuje się bardzo hucznie, o czym pisałam już
tutaj. Jest to również okazja do tego, wspominać swoich bliskich zmarłych i robi się to podobnie, jak w czasie Dużej Zadusznicy.
Wniebowstąpienie Pańskie - święto obchodzone w pierwszy czwartek 39 dni po Wielkanocy. Tego dnia obdarowuje się bliskich szklankami, aby ci pijąc z nich wodę wspominali zmarłych tego, który szklankę podarował. Więcej na ten temat pisałam
tutaj.
Zadusznica na Dimitrovden - dzień św. Dymitra przypada zawsze w rocznicę jego śmierci, tj. 26. października. W bułgarskiej tradycji każda zadusznica obchodzona musi być w sobotę, jako że sobotę uznaje się za dzień zmarłych. Tego roku Dimitrowden wypadał w niedzielę, tak więc na zadusznicę czekać należało do najbliższej soboty, co daje nam..... 1 listopada! Przypadkiem cerkiewne i katolickie święto pokryły się razem w tym samym dniu.
Arachangelowska Zadusznica lub Męska Zadusznica - obchodzi się w pierwszą sobotę przed świętem Archaniołów (w bułgarskim kalendarzu religijnym występuje święto poświęcone Archaniołom, tzw. Archangelowden). Wówczas dziękuje się Bogu za opiekę aniołów nad ludźmi, za to, że każdy ma swojego Anioła Stróża. Ale aniołowie opiekują się nie tylko żywymi duszami, mają pod swoją opieką również martwe dusze. Stąd też tego dnia również wspomina się zmarłych. Szczególnie ma się na uwadze żołnierzy, którzy oddali życie w walce za ojczyznę, stąd inna nazwa tej zadusznicy - Męska Zadusznica.
Czereśniowa zadusznica - przypada w pierwszą sobotę przed Dniem Zesłania Ducha Świętego, który obchodzi się w okresie letnim. Tego dnia zamiast żytem, częstuje się bliskich czereśniami, prosząc o to, by ci jedząc je, wspomnieli jego bliskich zmarłych.
Powyższe święta są obchodzone przez większość prawosławnych Bułgarów i są mocno związane z wyznaczonymi przez kalendarz dniami. Poza nimi są jednak i inne okazje do wspominania bliskich zmarłych w rodzinnym gronie. Podobnie jak w naszej polskiej kulturze obchodzi się rocznice śmierci kogoś bliskiego, tak i w kulturze bułgarskiej mają miejsce kilka takich szeroko pojętych rocznic.
Gdy umiera bliski człowiek, wtedy należy na drzwiach wejściowych domu powiesić nie kartkę, dobrze nam Polakom znaną klepsydrą, a czarną kokardę. Kawałek czarnego materiału, który ma oznaczać, że w tym domu trwa żałoba.
Bliscy zaś przeżywają jego śmierć przez 40 następnych dni. To znaczy obchodzi się rodzinne "święta", gdzie należy usiąść w gronie rodzinnym, zapalić na stole świeczkę, postawić zdjęcie przedstawiającego zmarłego i wspólnie go wspominać. Na uczcie nie powinno zabraknąć ugotowanego żyta. Uważa się, że po 40 dniach od śmierci następuje osobisty sąd nad duszą zmarłego i wtedy jego bliscy zmarli na ziemi modlą się o to, by Bóg wybaczył zmarłemu grzechy i był dla niego łaskawy.
Poza tym istnieje w Bułgarii zwyczaj wywieszania "wspomnień" wszędzie, gdzie popadnie. W każdym widocznym miejscu. Na słupach telegraficznych, na klatkach schodowych, na przystankach autobusowych. Wyglądają zupełnie jak nasze klepsydry i kto nie wie, co jest na nich napisane i co oznaczają, idąc polskim rozumowaniem pomyśli zapewne, że stało się coś strasznego. Widzi przystanek z oblepionymi trzydziestoma "klepsydrami" i pomyśli być może, że miał miejsce jakiś wypadek i są to informacje o tym, kiedy odbędzie się pogrzeb.
Otóż nie. Te kartki to "wspomnienia".
Pisze się na nich np. "
Dnia tego i tego mijają dwa lata od śmierci Ivana Jakiegośtam. Proszę wspomnij go. I niech Bóg go przyjmie do siebie". Niekiedy pojawi się jeszcze jakiś piękny wiersz. Wspomnienia są też na drzwiach, ścianach prywatnych domów z informacją, że tu żył kiedyś Taki i Taki i zmarł przed 30 laty.
Co o tym myślę? Sama nie wiem. Myślę,że to wspaniałe, że pamięta się o tych osobach, które odeszły dawno temu i że ten, kto przychodzi do twojego domu przez chwilunię choć pomyśli sobie, że żył tu kiedyś ktoś, kto był dla ciebie bardzo ważny. Z drugiej jednak strony myślę też, że to przerażające, zwłaszcza gdy za każdym razem gdy wchodzę/wychodzę z klatki schodowej mojego bloku, widzę na drzwiach zdjęcie 7-miesięcznego dziecka z napisem
"Minęły już dwa lata odkąd żyjemy bez naszego aniołka."
Co ja mówiłam na początku? Że mnie kiedyś drażniło, że w okresie Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek nie jest w Bułgarii tak, jak jest w Polsce? Nooooo, to wstyd mi. Teraz mnie to nie drażni i wszystko widzę inaczej. Bo..... może ktoś mi zarzuci, że plotę głupoty, ale
1. listopada, to tylko dzień w kalendarzu, a zaduszki - to tylko okazja.
Dzień, okazja by wspominać bliskich zmarłych. Piękne święto i bardzo potrzebne. Ile by ich nie było - czy jak w Polsce jedno, czy jak w Bułgarii - kilka.
Ale prawdziwe wspomnienie jest w nas samych. W sercu nosi się wspomnienie tego, jak cię tato uczył jeździć na rowerze, albo jak czesałaś babci włosy, albo jak ci dziadek opowiadał bajki na dobranoc. Wspomnienia są w nas i trzeba je co jakiś czas budzić, gdy przyćmią je sprawy dnia codziennego. Sprawy życia codziennego i w ogóle życia właśnie. Nad śmiercią i nad tymi, co odeszli, też czasem trzeba podumać, bo do tego, do nich .... życie nas prowadzi.
Zobacz także:
Jeszcze o wspominaniu