Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Polki na Obczyźnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Polki na Obczyźnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 listopada 2016

Bułgarskie filmy, które polecam


Oglądam dużo filmów. Dlatego też z radością biorę udział w projekcie Klubu Polki na Obczyźnie dotyczącym najlepszych filmów w Twoim kraju.

Lubię bułgarskie kino. Lubię jego prawdziwość i bezpośredniość. Mam kilka takich filmów, które lubię szczególnie i dzisiaj o nich pokrótce Wam opowiem. 


Love.net
reż. Ilijan Dżevelekov
melodramat 2011

Poprzez starannie dobranych bohaterów i relacje, jakie są między nimi film obrazuje nam zmiany w sposobie, jakim kochamy dzisiaj - w dobie internetu. Jednym z głównych aktorów jest Hristo Szopov- znany Wam chyba z filmu "Karol. Człowiek, który został papieżem".
Hristo Szopov gra w "Love.net" chirurga, który szuka miłosnych przygód w internecie. Pomimo, że w filmie dużo jest erotyzmu, zmierza on jednak ku wspaniałej puencie - główny bohater zdaje sobie sprawę, że miłość to coś znacznie więcej, niż fizyczne przyciąganie i burza hormonów.



Wschodnie zabawy
bg. Източни пиеси / ang. Eastern plays
reż. Kamen Kalev
dramat 2009

"Film opowiada historię dwóch braci – artysty rzeźbiarza Christo (Ico), który walczy z uzależnieniem i Georgiego – studenta, który wiąże się z rasistowskim gangiem. Grupa, w której działa Georgi dokonuje napadu na turecką rodzinę ze Stambułu, która spędza noc w Sofii, jadąc do Niemiec. Georgi uczestniczy w samosądzie, ale wkrótce potem ucieka. W obronie rodziny staje Christo, broniąc Turków, w tym pięknej Işıl. Uczucie do dziewczyny daje szansę Christo, aby zmieniło się jego życie."

(źródło - wikipedia)

"Wschodnie zabawy" to pierwszy bułgarski film, jaki obejrzałam i może właśnie przez sentyment musiałam go tu umieścić.



 List do Ameryki
bg. Писмо до Америка / ang. Letter to Amerika
reż. Iglika Trifonova
dramat 2001

No dobra, nie chcę tylko kopiować, ale muszę, muszę bo się uduszę. Zobaczcie na ten zachęcający opis dystrybutorów filmu:

"Gdzieś w Ameryce, za morzami, za lasami, Twój najlepszy przyjaciel walczy o życie... Nie możesz mu pomóc, bo On jest tam, a Ty tutaj. Czy naprawdę? Pewna bułgarska legenda mówi, że istnieją pieśni, które uzdrawiają. Wierzysz w to? Ruszysz na poszukiwanie pieśni - zaklęcia przeciwko śmierci? W Bułgarii, na ziemi opuszczonej przez Boga i ludzi - wszystko jest możliwe." (źródło: filmweb)
Głównym bohaterem filmu jest Iwan, który nie dostał wizy do USA po tym, jak jego przyjaciel Kamen miął w Stanach wypadek. Pomimo dzielących ich tysięcy kilometrów Iwan znalazł sposób, by być oparciem dla swojego przyjaciela i wysyła do niego niezwykły list, będący opowieścią o czasach, ludziach, miejscach, które powoli odchodzą w zapomnienie.



 Obcokrajowiec

bg. Чужденецът / ang. The Foreigner
reż. Nikołaj Iliev
komedia 2012 r.


Komedia, którą szczerze uwielbiam i śmieję się do łez. Przyjaciele Bułgar i Francuz spotykają się po latach na bułgarskiej ziemi. Francuz przypadkiem spotkał Magdalenę i zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.Postanowił ją odnaleźć i tak zaczyna się zabawna fabuła, gdzie Żerard dociera do bułgarskiej wsi i spotyka się z bułgarską rzeczywistością i mentalnością.



Tak sobie myślę, że chyba napiszę Wam podobny post o bułgarskich serialach. Jest ich naprawdę niewiele (w porównaniu z tym, jak dużo jest polskich seriali), ale są na wysokim poziomie!

czwartek, 8 września 2016

Legendarne i baśniowe postaci w Bułgarii


Niniejszy post powstał we współpracy z Klubem Polki na Obczyźnie. Jeśli we wrześniu będziecie śledzić Klub Polki, dowiecie się jakie dziwne stworzenia funkcjonują w wierzeniach ludzi na całym świecie.

  


     Zacznę osobistym wyznaniem - uwielbiam legendy, podania, baśnie. Jest w nich coś, co mnie przyciąga. Mimo, że dzisiejszy świat jest tak bardzo zaawansowany w nauce i technice, to jednak stare, dobre legendy i baśnie wciąż są żywe i aktualne. W każdej kulturze, w każdym państwie, w każdym zakątku świata. Dzisiejsze światłe umysły umieściły magię i legendy w jednym bezpiecznym, wygodnym do życiu miejscu, zwanym folklorem. Tak więc nasi praprzodkowie nie mają prawa się obrazić na młodych za nieposzanowanie tradycji. Baśniowe postaci w folklorze żyją i wzbudzają lęk i ciekawość. Ile jest prawdy w ich istnieniu? Bogowie wiedzą!

Przedstawiam Wam zaledwie kilka legendarnych stworzeń z bogatego, bułgarskiego folkloru.



                                                                                      Hali

źródło
                                                       

   Hali to postacie, których nie można spotkać nigdzie indziej, wyłącznie w bułgarskim, serbskim  i macedońskim folklorze. Uważa się, że są to demony kobiece, które istnieją tylko po to, by niszczyć i grabić. Połykają dzieci, połykają żniwa, a czasem podczas zaćmienia próbują połknąć Słońce lub Księżyc i spowodować koniec świata. Hali najczęściej się pojawiają pod postacią mgły, gradu, huraganu, ciemności. 


                                                                                  Wróżki

źródło
                                     

      Bułgarskie wróżki to piękne, jasnowłose panienki mieszkające w lasach i górach, kąpające się nocą w górskich jeziorach. Zdarzało się bułgarskim wróżkom porywać owczarzy, którzy potrafili pięknie gwizdać. Wróżki i elfy potrzebują dobrych muzyków, by w rytm pogwizdywania tańczyć nad brzegiem jeziora. Jednak bułgarskie wróżki mają swój słaby punkt - są dosyć łakome i jeśli ukochana, bądź też matka porwanego upiecze wyśmienity chleb, może nim wykupić owczarza i przywrócić go do domu.

                                                                               Kucułan

źródło

      W bułgarskim folklorze imię Kucułan należy do najbardziej krwiożerczego i niebezpiecznego wilka. Mimo że Kucułan jest samotnym wilkiem, jednocześnie jest także przywódcą stada wilków. Przedstawiany jest jako wielki, ogromny wilk lub jako postać ludzka - przygarbiony starzec. 
    Według starej bułgarskiej legendy kiedyś Pan Bóg dał wilkom ograniczony czas, w którym miały znaleźć dla siebie jedzenie.  Wszystkim wilkom udało się zdobyć pożywienie. Jedli więc sarny, zające i inne zwierzęta leśne. Tylko jednemu Kucułanowi nie udało się nic upolować w wyznaczonym czasie. Usiadł więc głodny pod drzewem. Przy drzewie stał człowiek zbierając owoce do koszyka. Głodny wilk spytał człowieka, czy może go zjeść. Ten zaś mu odpowiedział, że nie, że tak się nie robi. Ale na wszelki wypadek lepiej spytać, co o tym myśli sam Pan Bóg. Bóg wysłuchawszy obu stron pozwolił wilkowi najeść się człowiekiem i tak też się stało. Od tego momentu Kucułan jest najbardziej niebezpiecznym wilkiem na świecie, bo żywi się ludzkim ciałem.


 
                                                                          Narecznice

                                                     
źródło

          Narecznice są personifikacją ludzkiej doli. Za ich pomocą ludzie tłumaczyli sobie fakt, że coś człowiekowi się przytrafia, bo tak po prostu miało być, bo od małego to właśnie było mu pisane. 
         Bułgarskie narecznice to trzy kobiety. Najstarsza z nich ma około 30-35 lat, a najmłodsza około 20. Narecznice żyją wiecznie, a ich dom znajduje się na końcu świata. Przychodzą do noworodków 40 dni po jego urodzeniu. Pochylają się nad jego głową i wyznaczają mu przyszłość. Najpierw robi to najmłodsza narecznica, później średnia a na końcu najstarsza, przy czym decyzje najstarszej są najważniejsze i najbardziej znaczące dla życia młodego człowieka. Dobrze jest zostawić narecznicom jakiś poczęstunek, by właściwie ugoszczone stworzenia odwdzięczyły się dobrym losem dla dziecka. 

       


       Legendarnych postaci w bułgarskim folklorze jest dużo więcej. Na blogu Szopska Sałata poczytacie stworku zwanym Karakondżuł, a w moim marcowym poście poczytacie o Babie Marcie. Jeśli temat Was interesuję, napiszę Wam kiedyś o ciekawych bułgarskich legendach.

piątek, 26 lutego 2016

Krwawy podatek

 Niniejszy post powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Tą zimową porą zdecydowałyśmy się opowiadać Wam o przerażających, strasznych historiach ze świata. 

 
źródło
         Dziś opowiem Wam zatem straszny fakt z bułgarskiej historii.

       2. lutego obchodzi się w Bułgarii święto mężczyzn. Już przed wiekami tego dnia  czczono męską siłę. Dawniej zawsze 2. lutego młodzi Bułgarzy ubrani w narodowy strój wychodzili na środek wsi i tam świętowali Dzień Mężczyzny, będąc w absolutnym centrum uwagi. Starsi mieszkańcy, którzy im się przyglądali, wypowiadali się na temat ich przyszłości: "Ten nadaje się na pasterza... z tego będzie dobry budowniczy, a tamten pewnie pójdzie do miasta i zostanie nauczycielem...."


      Za czasów Imperium Osmańskiego, gdy Bułgarzy byli pod tureckim panowaniem, tureckie oddziały piechoty wiedząc o tym, że tego dnia prezentuje się dumnie silnych i zdrowych mężczyzn, postanowili to wykorzystać. Wkraczali w domostwa i porywali najsilniejszych i najzdrowszych chłopaków. Domy przebrzmiewały płaczem, przelewały się łzy i krew. Na bramie gospodarstwa, z którego Turcy porwali chłopaka, zostawiali krwawy znak ku przestrodze. Nazywano to krwawym podatkiem.  Znalazło się jednak kilka mądrych kobiet, które zabijały tego dnia koguta i jego krwią smarowały bramę wejściową. Turcy, widząc krwawy znak, byli przekonani, że ktoś był już tu przed nimi i omijali naznaczone domostwo. Podstępem niektórym Bułgarkom udawało się ocalić życie swoim synom.



źródło

    Wspomnienie tych wydarzeń Bułgarzy upamiętniają do dnia dzisiejszego, a święto obchodzone 2 Lutego zyskało nazwę "Petliovden" - co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Dzień Koguta.

piątek, 25 grudnia 2015

niedziela, 8 listopada 2015

Była sobie Polka... na wakacjach – film Klubu Polki na Obczyźnie


Zachęcam wszystkich do obejrzenia poniższego filmiku. 
Za jego wykonanie szczególnie dziękuję  Dorocie z bloga Kropla Arganu. Równie wielkie podziękowania ślę dziesiątkom Polek na obczyźnie, które przyłączyły się do projektu i do powstania filmu.

Spójrzcie, jak Polki spędzały tegoroczne wakacje!





wtorek, 30 czerwca 2015

Smutek z Plotkarą Polki odwiedzają - Bułgaria



Przyjechali do mnie niezwykli goście. Ich odwiedzin oczekiwałam od bardzo dawna, ale nie sposób się dziwić, że ich podróż zajmuje dużo czasu. W końcu zanim odwiedzili mnie w Swilengradzie, zdążyli także odwiedzić Rzym, Perugię, Genuę, Dolinę Aosty, Mediolan, Vicenzę. Z Włoch wyruszyli do Słowenii, stamtąd na Cypr, a później do Turcji. Ale to dopiero początek ich wielkiej podróży. Przed nimi jeszcze pozostała część Europy, Afryka, Azja, Australia i obie Ameryki.
Dlaczego dwie szydełkowe lalki zwiedzają świat? Jest to akcja Klubu Polki na Obczyźnie dedykowana panu Zbigniewowi Stanisławskiemu, wspaniałemu animatorowi i rysownikowi. Pragnie on stworzyć film "Planeta Wyobraźni", którego głównymi bohaterami są moi goście - wiecznie przygnębiony i zaspany misiek o imieniu Smutek oraz jego przyjaciółka - roztrzepana i gadatliwa mucha Plotkara. Więcej o całej akcji dowiecie się klikając TUTAJ.

JEŚLI MACIE OCHOTĘ ŚLEDZIĆ PODRÓŻ SMUTKA I PLOTKARY, KONIECZNIE POLUBCIE ICH NA FACEBOOK'U I BĄDŹCIE NA BIEŻĄCO! - Fanpage Smutka i Plotkary

A oto relacja z pobytu w Bułgarii.

Bułgaria przywitała ich pochmurnym niebem.

Starałam się bardzo ugościć ich miło i serdecznie. W związku z tym poczęstowałam ich rakijką i sałatką - jak to w każdym szanującym się bułgarskim domu należałoby zrobić. Wierzyłam, że przy stole poznamy się lepiej, ale moi towarzysze po wypiciu rakiji zachowywali się co najmniej dziwnie... Plotkarze coś się chyba pomyliło, a Smutek padł jak długi....


Następnego ranka postanowiłam trochę wspomóc ich marne samopoczucie, a jak wiadomo, na kaca dobry jest ruch! Poćwiczyli więc trochę pilates z taką jedną, co to zawsze się wygina w pobliskim parku. 


Po czym stwierdzili, że zanim ruszą na zwiedzanie okolicy, muszą się zaprzyjaźnić z lwem. Lew przecież jest symbolem Bułgarii, stanowiącym główny element bułgarskiego herbu. Główka pracuje! Już oni dobrze wiedzą, koło kogo się zakręcić, żeby w Bułgarii było miło.


Dowiedzieli się nawet, że Bułgaria słynie z niezwykłych wykopalisk. To w Bułgarii znaleźć można skarby sprzed nawet 2 000 lat! 

Nie patrz Plotkaro! I tak Ci nie kupię tego naszyjnika.
W przerwie obiadowej postanowili kupić baniczkę, nie bardzo mogli się zdecydować, którą wybrać.


Pospacerowali trochę ulicami Swilengradu...


i wyruszyli poza miasto. Choć zdawać by się mogło, że nawet cofnęli się w czasie! Oto oczom im ukazały się dziwne fortece, starożytne mury...


i zagrody....


Taka gościna im się podobała! Zostali należycie potraktowani! Czuwali przy nich prawdziwi rycerze. Z jednym takim to nawet się zaprzyjaźnili.


Jak na niezwykłych gości z zagranicy przystało, usiedli na honorowym miejscu!

Who's the boss???

Spoczęli na królewskim łożu.



A później karocą udali się na dalsze zwiedzanie.



Oprócz smacznego jedzenia, pamiętnych trunków, powiewu przeszłości i historii Bałkany to także niezwykła przyroda. Pokazałam zatem Smutkowi i Plotkarze szczyt "Szeinowec" , z którego rozpościera się niezwykły widok.
Oto rzut okiem na bułgarskie pasmo górskie Rodopy Wschodnie...




Wystarczy tylko spojrzeć troszkę w przeciwną stronę, by spoglądać już na krajobraz Grecji. 

Witaj Grecjo! Szkoda, że nie ma Cię na naszej mapie podróży, ale super, że chociaż troszkę możemy na Ciebie spojrzeć. Smutek i Plotkara pozdrawiają Polki w Grecji!
Ponoć w Rodopach urodził się Orfeusz.


Smutek i Plotkara posmyrali go po stópkach - tak pieszczotliwie :D


Ostatnim przystankiem naszego zwiedzania były dziwne klocki w centrum miasta. Godne zainteresowania, nie sposób było je pominąć, ale....


ale że moi goście nie za bardzo wiedzieli, co właściwie artysta miał na myśli, a  że bardzo nie chcieli wyjść na dziwaków, co to nie rozumieją sztuki współczesnej, postanowili dostosować się do sytuacji i postarali się o jakiś super-hiper-modern szpagat!


Jest mi bardzo miło, że mogłam wziąć udział w tym projekcie i gościć tych przesympatycznych pluszaków u siebie. Życzę im szerokiej drogi i mam nadzieję wkrótce zobaczyć, jak im się będzie zwiedzało Skandynawię.

piątek, 26 czerwca 2015

Film pt. "Była sobie Polka"


Filmik, który staram się promować wszędzie, gdzie tylko mogę. Jak internet długi i szeroki. Cieszę się, że zakończył się sukcesem i że zaangażowało się w niego tak wiele Polek.

Chciałabym zdradzić dziś, jak pomysł na ów film zrodził się w mojej głowie. Najpierw muszę się przyznać, że bardzo wciągnęłam się w oglądanie polskiego serialu pt. "Lekarze". W ostatnim odcinku pewna młoda lekarka postanowiła przygotować niespodziankę starszej pediatrze, która odchodziła na emeryturę. Poprosiła kolegów z pracy, by zapozowali do zdjęcia trzymając w ręku kartkę z napisem. Podczas uroczystego pożegnania lekarki przedstawiono jej na tablecie zdjęcia ułożone w odpowiedniej kolejności. Tylko wtedy poszczególne części zdań miały sens.
Oto screeny z "Lekarzy", które obrazują to, o czym mówię.



Pomysł na pożegnanie emerytki zrobił na mnie duże wrażenie i pojawiła się w mej głowie myśl, by w podobny sposób powiedzieć światu kilka słów o nas - Polkach na obczyźnie. Kobiety z wirtualnego Klubu Polek (znajdziecie go tutaj - klubpolek.pl) zgodziły się na moją propozycję, byśmy zrobiły wspólnymi siłami film i opowiedziały w nim o naszych emigracjach.

Stworzyłyśmy tekst, podzieliłyśmy się jego fragmentami, wczułyśmy się w rolę i razem przekazujemy światu to, co jest dla nas istotne. Okazuje się bowiem, że mimo tego, iż dzielą nas setki, tysiące kilometrów, to łączą nas też setki, też tysiące spraw, o których nie sposób opowiedzieć w kilkuminutowym filmiku. Zaledwie część tego o czym myślą, czego pragną, za czym tęsknią, jak żyją polskie emigrantki prezentuje nasza fotograficzna opowieść, którą obejrzałam już jakieś 200 razy. A Wy jeśli jeszcze tego nie widzieliście - koniecznie musicie to nadrobić.
Oto wspomniany filmik:


Jest pierwszy, ale zarys kolejnej, podobnej i jednocześnie zupełnie innej opowieści już pomału się w klubie klaruje.

poniedziałek, 4 maja 2015

2. Maja - Dzień Polonii i Polaków za granicą


2. Maja to święto Polaków za granicą. Cieszę się, że polscy emigranci mają swoje święto, bo nawet za granicą wciąż jesteśmy Polakami. Często mamy tam rodziny, wspomnienia, przyjaciół. A Polskę mamy w sercach.

Ja na majówce i tak jestem myślami w Polsce. Każdy dzień długiego weekendu powoduje we mnie refleksję i tonę w mojej wyobraźni. Wyobrażam sobie, że spaceruje po rzeszowskim rynku, że lepię z mamą pierogi, że idę z przyjaciółką na piwo pod parasolkami, że bawię się z Kalinką na placu zabaw pod moim blokiem. Do czego doprowadzają mnie te sentymenty, łatwo się domyślić, ale kiedy się tak wzruszać, kiedy tęsknić, kiedy wracać myślami do tej Polski, jak nie w maju!
W maju, w tramwaju, w kinie, w Lublinie...

Klub Polki na Obczyźnie przygotował małą niespodziankę od Polek. Zapraszam więc do jego obejrzenia. Jest nas całe mnóstwo w szerokim świecie. Tęsknimy, wspominamy, pamiętamy. Polki.

środa, 4 marca 2015

Bajki tysiąca i jednej Polki - "W poszukiwaniu wiosny"


Poniższy post powstał w ramach projektu "BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI" Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów. 

                                         


"Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.
Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj."
BAJKA 3. 
"W poszukiwaniu wiosny"

     Dziewczynki wstały z wygniecionego papieru, poprawiły włosy, ułożyły falbanki na swoich sukienkach i rozejrzały się wokół siebie.
- Gdzie my jesteśmy? – Spytała młodsza siostra.
- Nie mam pojęcia, ale na pewno zaraz się dowiemy. – Odpowiedziała Karinka. – Słyszysz to?
     Ala i Karinka nasłuchiwały głosów dochodzących z podwórka pobliskiego domu. Na dworze siedziała stara babcia i płakała. Przejęte siostry podbiegły do staruszki i spytały zatroskane?
- Co się pani stało? Kim pani jest?
     Kobieta rzekła:


Witajcie przemiłe dziewczęta.
Jestem bardzo zmartwiona i przejęta.
Babą Martą mnie nazywają
wszyscy Bułgarzy, co na wiosnę czekają.
Ja zawsze wiosnę im czarowałam
I słońce wpuszczałam i kwiatki siałam.
Lecz teraz nie mogę. Nie wiem, gdzie się podziały
Oznaki wiosny. Gdzie one się schowały?

     Dziewczynki wysłuchały zapłakanej kobiety. Baba Marta powiedziała im, że każdego roku w Bułgarii w dniu 1. marca wszyscy Bułgarzy wiążą sobie na dłoniach czerwono-białe sznureczki. Noszą je na rękach aż do dnia, w którym zobaczą pierwsze oznaki wiosny, takie jak kwitnące drzewo, czy przelatujący bocian. Wówczas ściągają sznurki i wieszają je na drzewie. W ten sposób zapewniają sobie zdrowie i szczęście przez cały rok. Ale tego roku wiosna dobrze się skryła Babie Marcie. Zupełnie nie wiadomo, gdzie się podziewa. 
I nic nie pomagają magiczne moce staruszki. Próbowała już ona przeróżnych magicznych sztuczek, ale nic z tego. Wiosny jak nie było, tak nie ma.
     - Niech się pani tak nie martwi. My pani pomożemy odszukać wiosnę. Uwielbiamy bawić się w chowanego, więc jesteśmy dobre w poszukiwaniach. Niech nam pani da chwilkę, a wrócimy do pani z wiosną. Żeby  żaden Bułgar nie narzekał już więcej na mróz i by bułgarskie dzieci nabrały siły i ochoty na zabawę na świeżym powietrzu.  I wraz z promykami słońca wszyscy Bułgarzy będą tryskać zdrowiem i energią. – Powiedziała Karinka, bo choć była młodziutką dziewczynką, to miała mnóstwo odwagi. Była gotowa przenosić góry, by osiągnąć zamierzony cel.
     - O tak! Pomożemy pani, może pani na nas liczyć. – Tymi słowami Ala poparła siostrę, bo choć była troszkę starsza od Karinki, to uwielbiała pomagać potrzebującym i robiła to z ogromną przyjemnością.
      Baba Marta bardzo się wzruszyła. W podzięce za udzieloną jej pomoc postanowiła obdarować dziewczynki czymś od serca. A że nie była zamożna, zdecydowała poczęstować dziewczynki upieczoną przez siebie pyszną bułką ze serem.
    Baba Marta otarła łzy i pomachała dziewczynkom na pożegnanie, wierząc, że młode, silne, energiczne dziewczynki dużo szybciej odszukają wiosnę. Są przecież silniejsze i sprytniejsze od niej. Na pożegnanie babcia założyła dziewczynkom czerwono-białe sznureczki na dłonie, by dzięki nim móc w magiczny sposób widzieć, jak dziewczynki sobie radzą.
     Stara kobieta zabrała się za wypieki, a dzielne dziewczynki ruszyły w podróż po pięknej Bułgarii w poszukiwaniu wiosny. Jak to zwykle bywa w bajkach, minęły dziewczęta siedem wzgórz, siedem lasów, aż tu nagle stanęły przed bajecznie pięknymi Siedmioma Jeziorami. I nie wiedziały, że znajdują się w górach Riła, gdzie Rilskich Siedem Jezior stanowią jeden z najpiękniejszych obiektów turystycznych w Bułgarii. 
siedem Jezior Rilskich


                      
     Odważna Karinka biegała pomiędzy jeziorami szukając śladów wiosny:
     - Przecież ona musi tu gdzieś być, wśród tak pięknej przyrody nie może jej brakować.
Na co odpowiedziała starsza Ala, by poszukały wiosny gdzie indziej, bo najwidoczniej tutaj jej nie znajdą…
     A tymczasem Baba Marta przesiała mąkę, dodała do niej mleko, drożdże i cukier. Myślami była przy swoich małych przyjaciółkach. Złapała się za koniec czerwonego sznureczka, wiszącego na jej ręce i tym magicznym sposobem zobaczyła, jak radzą sobie dziewczęta. Rzekła:


 Niech się wiosna opamięta,
Bo te dzielne, odważne dziewczęta

zwiedziły Rilskich Jezior Siedem

a gdzie wiosna? Nie wiem, nie wiem…

     Dziewczynki ruszyły w dalszą podróż, aż stanęły przed ogromnym wzgórzem. Na jego szczycie widniały ruiny zamku. I nie wiedziały, że znajdują się w Velikim Tyrnowie, jednym najpiękniejszych bułgarskich miast. Oczarowane siostry zechciały natychmiast dotrzeć na sam szczyt. Przyglądały się obwarowaniom z XIII wieku i czerpały ogromną radość z tego, że mogły tam bawić się, biegać i skakać po ogromnych ruinach, wspinać się na wysokie resztki zabudowań. 
Veliko Tyrnovo, Carevec.
                                   
     Spoglądały z wysoka na widniejący nieco dalej Velikotyrnowski Uniwersytet. Ala powiedziała:
     - Och… Jakże bym chciała móc kiedyś uczyć się właśnie na tej uczelni i mieć przy tym tak niesamowity widok na wzgórze Carewec.   
     
- Alu… na wszystko przyjdzie czas – odpowiedziała na to siostra. – Teraz musimy znaleźć wiosnę, bo obiecałyśmy to Babie Marcie. Prędko, szukajmy dalej!
     A tymczasem Baba Marta dodała do mąki jajka i masło i zagniotła piękne ciasto. Odstawiła je, by ładnie wyrosło. Myślami była przy swoich małych przyjaciółkach. Złapała się za koniec czerwonego sznureczka, wiszącego na jej ręce i tym magicznym sposobem zobaczyła, jak radzą sobie dziewczęta. Rzekła:
Niech się wiosna opamięta
Bo te dzielne, odważne dziewczęta

Widziały Rilskich Jezior Siedem

I velikotyrnowski Carewec.

A gdzie wiosna? Nie wiem, nie wiem…


     Dziewczynki ruszyły w dalszą drogę, minęły siedem kolejnych wzgórz, aż dotarły do Płowdiwu. I nie wiedziały, że są w jednym z największych bułgarskich miast, które słynie z bogatej historii. Zabytki tego miasta sięgają I tysiąclecia p. n. e. i do dziś zapierają dech w piersiach. Dziewczynki oglądały pozostałości murów rzymskich, starożytne ruiny i niezwykły teatr rzymski.
Antyczny teatr rzymski, Płowdiw


     Ala i Karinka poczuły się jak ryby w wodzie, gdyż bardzo, ale to bardzo lubiły występować na scenie. Śmiała Karinka wbiegła na sam środek teatru, a Ala stanowiła jej widownię. Dziewczynki śmiały się radośnie i wygłupiały. Bawiły się w Hamleta i w Romeo i Julię, gdyż sztuki te były im dobrze znane. Dziewczynki tak bardzo lubiły czytać.

     - O nie! Zapomniałyśmy o naszych poszukiwaniach! Gdzie jest wiosna? – Opamiętała się Ala i krzyknęła w niebogłosy. – Prędko, szukajmy dalej!
     A tymczasem Babie Marcie wyrosło piękne ciasto na bułkę. Rozwałkowała je, posypała świeżym serem, zawinęła w zgrabny rulon i włożyła do rozgrzanego pieca.
Myślami była przy swoich małych przyjaciółkach. Złapała się za koniec czerwonego sznureczka, wiszącego na jej ręce i tym magicznym sposobem zobaczyła, jak radzą sobie dziewczęta. Rzekła:



Niech się wiosna opamięta
Bo te dzielne, odważne dziewczęta

Widziały Rilskich Jezior Siedem

I velikotyrnowski Carewec.

I teatr antyczny w Płowdiwie,

Lecz gdzie jest wiosna? Nikt nie wie…

     Dziewczęta szukały dalej, aż dotarły nad piękne, bułgarskie morze.
     - Tu z pewnością znajdziemy wiosnę. – Powiedziała pełna nadziei Ala.
     Nadmorskie miasteczko zwane Nesebyr, jawiło się przed dziewczynkami swoim pięknem. Wąskie uliczki, niskie domy o charakterystycznej konstrukcji, budynki pochodzące z XI-XIV w. Dziewczynki nie wiedziały, że Nesebyr jest jednym z najpiękniejszym miasteczek na świecie. Świadczy o tym fakt, że spora część jego zabytków wpisana jest na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.


Nesebyr

     A nadmorskie fale tak urzekły Karinkę, że zechciała natychmiast wykąpać się w morzu.

     - Stój! – Krzyknęła Ala. – Nie możesz kąpać się w morzu w zimie! Najpierw znajdźmy wiosnę!
     - Masz rację. – Odpowiedziała młodsza siostra. – Tutaj wiosny wciąż jeszcze nie ma.
      A tymczasem Baba Marta wyjęła bułkę z pieca i pozostawiła ją do ostygnięcia.
Myślami była przy swoich małych przyjaciółkach. Złapała się za koniec czerwonego sznureczka, wiszącego na jej ręce i tym magicznym sposobem zobaczyła, jak radzą sobie dziewczęta. Rzekła:
Niech się wiosna opamięta
Bo te dzielne, odważne dziewczęta

Widziały Rilskich Jezior Siedem

I velikotyrnowski Carewec.

I teatr antyczny w Płowdiwie,

I Morze Czarne w mroźnej zimie,
Bo wiosny jak nie było, tak nie ma…

     Poszukiwania Karinki i Ali nabrały tempa. Dziewczynki zaglądały pod każdy kamień. Oglądały każdą gałązkę każdego napotkanego drzewa. Wyszukiwały pąków kwiatów i innych oznak wiosny. Wtem nagle oczom dziewczynek ukazały się prawdziwe skarby. Nie wierzycie? Tak! Skarby! Na ziemi leżał wielki srebrny naszyjnik. Widać było, że jest on bardzo, bardzo stary. Ala podniosła go z ziemi i zachwycała się jego pięknem. W tym samym czasie Karinka znalazła inne części starodawnej biżuterii. Złoto, srebro, brąz. Dziewczynki nie wiedziały, że Bułgaria słynie z archeologicznych wykopalisk, gdzie znalezione skarby świadczą o życiu i kulturze pradawnych ludów. 
Skarby znalezione w okolicach Svilengradu


     - Karinko, zobacz jakie cuda tu znalazłyśmy. Te rzeczy są przepiękne!
Tymczasem Baba Marta zrobiła się głodna. Czekała na dziewczynki tak długo, że zaczęło jej burczeć w brzuchu. Rzekła do siebie:

- Szukały wiosny dzielne siostry,

Lecz wiosna dobrze się schowała,

Znaleźć się dzieciom nie dała.

A ja taka głodna już jestem!

Zjem sobie bułki kęsek!

     I oderwała kawałeczek świeżo upieczonej bułki. Wtem oczom dziewczynek ukazał się niezwykły widok! Z ziemi szybko zaczęły wyrastać zdrowe, zielone roślinki. W mgnieniu oka Bułgaria zalała się kolorowymi kwiatami. Zachmurzone niebo rozpostarły radosne promienie słońca, a wraz ze świeżutkim powiewem wiosennego wiatru stanęła przed dziewczynkami Baba Marta!

- Dziewczynki moje kochane!
Jesteście cudowne, wspaniałe!

Tak mądre, tak odważne,

Tak dokładne, skrupulatne.

Jak dziękować wam, dziewczęta. 

Przyszła wiosna, taka piękna.
Gdybym o Was nie myślała,
Magicznej bułki piec bym nie chciała.
Dzięki Wam żaden Bułgar już nie będzie
Narzekał, że mu zimno, mroźno wszędzie!


     Zachwycone dziewczynki skakały z radości! Zdjęły z rączek czerwono-białe sznureczki i według bułgarskiego zwyczaju zawiesiły je na kwitnącym drzewie. Udało im się dokonać wspaniałej rzeczy. Pomogły komuś z czystego serca, a w dodatku są bogatsze duchowo o nowe doświadczenia. zobaczyły kawałek pięknych Bałkanów. Były  z siebie dumne i spokojnie mogły ruszyć już w dalszą podróż. Otrzymały od Baby Marty sporą część wspaniałej bułki z serem i pomachały staruszce na pożegnanie.

********
Na marginesie.
Jestem zaszczycona, że mogłam wziąć udział w tym zacnym projekcie. Dziewczynkom życzę wszystkiego dobrego, pięknego, cudownego przede wszystkim w życiu realnym, jak i w ich dalszych literackim podróżach.
Zależało mi, by pokazać siostrom nie tylko miejsca, z których słynie Bułgaria, ale również ważny element bułgarskiej tradycji, jakim jest święto 1. Marca. Więcej na temat Baby Marty i poczytać można TUTAJ. Pokazać chciałam również bułgarską wiarę w to, że symboliczne częstowanie pitą (rodzajem drożdżowej bułki z serem fetą), ma przynosić zdrowie i powodzenie. Na koniec trochę żartobliwie nawiązuję do mentalności Bułgarów, którzy mimo tego, że zimę miewają krótką i wcale nie taką srogą, jak im się zdaje, bezustannie całą zimę narzekają na mróz i wypatrują wiosny.

sobota, 6 września 2014

Ach.. Żeby tak móc zjeść ciastko i mieć ciastko... czyli mój kraj idealny!

W życiu czasem bywa tak, że stajemy przed trudnymi wyborami. Wszyscy ci, którzy żyją poza granicą swojej ojczyzny, wiedzą dobrze o czym mówię. Każdy z nich miał jakiś swój powód, dla którego tam się znalazł, a życie na emigracji - czy to zarobkowej, czy jakiekolwiek innej, bywa czasem dosyć trudne.

Gdyby tak można było tańczyć na dwóch weselach jednocześnie, i gdyby tak dało się nie musieć wybierać,  i gdyby tak dało się.... żyć w kraju idealnym!

"Twój idealny kraj" to temat wrześniowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. W tym miesiącu Polki piszą o swoim idealnym kraju złożonym z pięciu cudownych cech Polski i pięciu cudownych cech kraju na obczyźnie.

Bułgaria.....
Bułgaria znajduje się gdzieś na szarym końcu Europy. Biedny, zapuszczony kraj, w którym to życie nie jest łatwe.

Oto moja wspaniała piątka z Polski. Gdybym to wszystko tu miała, pewnie żyłabym w kraju idealnym.

1. Bliscy

Nikogo chyba nie dziwi, że marzę o tym, by jak za sprawą czarodziejskiej różdżki móc mieć wszystkich swoich krewnych przy sobie. Móc pójść na kawę do kuzynki, spędzać dużo czasu z cudowną chrześnicą, razem z mamą lepić pierogi i kisić ogórki na zimę!
Do tego tak zwyczajnie spotkać się z przyjaciółką i być zawsze przy niej wtedy, gdy mnie potrzebuje. Choć i tak wierzę w prawdziwą przyjaźń, której nie zmieniają dzielące kilometry. Sama mam dwie serdeczne przyjaciółki. Poza tym znam tutaj pewną kobietę, która mieszka od 40 lat w Bułgarii. Jej najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa to pani, która wyszła za mąż za Niemca i mieszka w Niemczech. Mimo to kobiety kiedyś stale do siebie pisały listy, teraz stale od siebie  dzwonią. Na każdych wakacjach planowały tak urlop w Polsce, by mogły się raz  w roku spotkać. Dziś spotykają się w Polsce na wakacjach emerytek :) Można? Można.
Ale mimo to, wolałabym mieć bliskich przy sobie, coby mogło być - jak głosi temat posta - idealnie!


2. Klimat

W moim kraju idealnym będzie polski klimat. Nie będzie 40 stopniowych upałów! Będzie czuć świeżość w powietrzu, a nie suchość, za którą idzie wszędobylski pył i kurz. Będzie zielona trawa, a nie brązowa i spalona słońcem. I złota polska jesień. A jak spadnie śnieg, to taki, który nie zamieni się natychmiast w chlapę.

3. Infrastruktura

Tak, w Bułgarii bywa brzydko. Stan budynków niekiedy woła o pomstę do nieba. Chodniki, gdyby miały czoło, to pewnie na czole wyryte miałyby "błagamy o remont". Bułgaria wygląda trochę tak, jak Polska 20 lat temu. I tego bym chciała! Wielkich, widocznych zmian, jakie następują w Polsce na naszych oczach. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam do mojego rodzinnego miasta, nie mogę go poznać.
To zabrałabym z Polski do mojego kraju idealnego - świeżość budynków, wszechobecne żywe kolory, powiew nowoczesności.

4. Grzybobranie

Oszalałam, prawdziwków mi brakuje do szczęścia... A no brakuje.  Nie byłam na grzybach od wielu lat, a grzybobranie jest przecież takie... polskie!
Zapach lasu, poranne spacery w gumiakach, radość ze znalezionego grzyba, przekazywanie wiedzy z pokolenia na pokolenie, ich czyszczenie i suszenie. I ten cudowny zapach! A później - wigilijne pierogi z kapustą i grzybami!
Ktoś by powiedział - idź zatem w Bułgarii na grzyby. Byłam. Ale to nie to samo. Zamiast lasu - polanka, zamiast prawdziwków i kozaczków - wyłącznie kurki.
Nie, to nie to samo. Suchy klimat Bułgarii nie da mi nigdy takiej satysfakcji ze zbierania grzybów, jak Polska!

5. Wszystkich Świętych

To święto, za którym bardzo tęsknię. Od wielu lat Wszystkich Świętych spędzam poza granicą Polski. I jest mi zawsze wtedy bardzo przykro, gdyż tu w Bułgarii w tych dniach nie dzieje się absolutnie nic, a w Polsce klimat wtedy jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Lubię tę zadumę nad grobami bliskich, lubię to chryzantemowe szaleństwo, lubię wieczorne spacery przy blasku tysiąca zniczy, lubię tłumy ludzi na cmentarzach, które o czymś właśnie świadczą. O czymś bardzo ważnym - pamięci o zmarłych, wspólnej modlitwie, jedności narodowej.
Bułgarzy, owszem, swoją pamięć o bliskich zmarłych również okazują, ale jak to robią, opowiem dopiero .... w listopadzie!


A teraz powiem, że mimo tego, że Bułgaria znajduje się gdzieś na szarym końcu Europy, że jest biednym i zapuszczonym krajem, w którym życie nie jest łatwe, mimo tego, że nie jest tu idealnie, że wiele rzeczy prosi się o ulepszenie, że budynki są zaniedbane a drogi dziurawe, to jednak jest wiele, całe mnóstwo innych rzeczy, które w Bułgarii kocham. Bo Bułgaria to nie tylko równe czy mniej równe chodniki. To ludzie, tradycja, folklor, przyroda, historia, zwyczaje, ludzka mentalność i podejście do życia. Bo nie tylko to, co widać gołym okiem, można poddawać krytyce i uważać za piękne.
Pomimo wszystko (!) zawsze powiem, że Bułgaria jest piękna.

Oto moja wspaniała piątka z Bułgarii, która w połączeniu z powyższymi cechami Polski, sprawiłaby, że moja Polgaria byłaby dla mnie krajem idealnym.

1. Krajobrazy

Turyści przyjeżdżający do Bułgarii zazwyczaj wypoczywają nad Morzem Czarnym. Niewątpliwie jednak i w głębi kraju jest wiele ciekawych miejsc. Bułgarskie pasmo górskie Rodopy jest jednym z najpiękniejszych w Europie. Nie będę tutaj piała z zachwytu nad bułgarską przyrodą, bo jakichkolwiek epitetów bym tu nie użyła, żadne słowa nie oddadzą tego, co zobaczyć mogą oczy.
Zainteresowanych zapraszam do Bułgarii, a na zachętę polecam obejrzeć TEN filmik na youtube.

2. Usługa ekspresowa

Ten aspekt będzie bardzo praktyczny. Chodzi o ekspresową usługę w urzędach przy tworzeniu dokumentów. Funkcjonuje tutaj pewien system, który nie rozumiem, czemu dziś w XXI w. nie zaistniał jeszcze w Polsce.  Mianowicie dokumenty takie jak dowód osobisty czy paszport można odebrać jeszcze tego samego dnia, w którym złożyło się wniosek. Oczywiście normalny czas oczekiwania to jeden miesiąc, ale jeśli komuś zależy na czasie, to może bez najmniejszego problemu dostać dokument za kilka godzin. Za dodatkową opłatą. Nie orientuję się, jaka to opłata. Przypuszczam nawet, że nie jest ona niska. Ale mimo to, uważam że jest to doskonała sytuacja dla tych, którzy paszport potrzebują na już. Wiem, że w Polsce odbiór dokumentu może potrwać do miesiąca, w praktyce trwa to około 2 tygodni, szczęściarze mogą liczyć nawet na jeszcze szybszy odbiór, ale tak od zaraz - nie ma mowy. A powinna być taka opcja, że "chcesz-płacisz-masz".


3. Leczenie

Los chciał, że w Bułgarii byłam w ciąży, urodziłam dziecko, wcześniaka, który leżał 2 miesiące w szpitalu. W Bułgarii zdiagnozowano u mnie raka, w Bułgarii przeszłam operację i długą chemioterapię. Wszystko to wiązało się z ogromem wizyt u przeróżnych lekarzy. Dziesiątki rozmaitych nieustannych badań i pobytów  w różnych szpitalach.  Mogę zatem śmiało wypowiedzieć się na temat bułgarskiej służby zdrowia.
Jest dobrze. Nie każdy lekarz jest wybitny, ale są tu również prawdziwi i rzetelni specjaliści. Przede wszystkim jest tak, jak być powinno. Człowiekowi coś dolega - idzie do lekarza, leczy się. Nie czeka miesiącami na wizytę w gabinecie lekarskim. Gdy powiedziałam mężowi, ile w Polsce czasami czeka się do lekarza, nie uwierzył mi. Stwierdził, że przesadzam i na pewno nie jest tak, jak mówię. Po prostu nie mieści mu się w głowie, że na wizytę nie tylko w państwowej, ale i w prywatnej służbie zdrowia, można czekać około miesiąca, już nie mówiąc o wielu miesiącach, a nawet latach.
Tutaj coś takiego jest nie do pomyślenia. Gdy tutaj zdiagnozowano u mnie nawrót choroby tarczycy, jeszcze tego samego dnia, w którym odebrałam wyniki badań, byłam już po konsultacji u endokrynologa i zaczęłam leczenie. A w Polsce pamiętam, że na wizytę w prywatnym (!) gabinecie czekałam miesiąc.
Podczas chemioterapii miałam problemy z sercem. Lekarz rodzinny skierował mnie na badania do kardiologa, u którego byłam jeszcze tego samego dnia i wykonałam komplet badań. I to nie dlatego, że byłam specjalnym pacjentem, chorym na raka, więc z jakimś domniemanym przywilejem pierwszeństwa. Nie. Tak po prostu tu jest. Jest problem - idziesz do lekarza - leczysz się.

4. Baniczkarnice
Miasteczko, w którym mieszkam znajduje się zaledwie 15 km od Turcji. I jest tutaj może jedno jedyne miejsce, gdzie można zjeść tureckiego kebaba. Dla porównania taki Rzeszów, który znajduje się około 1 500 km od Turcji, ma całe mnóstwo miejsc z tureckim fast foodem.
Wniosek? Popyt rodzi podaż. Tu w Bułgarii niewielu ludzi ma ochotę na kebaba, bo wszyscy Bułgarzy od wieków mieli, mają i z pewnością będą mieć ochotę na rodzimą baniczkę. Baniczki to różnego rodzaju wypieki z ciasta francuskiego z nadzieniem serowym. W każdym mieście znajdują się baniczkarnice, gdzie można kupić pyszne jedzonko. Gdybym była głodna i stanęła pomiędzy baniczkarnicą, a kebabem, wybrałabym baniczkę bez mrugnięcia okiem. Kto jej spróbował - ten wie. Nie da się nie lubić!


5. Brak czynszu

W Bułgarii nie ma takiej opłaty, jak czynsz za mieszkanie. Niezwykle trudno jest wytłumaczyć Bułgarom, co to jest czynsz, gdyż słownik polsko-bułgarski informuje mnie, że słowo to po bułgarsku brzmi naem - czyli po prostu najem. Który kojarzy się z wynajmowaniem, co w sytuacji opłacania na przykład przez przedsiębiorcę płacącego miesięczny czynsz (najem) za lokal, ma dużo sensu. Ok, najem płacisz właścicielowi, kiedy wynajmujesz. Jak w takim razie wytłumaczyć, że płacisz najem, choć wcale nie wynajmujesz, bo to właśnie ty jesteś właścicielem własnościowego mieszkania? Gdyby to słówko brzmiało jakoś inaczej, wtedy tłumaczenie byłoby prostsze. Ale to też jest jasne - nie ma czynszu, to i słówka nie ma.
W związku z tym życie w bloku jest tu dużo ... tańsze niż w Polsce! A jak funkcjonuje blok i jego mieszkańcy bez tej opłaty? Znakomicie. Wszelkie remonty załatwia się po ludzku. Zalało piwnicę. Wszyscy mieszkańcy klatki zebrali się, obliczyli koszty, złożyli się na remont kanalizacji. Winda - każdego miesiąca pewna kobieta chodzi pobiera opłatę za windę w kwocie 10 lv. Ogrzewanie - na własną rękę. Kiedyś na to narzekałam, że w zimie nie mogę wrócić do ciepłego mieszkania, bo muszę je najpierw sama ogrzać. Ale człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja i dziś nie widzę najmniejszego problemu. Grzeję w domu wtedy, gdy mam taką potrzebę, jak chcę i gdzie chcę. Więc jeśli nie używam jakiegoś pokoju, to nie przeszkadza mi, że tam jest zimno. Jeśli ktoś wyjeżdża na miesiąc i mieszkanie stoi nieużywane, jest oczywiste, że mieszkanie stoi zimne. A w Polsce? W Polsce nie można się zwolnić z opłaty czynszu, zrezygnować z ogrzewania. Mało kto wyłącza kaloryfery, gdy wychodzi z domu. Ludzie wychodzą, a mieszkanie stoi puste i cieplutkie. Ja nie wiem, ale czy to nie jest marnotrawstwo? Czy w grę nie wchodzi tu marnowanie chyba tak na prawdę ogromnych pieniędzy?



Cóż mogę powiedzieć na koniec.... Nie można mieć w życiu wszystkiego, więc czasami jest dobrze tak, jak jest, ale pomarzyć o utopijnym kraju zawsze można...