Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 marca 2017

Bułgarskie top modelki


       Kiedyś zastanawiałam się nad tym, kto poprowadziłby bułgarski Top Model, jeśli w ogóle taki program w Bułgarii miałby kiedykolwiek zaistnieć. Bułgarzy mają swoje odpowiedniki takich programów rozrywkowych jak między innymi: "Masterchef", "Ugotowani", "The voive of Bulgaria", "Mam talent", "Twoja twarz brzmi znajomo" i "VipBrother". Nie oglądam żadnego z nich, ale przyznaję, że z przyjemnością obejrzałabym bułgarski Top Model. Tego programu akurat w Bułgarii brakuje, ale kto wie, może kiedyś się doczekam. Próbowałam wyobrazić sobie prowadzącą ewentualnego programu, ale nie znałam imienia ani jednej gwiazdy światowego modelingu z bułgarskimi korzeniami. Zasięgnęłam więc głębokiej wiedzy internetu, by sprawdzić, czy Bułgarzy mają swoją Joannę Krupę. Podzielę się z Wami moimi odkryciami.

        Oto lista kilku znanych bułgarskich modelek:

1. Kremena Otashliyska
źródło zdjęcia
Modelka uczestniczy w pokazach mody w m. in. Nowym Jorku, Mediolanie, Londynie, Paryżu. Brała udział w pokazach dla znanych marek, takich jak Dolce&Gabbana, Chanel, Valentino, Armani, Kenzo, Elie Saab i  wielu innych.

Kremena na Instagramie - kremi9

2. Christina Mileva
źródło zdjęcia
Christina brała udział w pokazach mody dla m. in. Dior, Elie Saab, Guess, Roccobarocco. Z modelką związana jest ciekawostka. Podczas pokazu Elie Saab Christina miała na sobie sukienkę obszytą diamentami o wartości 50 000 euro. Modelka potknęła się o długi tren sukni i ją zniszczyła.

3.   Błaga Miteva



                             
źródło zdjęcia

Ta piękna dziewczyna pochodzi z Błagoewgradu, na stałe zaś mieszka w Londynie. Ma na swoim koncie wiele sukcesów w świecie mody, udział w Tygodniach Mody w Nowym Jorku a także zagrała epizod w popularnym serialu "Plotkara".

4. Stanimira Koleva
źródło zdjęcia 

Jedna z najlepiej zarabiających bułgarskich top modelek. Na swoim koncie ma takie sukcesy jak udział w pokazach mody w Nowym Jorku, Mediolanie, Paryżu, twarz marki Azzaro, współpraca z L'Oreal Professionnel, Wella, Schwarzkopf, Pantene, Sunsilk, Brown. Jej wizerunek pojawił się w magazynach Glamour i Marie Claire oraz w reklamie kawy Nescafe.


5. Silvia Ranguelova


           
źródło zdjęcia




Brała udział w tygodniach mody we Włoszech, Szwajcarii, USA. Modelka była gwiazdą fotosesji dla rosyjskiego "Vogue". Natomiast w Stanach Silvia odniosła sukces jako modelka w kampanii reklamowej znanego projektanta Enrico Coveri, reklamując luksusową bieliznę "Intimissimi" i "Guess Jeans".

******************************************************************************************************


No i gdy tak sobie dumam o bułgarskich sławnych pięknościach, to nie mogę nie wspomnieć o Violinie Anchewej. Choć wielkie osiągnięcia tej młodej dziewczyny w świecie modelingu dopiero przed nią, to jednak zdążyła już skraść serca wielu widzów. Tegoroczna przedstawicielka Bułgarii na Miss Universe Violina Ancheva przez krótki czas była gwiazdą każdej bułgarskiej stacji telewizyjnej. Nie tylko dzięki swej unikatowej urodzie, nawet nie przez to, że jest przykładem tego, że warto dążyć do spełnienia swoich marzeń. Violina poprzez zdrową dietę aktywność fizyczną schudła 17 kilogramów.
źródło zdjęcia

 Podczas pobytu na Filipinach, gdzie odbył się tegoroczny konkurs Miss Universe, Violina oddała swoją piękną, drogocenną suknię młodej Filipince. Filipinka jest córką samotnej matki i rodzinę nie stać na to, by dziewczyna mogła wyglądać olśniewająco na balu z okazji zakończenia szkoły.
Poniżej krótki filmik w języku angielskim relacjonujący gest młodej modelki.

                                 

 Taka dobra duszyczka z tej Violiny, tak dobrze jej z oczu patrzy.

A filantropia łączy ją z naszą Joanną Krupą, więc jeśli kiedykolwiek miałoby pojawić się w Bułgarii Top Model, to widziałabym właśnie Violinę w roli prowadzącej.

Jak Wam się podobają powyższe modelki?

                                         
                             


środa, 11 stycznia 2017

Kilka ciekawostek kuchni bułgarskiej


Dzisiejszy post powstał w ramach zimowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Tym razem piszemy o dziwnych zwyczajach kulinarnych na całym świecie. Jeśli jesteś ich ciekaw, koniecznie zajrzyj na stronę Klubu.

A tymczasem zapraszam do przeczytania o tym, co mogłoby Cię zaskoczyć w kuchni bułgarskiej.



1.  Śniadanie. 

    To bardzo ważny posiłek, a w Bułgarii występuje całe mnóstwo interesujących śniadań. Każdego ranka przed baniczarnicami ustawiają się długie kolejki ludzi chcących kupić świeżą baniczkę. Ważne jest, by śniadanie w Bułgarii było różnorodne i rzadko zdarza się, by ktoś któryś dzień z rzędu jadł na śniadanie po prostu kanapki.
   Kilka lat temu mąż po raz pierwszy zaproponował mi, że zrobi mi na śniadanie PRINCESI. Nie miałam pojęcia, co to jest, ale sam fakt, że będę miała podane śniadanko do łóżka i to o tak wdzięcznej nazwie kazał mi poczuć się jak księżniczka. Princesi okazały się być przypieczonymi kanapkami z ... mięsem mielonym!



2. Obiad

   Uwielbiam ekspresowy sposób przyrządzania obiadów w Bułgarii. Są takie dania, które wymagają naprawdę minimalnego wysiłku. Do glinianego garnka wrzucasz mięso i warzywa i zapiekasz w piekarniku. Nie ma mieszania, podglądania, zagęszczania. Pokrojone produkty doprawiasz i obiad robi się sam.

Wieprzowina z warzywami

3. Kolacja w Bułgarii jest niczym innym, jak wieczorową wersją obiadu! Koniecznie na kolację jada się po prostu jakieś danie główne. Często zdarza mi się gotować dwa razy w ciągu dnia, gdyż mój mąż - jak typowy Bułgar - nie uznaje innej kolacji. Między obiadem a kolacją różnica jest taka, że kolację jada się wieczorem, a obiad wcześniej.
Pamiętam, jak kiedyś dwa dni z rzędu postanowiłam zjeść kolację jak kiedyś w Polsce - ciepła herbatka i dwie kromki z szynką. Po dwóch takich kolacjach mój mąż spytał, czemu świruję i nie jem jak człowiek!


4. Słoiki
      Przetwory są bardzo ważną częścią bułgarskiej kuchni i każda szanująca się Bułgarka latem przyrządza różnego rodzaju weki na zimę. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nic dziwnego, tylko sposób, w jaki pasteryzuje się słoiki jest troszkę inny. Podczas gdy ja potrafię przygotować jakiś kompot gotując słoik zaledwie kilka minut, mój mąż gotuje swoje słoiki nawet do dwóch - trzech godzin, przy czym słoiki są całe, calusieńkie zanurzone we wodzie. Latem mamy coroczne dyskusje na ten temat i mąż uważa, że moje słoiki na pewno się rozwalą, albo się otruję! I fakt ten, że krótko gotuję słoiki (i to tylko do połowy zalane wodą!) jest niezwykłą, niepojętą wręcz ciekawostką tu w Bułgarii i mogę uchodzić za dziwną pod tym względem.
Wracając do zalet przetworów - jeśli nie jesteś zbytnio przygotowany na domówkę, słoik z jakąś fajną sałatką jest doskonałym rozwiązaniem i zawsze pasuje do rakijki.
Truszija - Sałatka do słoików z marchwią, papryką, kalafiorem i kapustą. Bardzo smaczna, ale warzywa są niebywale i nieoczekiwanie.... twarde!

5. Chleb jada się w Bułgarii do każdego dania, każdego! Nawet jeśli robię polski obiad, gdzie do głowy by mi nie przyszło przegryzać go chlebem, nigdy nie zapominam, by go mężowi zaserwować. Sama nigdy bym nie zjadła np. kopytek z chlebem, wyobrażacie sobie?


6. Ser to również bardzo ważny składnik kuchni bułgarskiej. Przy czym mówiąc ser, mam na myśli taki ser, który w Polsce znany jest pod nazwą feta. A ten nam Polakom dobrze znany twaróg funkcjonuje jako tzw. izwara i jest absolutnie gorszą, nijaką, wybrakowaną, be, fuj, bleee wersją SERA.
Sera nie może zabraknąć w bułgarskiej lodówce. Dawno temu teściowa spytała mnie, czy zrobić mi tosty se serem. Zgodziłam się i przekonana byłam, że zaraz zjem chrupiącego tosta z ciągnącym się chadderem. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tost ze serem znaczy tu zupełnie co innego - to tost z fetą.
A poniższe zdjęcie przedstawia takie tam zwykłe, często spotykane w Bułgarii spaghetti - ze serem, oczywiście.



czwartek, 8 września 2016

Legendarne i baśniowe postaci w Bułgarii


Niniejszy post powstał we współpracy z Klubem Polki na Obczyźnie. Jeśli we wrześniu będziecie śledzić Klub Polki, dowiecie się jakie dziwne stworzenia funkcjonują w wierzeniach ludzi na całym świecie.

  


     Zacznę osobistym wyznaniem - uwielbiam legendy, podania, baśnie. Jest w nich coś, co mnie przyciąga. Mimo, że dzisiejszy świat jest tak bardzo zaawansowany w nauce i technice, to jednak stare, dobre legendy i baśnie wciąż są żywe i aktualne. W każdej kulturze, w każdym państwie, w każdym zakątku świata. Dzisiejsze światłe umysły umieściły magię i legendy w jednym bezpiecznym, wygodnym do życiu miejscu, zwanym folklorem. Tak więc nasi praprzodkowie nie mają prawa się obrazić na młodych za nieposzanowanie tradycji. Baśniowe postaci w folklorze żyją i wzbudzają lęk i ciekawość. Ile jest prawdy w ich istnieniu? Bogowie wiedzą!

Przedstawiam Wam zaledwie kilka legendarnych stworzeń z bogatego, bułgarskiego folkloru.



                                                                                      Hali

źródło
                                                       

   Hali to postacie, których nie można spotkać nigdzie indziej, wyłącznie w bułgarskim, serbskim  i macedońskim folklorze. Uważa się, że są to demony kobiece, które istnieją tylko po to, by niszczyć i grabić. Połykają dzieci, połykają żniwa, a czasem podczas zaćmienia próbują połknąć Słońce lub Księżyc i spowodować koniec świata. Hali najczęściej się pojawiają pod postacią mgły, gradu, huraganu, ciemności. 


                                                                                  Wróżki

źródło
                                     

      Bułgarskie wróżki to piękne, jasnowłose panienki mieszkające w lasach i górach, kąpające się nocą w górskich jeziorach. Zdarzało się bułgarskim wróżkom porywać owczarzy, którzy potrafili pięknie gwizdać. Wróżki i elfy potrzebują dobrych muzyków, by w rytm pogwizdywania tańczyć nad brzegiem jeziora. Jednak bułgarskie wróżki mają swój słaby punkt - są dosyć łakome i jeśli ukochana, bądź też matka porwanego upiecze wyśmienity chleb, może nim wykupić owczarza i przywrócić go do domu.

                                                                               Kucułan

źródło

      W bułgarskim folklorze imię Kucułan należy do najbardziej krwiożerczego i niebezpiecznego wilka. Mimo że Kucułan jest samotnym wilkiem, jednocześnie jest także przywódcą stada wilków. Przedstawiany jest jako wielki, ogromny wilk lub jako postać ludzka - przygarbiony starzec. 
    Według starej bułgarskiej legendy kiedyś Pan Bóg dał wilkom ograniczony czas, w którym miały znaleźć dla siebie jedzenie.  Wszystkim wilkom udało się zdobyć pożywienie. Jedli więc sarny, zające i inne zwierzęta leśne. Tylko jednemu Kucułanowi nie udało się nic upolować w wyznaczonym czasie. Usiadł więc głodny pod drzewem. Przy drzewie stał człowiek zbierając owoce do koszyka. Głodny wilk spytał człowieka, czy może go zjeść. Ten zaś mu odpowiedział, że nie, że tak się nie robi. Ale na wszelki wypadek lepiej spytać, co o tym myśli sam Pan Bóg. Bóg wysłuchawszy obu stron pozwolił wilkowi najeść się człowiekiem i tak też się stało. Od tego momentu Kucułan jest najbardziej niebezpiecznym wilkiem na świecie, bo żywi się ludzkim ciałem.


 
                                                                          Narecznice

                                                     
źródło

          Narecznice są personifikacją ludzkiej doli. Za ich pomocą ludzie tłumaczyli sobie fakt, że coś człowiekowi się przytrafia, bo tak po prostu miało być, bo od małego to właśnie było mu pisane. 
         Bułgarskie narecznice to trzy kobiety. Najstarsza z nich ma około 30-35 lat, a najmłodsza około 20. Narecznice żyją wiecznie, a ich dom znajduje się na końcu świata. Przychodzą do noworodków 40 dni po jego urodzeniu. Pochylają się nad jego głową i wyznaczają mu przyszłość. Najpierw robi to najmłodsza narecznica, później średnia a na końcu najstarsza, przy czym decyzje najstarszej są najważniejsze i najbardziej znaczące dla życia młodego człowieka. Dobrze jest zostawić narecznicom jakiś poczęstunek, by właściwie ugoszczone stworzenia odwdzięczyły się dobrym losem dla dziecka. 

       


       Legendarnych postaci w bułgarskim folklorze jest dużo więcej. Na blogu Szopska Sałata poczytacie stworku zwanym Karakondżuł, a w moim marcowym poście poczytacie o Babie Marcie. Jeśli temat Was interesuję, napiszę Wam kiedyś o ciekawych bułgarskich legendach.

sobota, 27 lutego 2016

Serafin - Sofijski Cudotwórca



Wczoraj bułgarski kościół prawosławny kanonizował biskupa Serafina Sobolewa. Jego pamięć będzie czczona 26. lutego każdego roku, a prócz imienia, pod którym był znany do tej pory, nazywać można go wyrażeniem Sofijski Cudotwórca. 



źródło
                                     


Kim był Serafin Sobolew?


     Urodził się w 1. grudnia 1881 r. w Riazaniu, zmarł 26. lutego 1950 r. Nikołaj Borisowicz Sobolew złożył śluby mnisze w 1901 r. i przyjął wówczas imię Serafin. Siedem lat później został wyświęcony na hieromnicha. Podczas rewolucji październikowej sprawował funkcję biskupa w Symferopolu, ale jego przełożony nie wyraził wówczas zgody na pozostanie w Rosji, ze względu na niebezpieczeństwo. Polecił mu, by tuż po modlitwie poddał się losowaniu, którego wynik miał zdecydowań o jego dalszym losie. Serafin wylosował karteczkę z napisem "Wyjechać", opuścił więc Rosję i udał się do Konstantynopola.



Jak zaznaczył się Serafin w bułgarskim Kościele prawosławnym?


    W
 Sofii opiekował się powstałymi w Bułgarii placówkami dla rosyjskich emigrantów. Przeszedł w jurysdykcję Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza granicami Rosji, a w 1934 otrzymał w nim godność arcybiskupa. Sprzeciwiał się ekumenizacji - przywrócenia jedności między wyznaniami chrześcijańskimi w ramach jednego, powszechnego Kościoła. Był przeciwko modernizacji Kościołów prawosławnych i dokonywaniu w nim zmian.  

  Mieszkał w skromnym domu w Sofii przy ulicy "Wielkie Tyrnowo"30. O jego ascetycznym stylu życia i hojności krążą legendy. Często oddawał swoje ubrania przypadkowo spotkanym nędzarzom. Smiertelnie chory dawał ostatnie wskazówki co do budowy Kniażewskiego klasztoru. 
Został pochowany w krypcie pod ołtarzem Rosyjskiej Cerkwi w Sofii. 


Leczy ciężkie choroby i bezpłodność


       Jeszcze za jego życia zdarzały zdarzało się wiele cudów, a po jego śmierci ludzie odwiedzali jego grób,modlili się, pisali do niego listy z prośbą o pomoc. Wielu z ich zeznaje, że zauważyli wówczas wielką zmianę - wyjście z trudnych sytuacji życiowych i wyleczenie z ciężkich chorób. Wielu chorych i cierpiących znajdowało pocieszenie po modlitwie nad grobem Serafina. 
   

***  "W 1996 r. u mojej córki zdiagnozowano mięsaka. Tego samego roku była operowana i poddała się chemioterapii, zaś w listopadzie miała sepsę i otarła się o śmierć. W tej beznadziejnej sytuacji napisałam list do Serafina i Bóg wysłuchał mojej prośby. Moja córka do dzisiaj jest zdrowa".

       
***  "Długo nie mogliśmy z mężem mieć dziecka. Jestem kierowcą taksówki. Którejś nocy śniłam, że na tylnym siedzeniu mojego samochodu siedzi małe dziecko i płacze. Kiedy zapytałam go, skąd się tutaj wzięło, odpowiedziało mi "Z Bulwaru Ruskiego 3". Rano pojechałam pod ten adres i okazało się, że tam znajduje się... cerkiew. Weszłam do środka i powiedziałam duchownemu o moim dziwnym śnie. Ten poradził mi, by modlić się do Serafina. Wkrótce potem udało mi się zajść w ciążę!

      Wielu ludzi zawdzięcza Serafinowi odzyskane zdrowie, pomoc w znalezieniu pracy, w zdaniu ważnych egzaminów, w leczeniu bezpłodności, w przezwyciężaniu sytuacji bez wyjścia.     W Rosyjskiej Cerkwi w Sofii, gdzie jest pochowany Serafin, znajduje się specjalna skrzynka na listy, które piszą mu wierni i potrzebujący pomocy. 

Święty dwóch narodów


     Procedura jego kanonizacji rozpoczęła się dwa lata temu przez Rosyjski Kościół Prawosławny. Życie i działalność Serafina została dokładnie zbadana, zgromadzono dowody cudów, a kiedy uznano, że istnieją niezbędne podstawy do kanonizacji, po raz pierwszy w historii kościoła rosyjskiego złożono wniosek o zwołanie wspólnego komitetu w celu zebrania poglądów dwóch kościołów prawosławnych - bułgarskiego i rosyjskiego. Członkowie komitetu byli jednoznaczni co do następującego tytułu: Święty Serafin, arcybiskup Boguczarski, Sofijski Cudotwórca.
 
26 lutego w uroczystej atmosferze odbyła się oficjalna kanonizacja Serafina.
źródło


sobota, 25 kwietnia 2015

Nie gotuję dziecku obiadów i dobrze mi z tym

Kiedy urodziła się Kalinka, jej dziadkowie mówili do niej bardzo często: "Jeszcze troszkę jak urośniesz, to będziesz chodzić z mamą po jedzenie". Kompletnie nie rozumiałam sensu ich wypowiedzi.

Do czasu, gdy Kalina osiągnęła wiek 10 miesięcy, gdy jadała już większość warzyw, mięsko, jajko, gluten, gdy okazało się, że nie ma uczulenia na żadne produkty żywieniowe i gdy pediatra stwierdził, że córka może już śmiało zacząć... chodzić po jedzenie!

  • Okazuje się, że w Bułgarii, przypuszczam, że w każdym mieście (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę), funkcjonuje coś takiego jak kuchnia/jadłodalnia/stołówka dla dzieci. Jak zwał, tak zwał.
  • Kiedy dziecko kończy 10 miesięcy i lekarz pediatra na podstawie wywiadu z mamą stwierdza, że dziecko jest gotowe na stołówkę, wypisuje odpowiednie zaświadczenie potrzebne do rejestracji w stołówce.

  • Stołówka zwykle ma siedzibę w budynku żłobka lub przedszkola, czyli w miejscu, gdzie gotuje się posiłki dla małych dzieci.

  • Po zapisaniu się do stołówki rodzic wykupuje kupony. 1 kupon = jedzenie na 1 dzień
  • Cena jednego kuponu wynosi 1,5 lv, co w przybliżeniu daje 3 zł. ( w 2014 roku kupon kosztował 1 lv, a w 2013 był po 0,80 lv. To tak w ramach małej dygresji o tym, jak wszystko drożeje i jak błyskawicznie w ciągu 2 lat cena jedzenia podwoiła swoją wartość).

  • Stołówka wydaje jedzenie od poniedziałku do piątku w godzinach 11.00 - 12.00

  • Rodzic przynosi swoje pojemniki na jedzenie.

  • Jedzenie na jeden dzień zawiera 250 ml obiadu, 150 ml zupy, 100 ml deseru.

  • Jedzenie jest różnorodne, domowe, zdrowe, pełnowartościowe, pożywne i odpowiednie dla diety małych dzieci.
  • Obiad zawsze zawiera potrawę z mięsa lub ryby. Przykładowe obiady to: kurczak z ryżem, królik z warzywami, ryba z warzywami, mięso mielone wieprzowe z kapustą, kurczak ze szpinakiem, gjuwecz, grochówka, cielęcina z ziemniakami.
  • Przykładowa zupka to: pomidorowa, warzywna, mleczna, zupa z soczewicy, kartoflana oraz zupy sezonowe, np. z cukinią.
  • Deser stanowi zazwyczaj jakiś budyń kakaowy, waniliowy, lub kisiel owocowy. Podają też ryż z jabłkiem.
  • Posiłki są gotowane (NIE - smażone, NIE - pieczone)
  • Obiady są przecierane, aby były odpowiednie dla malutkich, często jeszcze szczerbatych :) smakoszy.
  • Dla większych dzieci, które już z łatwością poradzą sobie z gryzieniem posiłków, można kupić czerwony kupon, dzięki któremu dostaniemy obiad nie-przetarty.
  • Rodzice wybierają jedzenie ze stołówki tak długo, dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola, gdzie będzie w dalszym ciągu korzystało z tej samej kuchni, tylko że już na miejscu i pod opieką wychowawców.



Jakieś minusy tej kuchni? Ja ich nie znam. No może drażnią mnie jedynie długie kolejki. Wiecie jak to wygląda? Trochę jak za czasów komuny... Stoisz z kuponem w ręku, czekasz w długiej kolejce. Dzieci w wózkach "zaparkowane" też czekają. Jedne grzecznie, inne mniej grzecznie, a jeszcze inne, jak Kalina, dostają szału na widok oddalonej o kilkanaście metrów zjeżdżalni, a ona ma tu siedzieć w tym wózku i się na zjeżdżalnie tylko patrzeć? No way! Zachowam dla siebie to, jaki nieraz córka funduje mi wtedy koncert. Od dawna zawsze przed południem wychodzimy z Kalinką po jedzenie, co dla nas równa się zawsze z przedobiednim spacerem. Dziecku obiady smakują, choć czasem niczego do ust nie chce wziąć. (A to już nie jest winą stołówki, tylko kaprysem Kaliny, która za żadne skarby nie otworzy ust na absolutnie żadne jedzenie, jeśli akurat wychodzą jej zęby, jest przeziębiona, albo ma takie widzimisię.) Według mnie obiadki te pięknie pachną domową kuchnią i są bardzo pożywne. Doceniam też to, że są zróżnicowane, gdyż mi osobiście czasem brakuje pomysłów na obiad dla dziecka. Jeśli chodzi o jakość produktów, to nigdy osobiście tego nie sprawdziłam. Nie zaglądałam kucharom do garów i nie zbadałam świeżości produktów. W naszym mieście stołówka cieszy się jednak bardzo dobrą opinią i nikt na jedzenie nie narzeka, więc i ja im ufam. Nie zauważyłam nigdy, żeby dziecku po jedzeniu tych obiadków było źle, nie miała niestrawności a w zupie nie pływały włosy. Z kuchni jestem zadowolona i to bardzo.


Acha! Post zatytułowałam trochę zaczepnie, ale spokojnie. Czasem coś dziecku ugotuję, zazwyczaj na weekendzie, lub gdy pada deszcz i nie wybieramy się po jedzenie. Kalina i tak przyzwyczaiła się do bułgarskiej kuchni i - o zgrozo! - ona gardzi pierogami!!! Dacie wiarę? Muszę popracować nad jej polską połową.

poniedziałek, 23 marca 2015

20 oznak, które sugerują, że jesteś już w Bułgarii za długo.

Zbułgarzyłam się, nie ma co ukrywać. Mieszkam tu zaledwie od kilku lat, ale przejęłam wiele bułgarskich cech i sposobów myślenia, które mogą świadczyć o tym, że staje się jakąś Bułgarką. Przeczytaj dokładnie poniższe oznaki i jeśli zauważyłeś u siebie większość z nich, to znaczy, że zdecydowanie jesteś już w Bułgarii za długo.



1. Kręcisz głową na odwrót. Mówiąc "nie", kręcisz głową na "tak". Kiedy mówisz "tak", kręcisz na "nie". Utrudniasz sobie komunikację z własnym mężem, który stale pamięta, że jednak nie jesteś Bułgarką i w ogóle nie wie, co ty do niego kręcisz.


2. Wszystkiego ludziom gratulujesz. Kiedy spadnie pierwszy śnieg, mówisz "gratuluję pierwszego śniegu!". A kiedy jest pierwszy dzień wiosny, mówisz "gratuluję pierwszego dnia wiosny!". I nieważne, że to, iż spadł śnieg, nie jest twoją zasługą.

3. Zagryzasz chlebem każdą potrawę. Niezależnie od tego, czy jest to zupa, czy wykonane przez żonę z Polski pierogi. Chleb nadaje się do wszystkiego. A kiedy coś wyjątkowo ci smakuje, jesteś wręcz oczarowany jego smakiem, największym komplementem dla kucharza będą słowa "To jest takie dobre, że można to jeść nawet bez chleba!"

4. Kiedy nagle na mieście zgłodniejesz, wcale nie idziesz po kebaba. Fast food może się schować. Ustawiasz się w kolejce do baniczkarnicy i zajadasz się świeżo upieczoną banicą ze serem. Nieodzownym trunkiem będzie dla ciebie wówczas airan - rozcieńczony z wodą jogurt grecki. Żadna tam coca-cola.

5. Kiedy dzwonisz do przyjaciela, zawsze, ale to zawsze! pytasz, co on robi w danej chwili. "Cześć. Co robisz" to absolutny obowiązek rozpoczęcia każdej konwersacji. Wyrażasz przy tym zrozumienie i aprobatę, gdy rozmówca na przykład właśnie siedzi, ogląda telewizję i popija rakijkę.


6. Wcale się nie szykujesz na domówkę. Jeśli przychodzą do ciebie znajomi, by mile spędzić ze sobą wieczór, nie zaprzątasz sobie głowy jakimiś sałatkami jarzynowymi, greckimi, czy gyrosem. Otwierasz słoik z ćwikłą, kroisz ser żółty, słoninę, ogórki kiszone na plasterki i impreza na całego. Nie wydajesz na domówkę co najmniej 100 zł (w przeliczeniu). Czym chata bogata.

7. Ugotowane ziemniaki z dodatkiem młodej cebulki nazywasz sałatką ziemniaczaną. A fasolkę po bretońsku sałatką fasolową. Mizerię nazywasz sałatką śnieżynką, a pokrojone pomidory z mozzarellą są sałatką pomidorową. Generalnie jakkolwiek przygotowane warzywa są sałatką.

8. Siedzisz przy sałatce cały wieczór. Kiedy idziesz do restauracji ze znajomymi, ta jedna zamówiona przez ciebie sałatka ma ci towarzyszyć przez kilka godzin. Nie rzucasz się więc na nią wygłodniała, tylko skubniesz ogórka i odłożysz dzielnie widelec po to, by skubnąć ponownie za mniej więcej 15 minut. A na wesele idziesz najedzona, żeby później stosownie zachować się przy tej sałatce.

9. W ogóle cię nie dziwi, że na domówce zamiast osobnego talerza na jedzenie, ktoś położy przed tobą ładnie złożoną serwetkę a na niej widelec. Na środku stołu są przeróżne przystawki (bądź, dla tych bardziej zbułgarzonych - sałatki), wbijasz widelec w to, na co masz ochotę, jesz. Oszczędność płynu do mycia naczyń gwarantowana.

10.  Kiedy umawiasz się z kimś na spotkanie, zawsze robisz to słowami "Wypijemy razem kawę?"

11. Oryginalne (no prawie) sportowe dresy są obowiązkowym elementem twojej garderoby. Niezależnie od tego, że ze sportem nie masz wiele wspólnego. Bez względu na to, czy jesteś młodym atletą, czy starszą, kulawą rencistką. Sportowy dres z napisem "adidas" jest dobry na każdą okazję i dla każdego człowieka. Zawsze i wszędzie. Uwaga! Nie chodzi wcale o dresy,w których chodzisz po domu. Od tego są inne, niekoniecznie adidasowe. Ale dresy wyjściowe muszą być.

12. Strasznie cię wkurza, że podczas ściągania filmu z neta musisz czekać na niego około 10-15 minut. Uważasz to za jakąś kpinę, a torrent na pewno jest badziewny. Przecież normalnie ściągnięcie pełnometrażowego filmu, hitu kinowego i to w dobrej jakości trwa jakieś 2-3 minuty.

13.  Wcale nie oczekujesz, że odpowiadając twierdząco na pytanie, czy masz ochotę na herbatę, ktoś zechce się dowiedzieć, jaką herbatę ci zrobić. Przecież to jasne, że chcesz zieloną. Kto pije czarną herbatę? A na co działa czarna herbata? Na nic? No to jest beznadziejna.

14. Na szczęście pada pytanie, jaką chcesz kawę. Gdy odpowiadasz, że masz ochotę na rozpuszczalną, nie dziwi cię to, że gospodarz postawi przed tobą kubek ciepłej wody (nie wrzątku) zalany do połowy (przecież nie cały). Obok postawi pojemnik z kawą nescafe, cukier i łyżeczkę. Jeśli masz ochotę na kawę, to sobie ją zrób. Samoobsługa.

15. Kanonem kobiecej urody są dla ciebie włosy. Uważasz, że proste, gładkie włosy są totalnym zaniedbaniem i nie nadają się na żadną okazję. W związku z tym tapirujesz włosy na potęgę! Idealną fryzurą jest niezmiennie ta z lat '90, jaką miała wtedy na przykład słynna Peggy Bundy. Jeśli szykujesz się do wyjścia, tylko mocny tapir sprawi, że będziesz wyglądać pięknie. Ewentualnie można również pomóc sobie karbownicą, używając jej tylko do włosów u nasady, tuż przy skórze. W ten sposób nadasz włosom objętości, a objętość to przecież podstawa. I wcale nie kojarzysz swojej fryzury z kiczem.

16. Jeśli kogoś dopiero poznajesz, masz w zanadrzu kilka sprawdzonych pytań, które pomogą rozwinąć konwersację. Pierwszym z nich jest "Czym zajmują się twoi rodzice?". Przy czym wcale nie ma dla ciebie znaczenia fakt, że pytasz załóżmy - trzydziestolatka, który od dawna sam się utrzymuje i zajęcie rodziców nie wnosi niczego ciekawego na temat osoby, z którą rozmawiasz. Kolejnym pytaniem jest "Masz brata lub siostrę?" Przy czym nie spytasz na pewno, czy masz "rodzeństwo", bo takie słowo w języku bułgarskim nie istnieje. Kluczowe jest też słówko "lub", gdyż zdziwiłoby cię bardzo, gdyby ktoś miał i brata i siostrę. Przecież ludzie miewają tylko brata lub tylko siostrę. Kogo stać na wielodzietną rodzinę? Jeśli usłyszysz, że ktoś ma pięcioro rodzeństwa, prawdopodobnie rozmawiasz z Cyganem i nie kontynuujesz konwersacji.

17. Częstujesz. Stale kogoś częstujesz z każdej okazji. Bombonierkę masz zawsze w barku gotową, by kogoś poczęstować. Znalazłeś pracę - częstujesz wszystkich dookoła. Twoje dziecko ma urodziny? - bierzesz do pracy czekoladki, colę, ciasteczka, bo musisz poczęstować. A może dziecko postawiło pierwsze samodzielne kroki? Skończyłeś studia? - częstujesz. Idziesz na bal maturalny - częstujesz. Każda okazja jest dobra do częstowania. I do gratulacji, rzecz jasna. (patrz pkt. 2.)

18. Załóżmy, że przy stoliku siedzi małe dziecko, które rysuje rysunek. Gdy jesteś jego matką, pytasz go "Co rysujesz, mamo?", gdy jesteś ojcem dziecka, pytasz "Co rysujesz, tato?", a gdy jesteś babcią, pytasz "Co rysujesz, babciu?" Chyba nie muszę przypominać o tym, co mówisz, gdy jesteś jego dziadkiem. I w ogóle nie zastanawiasz się nad kompletnym brakiem logiki tychże słów oraz nad tym, że to dziecko jest dzieckiem, nie zaś mamą, tatą, babcią, dziadkiem.

19. Oczekujesz, że każdy człowiek w oficjalnych sytuacjach przedstawi się trzema imionami. Imię własne, imię ojca i imię rodzinne, zwane w całym świecie nazwiskiem. Nie dziwi cię fakt, że jeśli mając na drugie imię Katarzyna, całe twoje otoczenie jest przekonane, że twój ojciec ma na imię Katarzyn.

20. Stale narzekasz na pogodę. Pogoda, jak w każdej innej kulturze, tak i w Bułgarii jest idealnym tematem do pogawędki, przy czym jeśli przebywasz  w Bułgarii zbyt długo, to w grudniu zawsze powiesz "Och... kiedy się skończy ta zima!" Nie bierzesz pod uwagę faktu, że jest słoneczny, zimowy, bezwietrzny dzień. Kalendarz pokazuje zimę, więc należy tęsknić za wiosną. W lipcu natomiast koniecznie należy podkreślać tęsknotę za chłodem i mówić "Och... kiedy się skończy ten upał?"


U siebie zauważyłam, że dotyczą mnie numery 1,2,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,17.
To prawie 70 % wszystkich oznak. Sporo ze mnie Bułgarki. Przeczytam ten tekst za jakieś 5 lat znów. Ciekawe, czy wtedy powiem, że już całkowicie się zbułgarzyłam.

niedziela, 16 listopada 2014

Dziecięca Eurowizja 2014

Wczoraj pewna piękna, niewielka dziewczynka wraz ze swoim muzycznym zespołem zdobyli II miejsce w Konkursie Piosenki Eurowizji dla Dzieci. Młoda Bułgarka śpiewała poniższą piosenkę.
Moim zdaniem Krisia Todorova głos ma przepiękny, uroczy i wdzięczny.

O czym śpiewa Krisia?
Krisia chciałaby być wróżką, albo super bohaterem. Wtedy zamieniłaby wszystkich ludzi na świecie w dzieci. I wówczas ten świat by się zupełnie zmienił. Ziemia stała by się dziecięcą planetą, bez głodu i wojen, a na ziemi panowałby spokój i nadzieja.
Piękny plan, prawda?


Криси Тодорова - Планетата на децата // Krisi Todorova - Planet of The Children




                  


Podoba Wam się?

P.S.   A Włochom gratuluję pierwszego miejsca!

piątek, 24 października 2014

Rola kobiety w Bułgarii

W pewnym komentarzu napisała do mnie Małgosia rzecz ciekawą i wartą uwagi. Żeby było wiadomo, o co chodzi, na początek przytoczę wspomniany komentarz:

"Wspomniałaś ostatnio o Perperikonie, a mnie się przypomniała ciekawa książka o Bułgarii, którą czytałam jakiś czas temu. Autorka pisze głównie o Rodopach, ale podaje sporo informacji o bułgarskich tradycjach, kuchni, historii, a zwłaszcza o codziennym życiu. Były tam opinie, które mnie zaskoczyły, np. "Kobieta w tym kraju jest człowiekiem gorszej kategorii", albo: "Mężczyźni nie zajmują się domem i dzieckiem, nawet jeśli nie pracują" i jeszcze: "Ważne decyzje podejmuje ojciec, potem mąż albo najstarszy syn" itp. Jak sądzę, inaczej wygląda to na wsi czy w małej miejscowości, a inaczej w dużym mieście. Bardzo jestem ciekawa Twoich obserwacji i zdania w tej kwestii. Podrzucam temat na kolejny post. Niezbyt kontrowersyjny :)"



Jak się później okazało, Małgosi chodziło o książkę Ałbeny Grabowskiej-Grzyb pt.
"Tam, gdzie urodził się Orfeusz". Przyznaję, że ta książka jest na mojej obowiązkowej liście życiowych książek "do przeczytania/do zdobycia/must have!". Najpierw przykuł moją uwagę sam tytuł. To tutaj, w bułgarskich (wtedy - trackich) górach Rodopach urodził się znany mitologiczny śpiewak i poeta. Małgosia podsyciła moją ciekawość co do tej książki, która do tej pory zachęcała mnie przyciągającym tytułem, a teraz zachęca mnie jeszcze intrygującymi stwierdzeniami autorki.

Małgosiu, przedstawię moje własne obserwacje w tym temacie, wyciągnę jakieś niewielkie wnioski, ale nie mam odwagi generalizować. To, że zauważyłam takie, czy inne postawy i zachowania społeczne, nie musi znaczyć, że odnoszą się one do całej Bułgarii długiej i szerokiej.

Zatem:

Czy kobieta w Bułgarii jest człowiekiem gorszej kategorii?

- Kiedy byłam w ciąży, pewnego dnia oznajmiliśmy teściom, że znamy już płeć dziecka. Ci z niecierpliwością nasłuchiwali, co im powiem, a gdy usłyszeli, że dziewczynka, teściowa powiedziała "Nieeee nooo, nic się nie stało! Niech i w naszej rodzinie będzie jakaś dziewczynka". (Teściowa ma dwóch synów, jej matka ma syna, jej brat ma syna.) Zareagowali po prostu   t a k t o w n i e....  Rozczarowanie kryli bardzo usilnie i prawie by im się udało, gdyby nie to, że po prostu było i tak wyczuwalne.

- Wśród grona przyjaciół mojego męża to my pierwsi założyliśmy rodzinę. Po nas posypały się wśród znajomych ciąże jak z rękawa (Ale ja lubię frazeologię! "Posypały się ciąże jak z rękawa"). Pewnej parze od początku ginekolog mówił, że będzie chłopiec. Lekarz przez całą ciążę potwierdzał tę teorię i kolega był dumny jak paw. Cieszył się niezmiernie i na wszystkie strony świata głosił, że urodzi mu się syn. Będzie z nim w piłkę grał i będą razem na ryby chodzić. Zdarzyło mu się nawet powiedzieć coś w stylu "Niech no tylko spróbuje to dziecko nie być chłopakiem, to nie wiem co zrobię!". To dziecko wywinęło rodzicom numer i w ostatnim miesiącu ciąży okazało się, że jest dziewczynką. Wszyscy znajomi cichutko za plecami lekko się z kolegi podśmiewali i trochę sobie z niego kpili. Dziś córeczka ma już roczek, a kolega jest dobrym ojcem, ale pamiętam te jego oczekiwania....

- Kolejna sytuacja jest bardzo podobna. Ta sama historia. Kolega, któremu ma urodzić się dziecko, nawiasem mówiąc, za kilka dni. Początkowo było mówione, że będzie chłopiec. Ojciec cieszył się bardzo. No!, przynajmniej on będzie miał syna! Co to na ryby z nim będzie chodzić i piłkę będzie kopał. Całkiem niedawno okazało się, że na świat przyjdzie córeczka, a przyszły tata przemalować musiał urządzony już na niebiesko pokój dziecka. Uwaga! - jego partnerka spanikowała, gdy lekarz oznajmił jej, że jednak będzie dziewczynka. Przez kilka dni kryła przed nim tę wiadomość, bo bardzo bała się mu ją przekazać. Chłopak do dziś nie kryje rozczarowania.

- Więc jak już oceniłam postawy dwóch kolegów, to może wypada powiedzieć o reakcji mojego męża na wieść o tym, że urodzi mu się córeczka. Hristo stwierdził... - "Super! Nauczę ją ryby łowić i w piłkę grać!"

- Opowiadałam już raz historię, jak pewna babcia na widok tego,że mała Kalina zorientowała się, jak odkręcić wodę w kranie, stwierdziła: "Zobacz ją! Ona wie, gdzie to odkręcić. Widzisz to? Dziewczynka jest, a jaka mądra". Było to dla starszej pani niepojęte, że można być dziewczynką i do tego bystrą.

Czy bułgarscy mężczyźni zajmują się dzieckiem i domem?

- Tu pokuszę się o kategoryczne stwierdzenie, że podział ról jest w Bułgarii oczywistym zjawiskiem. Tym zajmuje się kobieta, tym mężczyzna. A kiedy ktoś swojej roli nie spełnia - hańba! Kiedyś, gdy ja byłam w Polsce, a Hristo w Bułgarii, rozmawialiśmy na skype. Opowiedział mi, jak było na rybach, gdzie nad rzeką spędził cały dzień w gronie trzech kolegów i jednej dziewczyny,narzeczonej jednego z przyjaciół. Stwierdził wtedy: "No i myśmy wszyscy robili sałatkę, przygotowaliśmy stół, kroiliśmy to, tamto, a ona leżała i się opalała!" Jak widać, niewykonanie kobiecych czynności przynosi wstyd przed kolegami. Wydaje mi się, że i w polskiej mentalności jest tak samo. Tak chyba wszędzie na świecie zostało przyjęte. 

- Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że jest inny, niż w typowym bułgarskim domu. Ale to tylko dlatego, że okoliczności nie dały nam wyboru. Ze względu na moją częstą niedyspozycję lub nieobecność w domu, to mój mąż zajmował się malusieńką Kaliną. Gdy byłam w domu, mąż mnie zmieniał i często stawał do Kaliny w nocy, brał ją nad ranem do innego pokoju i kazał mi spać i odpoczywać. Inni mężczyźni przypuszczam, że tak nie robią, gdyż na zachowanie mojego męża jego koledzy reagują z wielką aprobatą, szacunkiem i podziwem. A dlaczego tak nie robią? Właśnie z tego powodu, o którym już kiedyś wspomniałam - mamom pomagają babcie! To oczywiste, że malusim dzieckiem czasem się zajmuje babcia, a czasem mama... Nie będę się powtarzać. Tych, którzy nie czytali, odsyłam tutaj.

- Kiedyś spacerowaliśmy przez wieś. Byliśmy odwiedzić babcię mojego męża. W tej wsi mieszka już tylko kilkoro starszych ludzi. Nikt więcej. Przechodząc obok jakiegoś domu, pewien starszy mężczyzna zagadał do nas słowami: "Ooooo, co to się porobiło w tych czasach! Spacerujecie sobie w biały dzień z wózkiem! Kiedyś to tak nie było! Kiedyś młode, silne kobiety to w polu pracowały! A teraz patrzcie ją! Na spacerki sobie z mężem i dzieckiem chodzi". Było to skierowane do mnie i poczułam się, jakbym nie wiem jak zawiniła tym, że idę na spacer. Spytałam więc męża, kto w takim razie zajmował się dziećmi w tym czasie. "Jak to kto? Babcie, prababcie! Kobiety, które już nie miały sił na pracę w polu." Tu chyba moje rozważania zakręciły koło i wracamy do punktu wcześniejszego. Właśnie odkryliśmy, skąd wzięło się to, że i do dziś babcie tak czynnie biorą udział w opiece nad dzieckiem.

- Co do obowiązków domowych to tak, wymaga się od kobiety, żeby dom błyszczał czystością. Kobiety tu stale czyszczą, sprzątają. Pisałam o tym. Czy mężczyzna wykonuje prace domowe? Trudno mi powiedzieć. Mieszkaliśmy kiedyś z teściem, który jedynie śmieci wynosił. A mój mąż? W obowiązkach domowych pomagał mi od zawsze. Najpierw mieszkaliśmy z teściami, więc wtedy niewiele robiliśmy w domu, później byłam w ciąży, więc mi pomagał. Później byłam chora, więc mi pomagał. Dziś jestem w pełni sił, a on stale mi pomaga i nie wiem, czy to z przyzwyczajenia, czy po prostu taki pracuś mi się trafił, który bezczynnie siedzieć nie może.
Małgosiu, nie mam innych obserwacji na ten temat.... nie wiem...

Czy mężczyźni podejmują ważne decyzje? Mąż, a później starszy syn?

Na to pytanie jest mi trudno odpowiedzieć, bo dotyczą one wewnętrznego życia rodzinnego i musiałabym mieć kilka porównań, by coś na ten temat wiedzieć więcej. Sama jestem ciekawa. Na tyle, na ile widzę, odpowiedziałabym, że nie. Bo z mężem podejmujemy wspólnie ważne decyzje, a z kolei teściowa jest domatorką, a teściu pantoflarzem, który w życiu jej się nie postawił i domyślam się, że wszelkie decyzje były zawsze JEJ. 
Ciekawa jestem innym opinii na ten temat.




P.S. Małgosiu, mam nadzieję, że choć trochę zobrazowałam Ci, jak teoria autorki książki przekłada się na praktykę, którą obserwuję.



wtorek, 14 października 2014

Jestem samotną matką!


Nie mam tu koleżanek. Gdy mąż jest w pracy, włóczę się z wózkiem sama po parku i placach zabaw. Obserwuję inne matki, które siedzą grupami na ławce, popijają kawkę z maszyny, a dzieci bawią się ze sobą. Radzę sobie z tą samotnością dobrze, ale czasami marzę o tym, by być w Polsce, by tak zwyczajnie chwycić za telefon i zadzwonić do kuzynki, umówić się z nią na spacer. Albo żeby wpaść do mamy na niedzielny obiad. Spotkać się z przyjaciółkami. Kiedyś takie rzeczy były dla mnie codziennością, a dziś takiego normalnego, zwyczajnego życia towarzyskiego mi brakuje. 

Mój mąż ma uczulenie na moje słowa "czegoś mi brakuje". Gdy tylko zaczynam postękiwać, że chciałabym mieć jakieś koleżanki, jedną chociaż, jakąś taką, która byłaby moją koleżanką, a nie naszą. Ktoś to rozumie? Ale nie mam odwagi podejść w parku do grupy młodych mam i powiedzieć: "Cześć dziewczyny, mogę się z wami zakolegować? Fajna jestem." Wracając do męża, ten zaraz gdy tylko usłyszy moje marudzenie, wyskakuje z bardzo mocnymi argumentami - Czego Ci brakuje, Malwina? Rozglądnij się wokół siebie. Masz męża, który Cię uwielbia, masz dziecko, masz zdrowie, masz dach nad głową. Ja staję na głowie, żeby ci niczego nie brakowało, żebyś się czuła bezpieczna i nigdy mi nie powiedziała, że żałujesz, że tu jesteś. A tobie.. czegoś brakuje?
Więc nie ranię męża słowami i mi czegoś brakuje tylko w samotności. 

Hristo postanowił jednak zaradzić coś na mój brak towarzystwa i poznał mnie ze swoją koleżanką, która ma już dwójkę małych dzieci. Jest przemiła, sympatyczna, z wiecznym uśmiechem na ustach. Tylko że te usta jej się wcale nie zamykają. Przysięgam, ani na chwilę. Gada, gada, gada a mi pozostaje z niedowierzaniem się uśmiechać do niej, mówiąc na zmianę Ahaaaa, super, no coś ty, fajnie, okropność, ale jaja..... Na więcej moja koleżanka mi nie pozwoli, bo gdy zaczynam coś mówić, to nigdy nawet zdania nie dokończę, bo ona jeszcze musi mi powiedzieć o tym, że ta pogoda ją dobija, że Petko przez 2 dni nie zrobił kupy, a Kolo wyprowadza na smyczy maskotkę na spacer.... Ok..... Słucham zatem niezwykłych przygód rodzinnych i marzę z powrotem o mojej samotności i świętym spokoju. Dzięki, mężu, ale my nie z tej samej gliny ulepione...

 A ja dalej marudzę...

Więc mąż dalej coś zaradzić musiał. Dziewczyna jego kolegi zamieszkała z nim. Przeprowadziła się z innego miasta i też nie ma tu przyjaciół, znajomych. Spotykamy się czasem przy kawie. Moja koleżanka dopuszcza mnie do słowa, a nawet pojawiają się między nami chwile niezręcznego milczenia. Jej facet strasznie chce dziecko i cały czas jej o tym mówi, ale ona nie chce. Malwina, czy ty wyobrażasz sobie tak siedzieć w domu? Pieluchy, gotowanie, sprzątanie! A co z moją karierą? Spojrzałam na nią dziwnie. Koleżanko, chyba nie oczekujesz, że będę ci  potakiwać.... Dla mnie mięć dziecko znaczy dużo więcej, niż tylko śmierdzące pieluchy i niewyspanie. Ale ty, droga koleżanko, sama się o tym przekonasz. Oby, bo sama nie wiem, czego jej życzyć. Kariery, czy tego, by przekonała się, co w życiu jest na prawdę ważne.

Kiedyś spotkałyśmy się w towarzystwie jakiejś jej znajomej z pracy. Zapoznała nas i postanowiła powiedzieć o mnie parę słów więcej, żeby był jakiś punkt zaczepienia i aby rozmowa mogła się rozwijać. Więc mówi: Malwina przyjechała tutaj z Polski. Jest bardzo silną kobietą, sama wychowuje dziecko. Przeraziłam się i natychmiast wykrzyknęłam "Nie, nie, ja mam męża!" Pomyślałam zaraz, że co ona wygaduje, przecież dobrze wie że żyjemy z Hristo w zgodnym i szczęśliwym małżeństwie. A ona na to "Masz, ale sama się zajmujesz dzieckiem." No tak. Trzeba sobie uświadomić, w jakiej ja kulturze żyję. Jeśli moja teściowa nie zajmuje się moim dzieckiem, to znaczy, że ja się nim zajmuje sama. Bo tutaj babcie czują święty obowiązek opieki nad dzieckiem. Kiedy miałam operację i leżałam w szpitalu, mój mąż opiekował się Kaliną. Była jeszcze malutka, a on przebywał z nią 24 godziny na dobę. Karmienie, bekanie, przewijanie, spacerowanie, kąpanie..... Robił absolutnie wszystko, wszystko, wszystko bez niczyjej pomocy chociażby przez 10 minut. Niczyjej. Teściowie wtedy nas jawnie nienawidzili i mieli daleko w zadzie to, czy ja żyję sobie tam w tym szpitalu, czy nie, czy ich syn radzi sobie jakoś, czy też nie. Dziś też mnie nie znoszą, tyle że mniej jawnie. Dziś robią cyrk i widowisko. Ze wszystkich stron pozują się na cudownych ludzi, pomocnych i idealnych, a co się kryję za tą wilczą skórą, już my dobrze wiemy. Teściowa powinna w teatrze pracować, albo książkę napisać. Fantastyczną, rzecz jasna.

Co chciałam powiedzieć? Sedno mojej gadaniny jest takie, że w Bułgarii babcie powinny dużo zajmować się dzieckiem. Jest to oczywiste i jasne jak słońce. Albo jasne tak jak to, że ojcowie aż tak czynnego udziału, jak babcie, nie biorą. A gdy ktoś tak mówi o moim mężu, to jest to dla niego i dla mnie zwyczajnie obraźliwe.

Koleżanka, która również z jakiejś innej gliny, niż moja, ulepiona, spotyka się ze mną wciąż od czasu do czasu (raz na dwa miesiące). Raczej z grzeczności i dla świętego spokoju naszych facetów, niż ze szczerej sympatii.
Jestem beznadziejna? Że nie mogę trafić na swojego człowieka? Nie mówię od razu o bratniej duszy, tylko po protu o tej glinie jednej i tej samej, z której to Pan Bóg nas lepił!
Albo na prawdę, na prawdę, na serio to ja jestem beznadziejna!

Na szczęście od trzech tygodni jest tu ze mną przyjaciółka-skarb! Moja  ukochana mama! Teraz to już na prawdę, mężu drogi, nie brakuje mi niczego. Nie marudzę, nie stękam i w ogóle świat jest piękny!

                                        

Tylko mało mnie w tych internetach! Obiecuję odpisać wszystkim, którzy do mnie pisali, obiecuję poczytać wszystko, co mnie ciekawi, obiecuję, że dokończę wszystkie napoczęte już posty... Będzie kontynuacja mojej szpitalnej opowieści, będzie relacja z wcale nieudanego bułgarskiego wesela i będzie też temat kontrowersyjny i zaczepny. Wszystko będzie, ale - wybaczcie - nie śpieszy mi się. Korzystam z tego co mam, a jak mi będzie samotność doskwierać i brak towarzystwa, to wrócę do tych pomocnych internetów... Sorry...


sobota, 20 września 2014

Kiedy dziecko stawia pierwsze samodzielne kroki

Można śmiało powiedzieć, że Bułgaria to jeden z najbardziej przesądnych krajów na świecie. Każda okazja jest dobra do częstowania bliskich pitą, co ma przynieść szczęście i zdrowie!

Jest całe mnóstwo okazji, gdzie postępując według tradycji, robi się to "za zdrave". Tym samym Bułgarzy powinni być i najzdrowszym narodem na świecie, bo na prawdę bardzo, bardzo się o to starają - to za zdrowie, tamto za zdrowie. Dziecko się urodziło - częstujemy bliskich za zdrowie, dziecko wyszło ze szpitala i przynieśliśmy je do domu - częstujemy bliskich za zdrowie, dziecko ma urodziny - częstujemy bliskich za zdrowie, dziecko stawia samodzielne kroki - częstujemy bliskich za zdrowie.

Boże drogi, niech choroby omijają ten naród szerokim łukiem, bo oni przecież stają na rzęsach, żeby zdrowie mieć.

Pamiętam, kiedy leczyłam raka i nie wolno mi było jeść absolutnie niczego słodkiego, Kalina w tym czasie wychodziła ze szpitala. Przywieźliśmy ją do domu i teściowa postępowała według starobułgarskiego zwyczaju - częstowała bliskich słodką bułką z rodzynkami - za zdrowie Kaliny, rzecz jasna. Odmówiłam, powiedziałam, że wie przecież, że ja słodkiego nie mogę jeść. Odmawiam i robię to dla swojego zdrowia. Teściowa na to: "Ale MUSISZ zjeść za zdrowie Kaliny".
Ok. Jedząc maleńkiego kęska dotarło do mnie, że nie zawsze tradycje mają symboliczne znaczenie. Dla niektórych miewają one znaczenie bardzo dosłowne.



Kiedy dziecko stawia pierwsze samodzielne kroki:

* Moment ten jest powodem do pewnego rodzaju rodzinnego święta, które ma nawet swoją nazwę - "Prestapułka" - znaczy ono tyle, że dziecko przestąpiło, przechodziło, po prostu zaczęło chodzić.

* Prestapułkę wyprawia się dziewczynkom w środę, a chłopczykom w piątek. Znaczy to, że nawet jeśli dziewczynka postawiłam pierwsze kroki w czwartek, to musi czekać sześć dni, do środy, na swoje święto.

* Dzień wcześniej należy zamówić w piekarni pitę na prestapułkę, gdzie osoby tam pracujące będą od razu wiedziały, co to jest. Taka pita ma być dekoracyjnym ciastem drożdżowym. Coś jak nasza polska chałka. Zdjęcia przykładowych pit na prestapułkę można zobaczyć klikając TUTAJ lub TUTAJ.  Zobaczcie, warto! Te pity są bardzo piękne.
Jeśli matka piecze sama pitę, ważne jest, by dwoje jej rodziców żyło. Jeśli którychś z nich nie żyje, wtedy niech pitę piecze ktoś inny z rodziny, lub najlepiej zamówić wówczas z piekarni.

* Pierwszy kawałek pity przeznaczony jest dla gwiazdy przedstawienia - samego dziecka, które chodzi. Kolejne kawałki są dla innych uczestników prostapułki.

* Mama odwiedza swoich bliskich znajomych, rodzinę, sąsiadów i częstuje ich kawałkiem pity i miodem, chwaląc się przy tym, że jej dziecko może już samodzielnie chodzić. Ci zaś wręczają matce symbolicznego pieniążka w postaci 2-5 lv, życząc przy tym dziecku zdrowia.

* Bardzo ważne jest, by pitą poczęstować jakieś dziecko starsze od naszego. Takie, które już chodzi bardzo stabilnie, bez niczyjej pomocy, które jest pewne swoich kroków. Ma to doprowadzić do tego, że wkrótce i nasze dziecko będzie takie pewne siebie w chodzeniu.

* Według tradycji należy na ziemi rozłożyć białe prześcieradło. Na nim pokruszyć kawałeczek pity. Postawić niewielki stoiczek z przeróżnymi przedmiotami. Niech to będą nap. okulary, książka, telefon. Postawiamy nasze dziecko przed prześcieradłem, a ono samodzielnie mam za zadanie podejść do stoliczka i wziąć z niego to, co chce. Jego wybór świadczy o tym, kim będzie w przyszłości. Powiedzmy, że wybierając okulary, będzie mądrym uczonym, a wybierając piłkę - będzie sportowcem, grzebień - będzie fryzjerem....

* Mówi się, że kiedy matka rozdając pitę śpieszy się, biega, jest bardzo energiczna i goni ją czas, to wtedy dziecko szybko wyjdzie za mąż/ożeni się.

Podsumowując - pierwsze samodzielne kroki naszych dzieci to wydarzenie bardzo ważne! Niesie za sobą okazję do rodzinnego, zabawnego świętowania. Tych chwil nie da się zapomnieć i wspomina się je po latach z uśmiechem na twarzy.
Jakkolwiek dziwnie by nie brzmiały powyższe zwyczaje, robi się je z czystego serca i dla dobra ukochanego dziecka.


****************************************************************************************

Moja Kalina chodzi od niedawna. Cały czas jestem w wielkim szoku i ciesze się strasznie, że nareszcie może chodzić!  Jestem z niej dumna i jednocześnie cała się trzęsę ze strachu, widząc, jak ona nie patrzy gdzie chodzi! Zupełnie nie zwraca uwagi jak chodzi, w co wchodzi. Jej kroki są bardzo niepewne i niestabilne. Nie żebym się tym przejmowała, wiem, że to minie i że to są jej początki, jednak na spacerze stale się boję, że sobie nabije guza. Praktyka jednak czyni mistrza, a i Kalina chodzić nauczy się porządnie i pewnie. Wszystko z czasem.

Co do prestapułki - skoro dziewczynkom robi się prestapułkę w środę, więc ja jej prestapułki nie robiłam. W środę mój mąż miał urodziny i miałam ręce zawalone robotą. Placki, sałatki, sprzątanie i cała reszta. Ale moja teściowa zadbała o bułgarskie zwyczaje i zamówiła pitę, poczęstowała wszystkie swoje koleżanki i sąsiadki. Chodzenia po prześcieradle w poszukiwaniu przyszłości również córce nie zafundowałam, bo ja jej życzę, żeby była kim chce. Fryzjerem, kasjerem, uczonym, dziennikarzem, czy piekarzem - niech robi w życiu to, co sprawi jej radość i da jej spełnienie, a nie to, co ja sobie dla niej wymarzyłam i postawiłam na prześcieradle. 










Kalina chodzi! A ja mogę już spać spokojnie :)

sobota, 6 września 2014

Ach.. Żeby tak móc zjeść ciastko i mieć ciastko... czyli mój kraj idealny!

W życiu czasem bywa tak, że stajemy przed trudnymi wyborami. Wszyscy ci, którzy żyją poza granicą swojej ojczyzny, wiedzą dobrze o czym mówię. Każdy z nich miał jakiś swój powód, dla którego tam się znalazł, a życie na emigracji - czy to zarobkowej, czy jakiekolwiek innej, bywa czasem dosyć trudne.

Gdyby tak można było tańczyć na dwóch weselach jednocześnie, i gdyby tak dało się nie musieć wybierać,  i gdyby tak dało się.... żyć w kraju idealnym!

"Twój idealny kraj" to temat wrześniowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. W tym miesiącu Polki piszą o swoim idealnym kraju złożonym z pięciu cudownych cech Polski i pięciu cudownych cech kraju na obczyźnie.

Bułgaria.....
Bułgaria znajduje się gdzieś na szarym końcu Europy. Biedny, zapuszczony kraj, w którym to życie nie jest łatwe.

Oto moja wspaniała piątka z Polski. Gdybym to wszystko tu miała, pewnie żyłabym w kraju idealnym.

1. Bliscy

Nikogo chyba nie dziwi, że marzę o tym, by jak za sprawą czarodziejskiej różdżki móc mieć wszystkich swoich krewnych przy sobie. Móc pójść na kawę do kuzynki, spędzać dużo czasu z cudowną chrześnicą, razem z mamą lepić pierogi i kisić ogórki na zimę!
Do tego tak zwyczajnie spotkać się z przyjaciółką i być zawsze przy niej wtedy, gdy mnie potrzebuje. Choć i tak wierzę w prawdziwą przyjaźń, której nie zmieniają dzielące kilometry. Sama mam dwie serdeczne przyjaciółki. Poza tym znam tutaj pewną kobietę, która mieszka od 40 lat w Bułgarii. Jej najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa to pani, która wyszła za mąż za Niemca i mieszka w Niemczech. Mimo to kobiety kiedyś stale do siebie pisały listy, teraz stale od siebie  dzwonią. Na każdych wakacjach planowały tak urlop w Polsce, by mogły się raz  w roku spotkać. Dziś spotykają się w Polsce na wakacjach emerytek :) Można? Można.
Ale mimo to, wolałabym mieć bliskich przy sobie, coby mogło być - jak głosi temat posta - idealnie!


2. Klimat

W moim kraju idealnym będzie polski klimat. Nie będzie 40 stopniowych upałów! Będzie czuć świeżość w powietrzu, a nie suchość, za którą idzie wszędobylski pył i kurz. Będzie zielona trawa, a nie brązowa i spalona słońcem. I złota polska jesień. A jak spadnie śnieg, to taki, który nie zamieni się natychmiast w chlapę.

3. Infrastruktura

Tak, w Bułgarii bywa brzydko. Stan budynków niekiedy woła o pomstę do nieba. Chodniki, gdyby miały czoło, to pewnie na czole wyryte miałyby "błagamy o remont". Bułgaria wygląda trochę tak, jak Polska 20 lat temu. I tego bym chciała! Wielkich, widocznych zmian, jakie następują w Polsce na naszych oczach. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam do mojego rodzinnego miasta, nie mogę go poznać.
To zabrałabym z Polski do mojego kraju idealnego - świeżość budynków, wszechobecne żywe kolory, powiew nowoczesności.

4. Grzybobranie

Oszalałam, prawdziwków mi brakuje do szczęścia... A no brakuje.  Nie byłam na grzybach od wielu lat, a grzybobranie jest przecież takie... polskie!
Zapach lasu, poranne spacery w gumiakach, radość ze znalezionego grzyba, przekazywanie wiedzy z pokolenia na pokolenie, ich czyszczenie i suszenie. I ten cudowny zapach! A później - wigilijne pierogi z kapustą i grzybami!
Ktoś by powiedział - idź zatem w Bułgarii na grzyby. Byłam. Ale to nie to samo. Zamiast lasu - polanka, zamiast prawdziwków i kozaczków - wyłącznie kurki.
Nie, to nie to samo. Suchy klimat Bułgarii nie da mi nigdy takiej satysfakcji ze zbierania grzybów, jak Polska!

5. Wszystkich Świętych

To święto, za którym bardzo tęsknię. Od wielu lat Wszystkich Świętych spędzam poza granicą Polski. I jest mi zawsze wtedy bardzo przykro, gdyż tu w Bułgarii w tych dniach nie dzieje się absolutnie nic, a w Polsce klimat wtedy jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Lubię tę zadumę nad grobami bliskich, lubię to chryzantemowe szaleństwo, lubię wieczorne spacery przy blasku tysiąca zniczy, lubię tłumy ludzi na cmentarzach, które o czymś właśnie świadczą. O czymś bardzo ważnym - pamięci o zmarłych, wspólnej modlitwie, jedności narodowej.
Bułgarzy, owszem, swoją pamięć o bliskich zmarłych również okazują, ale jak to robią, opowiem dopiero .... w listopadzie!


A teraz powiem, że mimo tego, że Bułgaria znajduje się gdzieś na szarym końcu Europy, że jest biednym i zapuszczonym krajem, w którym życie nie jest łatwe, mimo tego, że nie jest tu idealnie, że wiele rzeczy prosi się o ulepszenie, że budynki są zaniedbane a drogi dziurawe, to jednak jest wiele, całe mnóstwo innych rzeczy, które w Bułgarii kocham. Bo Bułgaria to nie tylko równe czy mniej równe chodniki. To ludzie, tradycja, folklor, przyroda, historia, zwyczaje, ludzka mentalność i podejście do życia. Bo nie tylko to, co widać gołym okiem, można poddawać krytyce i uważać za piękne.
Pomimo wszystko (!) zawsze powiem, że Bułgaria jest piękna.

Oto moja wspaniała piątka z Bułgarii, która w połączeniu z powyższymi cechami Polski, sprawiłaby, że moja Polgaria byłaby dla mnie krajem idealnym.

1. Krajobrazy

Turyści przyjeżdżający do Bułgarii zazwyczaj wypoczywają nad Morzem Czarnym. Niewątpliwie jednak i w głębi kraju jest wiele ciekawych miejsc. Bułgarskie pasmo górskie Rodopy jest jednym z najpiękniejszych w Europie. Nie będę tutaj piała z zachwytu nad bułgarską przyrodą, bo jakichkolwiek epitetów bym tu nie użyła, żadne słowa nie oddadzą tego, co zobaczyć mogą oczy.
Zainteresowanych zapraszam do Bułgarii, a na zachętę polecam obejrzeć TEN filmik na youtube.

2. Usługa ekspresowa

Ten aspekt będzie bardzo praktyczny. Chodzi o ekspresową usługę w urzędach przy tworzeniu dokumentów. Funkcjonuje tutaj pewien system, który nie rozumiem, czemu dziś w XXI w. nie zaistniał jeszcze w Polsce.  Mianowicie dokumenty takie jak dowód osobisty czy paszport można odebrać jeszcze tego samego dnia, w którym złożyło się wniosek. Oczywiście normalny czas oczekiwania to jeden miesiąc, ale jeśli komuś zależy na czasie, to może bez najmniejszego problemu dostać dokument za kilka godzin. Za dodatkową opłatą. Nie orientuję się, jaka to opłata. Przypuszczam nawet, że nie jest ona niska. Ale mimo to, uważam że jest to doskonała sytuacja dla tych, którzy paszport potrzebują na już. Wiem, że w Polsce odbiór dokumentu może potrwać do miesiąca, w praktyce trwa to około 2 tygodni, szczęściarze mogą liczyć nawet na jeszcze szybszy odbiór, ale tak od zaraz - nie ma mowy. A powinna być taka opcja, że "chcesz-płacisz-masz".


3. Leczenie

Los chciał, że w Bułgarii byłam w ciąży, urodziłam dziecko, wcześniaka, który leżał 2 miesiące w szpitalu. W Bułgarii zdiagnozowano u mnie raka, w Bułgarii przeszłam operację i długą chemioterapię. Wszystko to wiązało się z ogromem wizyt u przeróżnych lekarzy. Dziesiątki rozmaitych nieustannych badań i pobytów  w różnych szpitalach.  Mogę zatem śmiało wypowiedzieć się na temat bułgarskiej służby zdrowia.
Jest dobrze. Nie każdy lekarz jest wybitny, ale są tu również prawdziwi i rzetelni specjaliści. Przede wszystkim jest tak, jak być powinno. Człowiekowi coś dolega - idzie do lekarza, leczy się. Nie czeka miesiącami na wizytę w gabinecie lekarskim. Gdy powiedziałam mężowi, ile w Polsce czasami czeka się do lekarza, nie uwierzył mi. Stwierdził, że przesadzam i na pewno nie jest tak, jak mówię. Po prostu nie mieści mu się w głowie, że na wizytę nie tylko w państwowej, ale i w prywatnej służbie zdrowia, można czekać około miesiąca, już nie mówiąc o wielu miesiącach, a nawet latach.
Tutaj coś takiego jest nie do pomyślenia. Gdy tutaj zdiagnozowano u mnie nawrót choroby tarczycy, jeszcze tego samego dnia, w którym odebrałam wyniki badań, byłam już po konsultacji u endokrynologa i zaczęłam leczenie. A w Polsce pamiętam, że na wizytę w prywatnym (!) gabinecie czekałam miesiąc.
Podczas chemioterapii miałam problemy z sercem. Lekarz rodzinny skierował mnie na badania do kardiologa, u którego byłam jeszcze tego samego dnia i wykonałam komplet badań. I to nie dlatego, że byłam specjalnym pacjentem, chorym na raka, więc z jakimś domniemanym przywilejem pierwszeństwa. Nie. Tak po prostu tu jest. Jest problem - idziesz do lekarza - leczysz się.

4. Baniczkarnice
Miasteczko, w którym mieszkam znajduje się zaledwie 15 km od Turcji. I jest tutaj może jedno jedyne miejsce, gdzie można zjeść tureckiego kebaba. Dla porównania taki Rzeszów, który znajduje się około 1 500 km od Turcji, ma całe mnóstwo miejsc z tureckim fast foodem.
Wniosek? Popyt rodzi podaż. Tu w Bułgarii niewielu ludzi ma ochotę na kebaba, bo wszyscy Bułgarzy od wieków mieli, mają i z pewnością będą mieć ochotę na rodzimą baniczkę. Baniczki to różnego rodzaju wypieki z ciasta francuskiego z nadzieniem serowym. W każdym mieście znajdują się baniczkarnice, gdzie można kupić pyszne jedzonko. Gdybym była głodna i stanęła pomiędzy baniczkarnicą, a kebabem, wybrałabym baniczkę bez mrugnięcia okiem. Kto jej spróbował - ten wie. Nie da się nie lubić!


5. Brak czynszu

W Bułgarii nie ma takiej opłaty, jak czynsz za mieszkanie. Niezwykle trudno jest wytłumaczyć Bułgarom, co to jest czynsz, gdyż słownik polsko-bułgarski informuje mnie, że słowo to po bułgarsku brzmi naem - czyli po prostu najem. Który kojarzy się z wynajmowaniem, co w sytuacji opłacania na przykład przez przedsiębiorcę płacącego miesięczny czynsz (najem) za lokal, ma dużo sensu. Ok, najem płacisz właścicielowi, kiedy wynajmujesz. Jak w takim razie wytłumaczyć, że płacisz najem, choć wcale nie wynajmujesz, bo to właśnie ty jesteś właścicielem własnościowego mieszkania? Gdyby to słówko brzmiało jakoś inaczej, wtedy tłumaczenie byłoby prostsze. Ale to też jest jasne - nie ma czynszu, to i słówka nie ma.
W związku z tym życie w bloku jest tu dużo ... tańsze niż w Polsce! A jak funkcjonuje blok i jego mieszkańcy bez tej opłaty? Znakomicie. Wszelkie remonty załatwia się po ludzku. Zalało piwnicę. Wszyscy mieszkańcy klatki zebrali się, obliczyli koszty, złożyli się na remont kanalizacji. Winda - każdego miesiąca pewna kobieta chodzi pobiera opłatę za windę w kwocie 10 lv. Ogrzewanie - na własną rękę. Kiedyś na to narzekałam, że w zimie nie mogę wrócić do ciepłego mieszkania, bo muszę je najpierw sama ogrzać. Ale człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja i dziś nie widzę najmniejszego problemu. Grzeję w domu wtedy, gdy mam taką potrzebę, jak chcę i gdzie chcę. Więc jeśli nie używam jakiegoś pokoju, to nie przeszkadza mi, że tam jest zimno. Jeśli ktoś wyjeżdża na miesiąc i mieszkanie stoi nieużywane, jest oczywiste, że mieszkanie stoi zimne. A w Polsce? W Polsce nie można się zwolnić z opłaty czynszu, zrezygnować z ogrzewania. Mało kto wyłącza kaloryfery, gdy wychodzi z domu. Ludzie wychodzą, a mieszkanie stoi puste i cieplutkie. Ja nie wiem, ale czy to nie jest marnotrawstwo? Czy w grę nie wchodzi tu marnowanie chyba tak na prawdę ogromnych pieniędzy?



Cóż mogę powiedzieć na koniec.... Nie można mieć w życiu wszystkiego, więc czasami jest dobrze tak, jak jest, ale pomarzyć o utopijnym kraju zawsze można...